Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

In-Plus Marki obronił tytuł mistrzów Futboligi!

17
Lis

W nieparzystach edycjach rozgrywek ligę wygrywał Fil-Pol. Ale nie tym razem! W wielkim finale, którego stawką było mistrzostwo piątego sezonu, In-Plus zremisował z ekipą Wojtka Kuciaka i pozostał na tronie zielonkowskich ósemek!

Sezon 2019/20 przeszedł do historii. Nazwanie go specyficznym będzie chyba zbyt delikatne, bo graliśmy go ponad rok, ale na szczęście udało się doprowadzić wszystko do finału, który odbył się 11 listopada. Z tego miejsca podziękowania dla wszystkich ekip, które przyjęły nasze argumenty, by jak najszybciej zakończyć rozgrywki, co pozwoliło 16 kolejkę rozegrać w Święto Niepodległości, czyli w dzień wolny od pracy. Pomysł okazał się dobry, odbyły się wszystkie spotkania, tylko jedno było ultra-jednostronne, natomiast w pozostałych na nudę nie mogliśmy narzekać. No i właśnie od tego meczu do jednej bramki rozpoczniemy naszą wędrówkę po szesnastej serii spotkań. Chodzi o spotkanie Multi-Mediki z Al-Marem. Ci pierwsi mieli do dyspozycji tylko siedmiu graczy i Al-Mar widząc to, po raz drugi z rzędu (z Offsidem było identycznie) również zdecydował się na grę o jednego mniej. Czasami takie decyzje wcale nie są trudne, bo nierzadko bywało tak, że mecze rozgrywane w formule 8 na 7 nie były spacerkiem dla drużyny, która miała przewagę liczebną. Wiadomo – na połowie rywala robi się wtedy bardzo gęsto, jest mało wolnej przestrzeni i trudno się dokopać do bramki oponentów. Dlatego też Al-Mar nie miał rozterek co do gry w równych składach, tym bardziej, że zdawał sobie sprawę, iż nie przewiduje tutaj żadnych problemów z wygraną. Tak też było. Marcin Rychta i spółka rozbili Medycznych, a wynik byłby pewnie dwukrotnie wyższy, gdyby nie wiele świetnych interwencji Rafała Michalaka lub spektakularne pudła napastników z Wołomina. Szkoda, że Multi nie zdecydowała się tutaj na zamknięcie we własnym polu karnym, bo tak przegrałaby znacznie niżej, ale widocznie plan na ten ostatni mecz był inny. Multi skończyła więc rozgrywki z jednym punktem i przy okazji z czerwonymi pośladkami, bo w drugiej części tej rundy mocna obrywała po czterech literach. Ale wina bardziej niż w grze leżała w organizacji, o czym wielokrotnie pisaliśmy. Al-Mar zakończył zaś ligę na najniższym stopniu podium, aczkolwiek to było akurat jasne już od dłuższego czasu.

Znacznie ciekawsze widowisko, również pierwszoligowe, obejrzeliśmy od 15:30. Zmierzyli się w nim Dar-Mar oraz ekipa, która z Dar-Marem zwykle rozgrywa najlepsze spotkania w sezonie, czyli Incognito. Markowianie mieli nadzieję, że po raz kolejny utrą nosa faworyzowanej ekipie z Kobyłki i gdy tak przegrywali już 0:2, zaczęliśmy się zastanawiać, kiedy nastąpi ten moment, gdy wreszcie wezmą się do roboty i dogonią swoich rywali. Tak było w kilku ostatnich potyczkach między nimi, no ale każda passa musi się kiedyś skończyć. Incognito faktycznie w 46 minucie zmniejszyło straty, a potem podkręciło tempo, ale na więcej czasu już nie starczyło. I przegrani nie mogą tego traktować w kategoriach rozczarowania. Byli tego dnia po prostu słabsi, mieli dużo mniej z gry i można nawet powiedzieć, że ta nerwowa końcówka do której doprowadzili, to i tak dużo w stosunku do tego, co przez długą część spotkania prezentowali. Te trzy punkty pozwoliły skończyć triumfatorom na czwartym miejscu w tabeli, natomiast co do Incognito, to trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że nawet jeśli z ligowej hierarchii wynika, że ten zespół zostaje w pierwszej lidze na kolejny sezon, to pytanie czy to ma sens. Bo jednak strata do czołowych ekip była spora i być może taka edycja, gdzie chłopaki mieliby więcej meczów dla siebie, pomogłaby by im, by za jakiś czas namieszać w elicie. Jak to mówią – czasami lepiej zrobić krok w tył, by potem zrobić dwa w przód. Ten temat na pewno warto przemyśleć.

A bardzo ciekawy mecz jak na warunki drugoligowe rozegrały Lema Logistic i Galacticos. Wiele sobie po tym starciu nie obiecywaliśmy, byliśmy wręcz pewni, że wzmocniona Lema gładko poradzi sobie z Galaktycznymi, a tymczasem dostaliśmy fajny i wyrównany pojedynek, gdzie szala na rzecz ekipy z Radzymina przechyliła się dopiero w końcówce. W tej potyczce jedni i drudzy nie kalkulowali – pod obydwiema bramkami działo się bardzo dużo, obydwaj golkiperzy musieli pozostawać w ciągłej gotowości i długo nie było jasne, kto zada tutaj decydujący cios. Więcej klarownych okazji tworzyli sobie Galacticos, chociaż przewaga w kulturze gry była delikatnie po stronie Lemy. A na koniec swoje zrobiły indywidualności. Dwie asysty Arka Pisarka i dwa uderzenia z główki – najpierw Mateusza Kostrzewy a potem Bartka Balcera i to Lema wygrała mecz 3:1. Tak jak już wspominaliśmy przed tygodniem – w tym składzie to nie jest zespół na dół tabeli drugiej ligi, tylko na jej czoło. Dlatego też Galaktyczni nie powinni być jakoś mocno rozczarowani porażką, chociaż zagrali tutaj dobry mecz, włożyli w niego sporo energii i być może zasłużyli na coś więcej. Ale naprawdę nie przegrali z byle kim. I tak widząc to spotkanie, bo jakby nie patrzeć mieliśmy do czynienia z dwoma nowymi zespołami, mamy nadzieję, że jednych i drugich zobaczymy w kolejnym sezonie. Bo coś się tutaj zaczęło fajnego tworzyć i szkoda by było, gdyby potrwało to tylko jedną rundę...

Z totalnie szalonym spotkaniem mieliśmy za to do czynienia w kolejnej parze. Otóż Tiger podejmował Ursynów i o ile ci pierwsi byli już pewni mistrzostwa drugiej ligi, to drudzy walczyli o brąz. Gdy jednak okazało się, że na spotkanie, które może decydować o medalach, przyjechali w siedmiu, nadzieję na dobry wynik szybko trzeba było porzucić. No bo przecież gorzej z grą o jednego mniej trafić nie mogli – zwłaszcza że akurat tego wieczora Tygrysy miały praktycznie najsilniejszą kadrę. I wykorzystywały to – na kilkanaście minut przed końcem było 2:0, chociaż w takich okolicznościach powinno być w tym momencie wyżej. Wydawało się jednak, że to wystarczy, tymczasem Ursynów niespodziewanie wrócił do gry! I pomógł mu w tym rywal, który pierwszego gola strzelił sobie praktycznie sam, za chwilę zrobiło się 2:2, a w 45 minucie ekipa Roberta Biskupskiego wyprowadziła zabójczą kontrę i mogła ten mecz wygrać! Łukasz Skirzyński był sam na sam z Danielem Kowalskim, ale za wcześnie oddał strzał i Tiger wrócił z dalekiej podróży. Kilka chwil później faworyci zdobyli zresztą gola na 3:2 i wygrali to spotkanie, chociaż najedli się tutaj sporo strachu. Być może ta konfrontacja, mimo ogromnego sukcesu jakim jest wygrane 2 ligi z taką przewagą, stanowiła jednak pewne podsumowanie gry Tygrysów w tej rundzie. Nie wszystko było bowiem kolorowe i to, co wystarczało na rywali drugoligowych, w pierwszej lidze może się okazać za mało. Ale na razie nie ma się tym co przejmować. Ursynów może z kolei bardzo żałować, bo gdyby wygrał ten mecz, faktycznie skończyłby na podium. I może nawet na nie zasłużył, lecz kto będzie o tym pamiętał za jakiś czas. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr.

W kolejnym spotkaniu ze środy doszło do starcia zespołów, które również interesowały miejsca na podium piątej edycji. Sytuacja była następująca – triumf Al-Maju mógł dać temu zespołowi nawet drugie miejsce. Sukces Woli Rasztowskiej mógł z kolei spowodować, że Konrad Bulik i spółka zgarnęliby brązowe medale. Stawka była więc spora i nawet jeśli więcej do stracenia miał tutaj Al-Maj, to Wola Rasztowska nie pozwoliła przeciwnikom na cokolwiek. Gracze w żółto-czarnych koszulkach byli lepsi, szybsi, sprytniejsi, natomiast przeciwnicy znów przyjechali w mocno okrojonym składzie i po prostu nie starczyło im umiejętności, by podjąć tutaj wyrównaną walkę. Co prawda pod względem bramek ciągle byli blisko konkurentów, bo do 44 minuty utrzymywał się wynik 3:2 dla Woli, ale byliśmy przekonani, że prowadzący nie dadzą sobie wyrządzić tutaj krzywdy i tak też było. W końcówce dołożyli oni jeszcze dwa trafienia i wygrali 5:2, świetnie podsumowując bardzo dobrą rundę w swoim wykonaniu. Gdyby sezon był jednorundowy, skończyliby ze srebrem, a tak ostatecznie uplasowali się na czwartej pozycji. Ich pech polegał na tym, że AGD Marking pokonał Drzewce, bo każdy inny wynik dawałby im najniższy stopień podium. Zabrakło niewiele. Co do Al-Maju, to tam na pewno można mówić o rozczarowaniu, chociaż ekipę Grześka Wojdy też trzeba trochę usprawiedliwić. Strasznie posypała im się kadra w ostatnich spotkaniach i mimo że robili co mogli, to tych kilku punktów po prostu zabrakło. Na pocieszenie pozostaje im tytuł najlepszego kanadyjczyka dla Rafała Saksa (ex aequo z Adamem Drewnowskim), chociaż on liczył na króla strzelców, ale i na tym polu wygrać się nie udało.

Ale wygrać to musiał w środę przede wszystkim Fil-Pol. Nic innego nie wchodziło w grę, bo każda inna zdobycz niż trzy punkty powodowała, że mistrzem Futboligi pozostawał In-Plus. Obydwie ekipy przystąpiły do tej potyczki osłabione. Po stronie Fil-Polu zabrakło Arka Stępnia, natomiast Patryk Gall nie mógł skorzystać z Patryka Szeligi. Nawet nie chcemy tutaj porównywać, który z kapitanów miał gorzej, ale przede wszystkim z czysto piłkarskiego punktu widzenia żałowaliśmy, że nie było nam dane zobaczyć ich w tej potyczce. I tak jak już wszyscy wiecie, zakończyła się ona remisem. Pierwsza połowa zdecydowanie poszła na konto In-Plusu. Księgowi byli lepsi, bardziej kreatywni i spokojnie mogli prowadzić wyżej niż 1:0. W drugiej odsłonie Fil-Pol zagrał odważniej, nie brakowało mu okazji by doprowadzić do wyrównania, chociaż rywale także sprawdzali formę Stefana Neculi i choćby Karol Szeliga mógł to spotkanie w 29 minucie zamknąć. Przegrywający swój cel (a w zasadzie jego połowę) osiągnęli dopiero w 50 minucie. Mocny strzał Karola Sochockiego i Patryk Rutkowski kapituluje. Ale to było za mało. Potrzebny był jeszcze jeden gol, tyle że czasu na stoperze było już bardzo mało i Fil-Pol po prostu nie zdążył. Tym samym IN-PLUS PO RAZ DRUGI Z RZĘDU ZOSTAŁ MISTRZEM FUTBOLIGI! I dokonał tej sztuki jako pierwsza ekipa w rozgrywkach, co udowadnia, że nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przypadku. Wielkie brawa dla zwycięzców, którzy to spotkanie o złoto rozegrali bardzo mądrze taktycznie i gdyby skończyło się 1:0, też o wielkiej niesprawiedliwości nie moglibyśmy napisać. Fil-Pol ze swoim szturmem po prostu się spóźnił, ale też nie ma żadnej pewności że gdyby wykonał go wcześniej, to on by się powiódł. W piłce jak w życiu - liczą się bowiem tylk fakty.

A ostatnim spotkaniem sezonu 2019/20 było to, które rozegrały ze sobą Drzewce i AGD Marking. Szczerze mówiąc, nie mieliśmy pewności czy to spotkanie w ogóle dojdzie do skutku, bo pamiętaliśmy, że Marking nie przyjechał na rywalizację z Tigerem, mimo że też godzina wydawała się być bardzo dogodna. Na szczęście tym razem chłopaki nie zawiedli i nie dość, że pojawili się przy Dziennikarskiej, to jeszcze zawitali do Zielonki bardzo mocnym składem. Z kolei Drzewce, które były już pewne drugiego miejsca, zagrały tutaj na luzie, w dodatku brakowało Kamila Kłopotowskiego, a Wojtek Kołodziejczyk – nominalny bramkarz – hasał sobie w polu. Nic więc dziwnego, że AGD zdominowało ten pojedynek i wygrało go bardzo wysoko, bo aż 6:3. Co więcej – podopieczni Gabriela Orycha nie mieli świadomości, że to zwycięstwo dało im trzecie miejsce na koniec sezonu! Tak, tak – trzy ekipy miały bowiem po 26 punktów, co spowodowało, że o wszystkim zdecydowała mała tabela (złożona z Markingu, Al-Maju i Woli Rasztowskiej), a w niej najwięcej punktów mieli właśnie Janek Szulkowski i spółka. Można powiedzieć, że ten brąz to tak trochę na pocieszenie, bo przecież z potencjałem co ten zespół ma, to tutaj powinno być złoto i kilka punktów przewagi nad resztą stawki. No ale niestety – problemy frekwencyjne zrobiły swoje. Co do Drzewców, to im ta druga część sezonu wyszła niespecjalnie, ale ponieważ będące za nimi ekipy non stop traciły punkty, to udało się utrzymać tuż za plecami Tygrysów. Teraz czas na pierwszą ligę i jesteśmy bardzo ciekawi, co ten zespół pokaże z In-Plusem, Fil-Polem i resztą. Ciąg dalszy tej historii poznamy jednak dopiero za kilka miesięcy.

Szczegółowe opisy pojawią się w piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. Bardzo prosimy, byście we wspomnianych raportach sprawdzili, czy wszystko się zgadza. Na dniach w serwisie znajdziecie szereg podsumowań i innych artykułów, które spuentują piątą edycję. Dlatego zapraszamy do codziennego odwiedzania naszej strony - jeszcze przynajmniej przez dobry tydzień.


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819 InPlus 1920