Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Al-Mar skończy z brązem. Tiger wygrywa drugą ligę!

09
Lis

Znów na stadionie przy Dziennikarskiej nie udało nam się rozegrać wszystkich meczów jakie planowaliśmy. A najgorsze, że jedyne które się nie odbyło, to właśnie te, na którym najbardziej nam zależało...

Wczoraj o godzinie 19:00 miał się rozpocząć mecz AGD Marking – Tiger. Niestety otrzymaliśmy wiadomość, że z powodu braku chętnych po stronie ekipy AGD trzeba je odwołać. Tym samym stało się jasne, że ekipa Mariusza Magierka została triumfatorem drugiego poziomu rozgrywkowego. Szkoda, iż nie stało się to na murawie, co nie umniejsza zasług ekipy Tygrysów, którym serdecznie gratulujemy i w przyszłym sezonie ponownie zobaczymy ich w pierwszej lidze. A co działo się w spotkaniach, które zostały rozegrane w dniu 8 listopada?

Pierwszą ligę „oblecimy” bardzo szybko. W spotkaniu Offside – Al-Mar cudów się nie spodziewaliśmy, bo ci pierwsi mieli duże problemy kadrowe i jeszcze na godzinę przed pierwszym gwizdkiem nie było wiadomo, czy w ogóle do Zielonki dojadą. Finalnie przyjechali w siedem osób, na szczęście Al-Mar zgodził się, by również zagrać o jednego mniej i dzięki temu to spotkanie nie było tak jednostronne, jak mogło być. Ale oczywiście bardziej wybiegany, mobilny i mający więcej zmian Al-Mar nie miał tutaj żadnych problemów z odniesieniem wygranej, chociaż Offside potrafił się odgryźć i były sytuacje, które gdyby wykorzystał, to być może zwycięzcę tego meczu poznalibyśmy później niż po pierwszej połowie. Ale to tylko gdybanie. Triumfatorzy przyklepali tym samym trzecie miejsce na koniec sezonu, więc coś do gabloty znowu im wpadnie. Co prawda nie na taki rozmiar pucharu i nie taki kolor medalu liczyli, jednak lepsze to niż nic. Offside skończy pewnie na miejscu piątym, ale najważniejsze, że jakoś tę edycję dograł. Bez walkowerów i nie marnując czasu innych. Trzeba to docenić, zwłaszcza że nie wszystkie ekipy które wystartowały w drugiej części sezonu, mogłyby powiedzieć o sobie to samo.

Wielkich emocji nie dane nam również było przeżywać w konfrontacji In-Plusu z Dar-Marem. Tutaj także o wszystkim zdecydowały problemy frekwencyjne tych drugich, jak również sytuacja z 15 minuty spotkania, gdzie kontuzji nabawił się Norbert Kucharczyk, który lada moment opuścił boisko, a ponieważ Dar-Mar nie miał nikogo na zmianę, to musiał rywalizować o jednego mniej. No i jasnym się stało, że wyniku 0:0 do końca meczu nie dowiezie. Mimo starań, walki i zdrowia, jakie zawodnicy w czerwonych koszulkach włożyli w to spotkanie, jedyne na co było ich stać to honorowa porażka 1:4. Zresztą – w wielu fragmentach wcale nie było widać, że grają w osłabieniu, co na tle obrońców tytułu jest dużym komplementem. Inna sprawa, że w kilku sytuacjach Księgowym brakowało trochę koncentracji, jakby mieli świadomość braku zagrożenia, przez co wiele okazji zmarnowali w prosty sposób. Na szczęście to wynik idzie w świat i teraz przed In-Plusem już tylko mecz sezonu. Dar-Mar musi natomiast wygrać w środę z Incognito, jeśli chce rozgrywki zakończyć na czwartym miejscu. Remis nic mu nie da, bo ma gorszy bilans bezpośrednich meczów z Offsidem. A ponieważ spotkania Dar-Maru z Incognito to od lat gwarancja huśtawki nastrojów, to wcale nie jesteśmy pewni, czy ekipa z Kobyłki faktycznie skończy zmagania tuż za podium.

A skoro o Incognito zahaczyliśmy, to kilka słów o meczu tej drużyny z Multi-Mediką. Nie skończyło się ono walkowerem, jak mogliby przypuszczać co po niektórzy, bo rezultat 3:0 trochę na to wskazywał. Co więcej – to Multi wyglądała lepiej pod względem kadrowym, mając jednego na zmianę, podczas gdy markowianie nie mieli nikogo. Ale nie przełożyło się to na boiskowe poczynania. Zawodnicy w bordowych koszulkach wyglądali dużo lepiej i zwłaszcza w środku pola mieli sporą przewagę. Długo nie miało to jednak wielkiego wpływu na wynik, bo Incognito co prawda od 16 minuty prowadziło 1:0, ale kolejne gole nie padały. Dopiero w końcówce, gdy szyki w obydwu obozach trochę się przerzedziły i zrobiło się więcej miejsca, Incognito podstemplowało swoje zwycięstwo. Chociaż i tutaj potrzebna była delikatna pomoc przeciwników, bo gola na 2:0 konkurenci strzelili sobie sami, z kolei udział w bramce na 3:0 miał bramkarz Medyków, puszczając piłkę pod brzuchem. Tym samym stało się chyba jasne, że Multi swojego dorobku w tej rundzie nie poprawi. W środę zagra bowiem z Al-Marem i ciężko będzie o niespodziankę. Incognito też lekko mieć nie będzie, chociaż akurat z Dar-Marem ten zespół grać lubi, więc niczego wykluczyć nie możemy.

Przechodzimy do drugiej ligi. Tu – jak zwykle – było dużo ciekawiej i w większości przypadków na boisku do powiedzenia miały coś dwa zespoły, a nie jeden. Prawdziwą strzelaninę obejrzeliśmy w rywalizacji Ursynowa z Lemą. Ci pierwsi musieli wygrać, by utrzymać się na trzecim miejscu, a drudzy chcieli wreszcie zaznać smaku pierwszych punktów. Jasnym było, że cele obydwu drużyn nie mogły się ziścić i pewnie niespodziewanie dla wszystkich, swoją misję zrealizowała Lema. Drużyna z Radzymina, mimo wąskiej kadry, miała naprawdę mocny skład i jesteśmy pewni, że w takim zestawieniu biłaby się o czołówkę drugiej ligi. Swoje zrobił też nowy gracz Bartek Balcer, znany przecież choćby z występów w Huraganie czy Ząbkovii. Początek należał do Lemy, która szybko objęła dwubramkowe prowadzenie i od tego momentu Ursynów cały czas gonił. Dogonił dopiero w 47 minucie, gdy swoją czwartą bramkę w tym meczu zdobył Robert Biskupski, a wynik brzmiał wówczas 4:4. Dla „czarno-czerwonych” remis to było jednak za mało, ale rzucenie wszystkiego na jedną kartę nie opłaciło się. Lema była niesamowicie groźna w kontrach i po kolejnej z nich ustaliła wynik spotkania. Tym jednym meczem Ursynów być może przegrał cały sezon, bo teraz w kwestii brązowego medalu nie wszystko zależy od niego. I kto by pomyślał, że to wszystko w wyniku porażki z ekipą, na którą nikt tutaj nie stawiał.

Wpadka Ursynowa to była woda na młyn dla Drzewcy i Al-Maju. Dzięki niej zielonkowska młodzież mogła być spokojna, że po tej kolejce i tak utrzyma drugie miejsce, z kolei Al-Maj gdyby wygrał, to wskoczyłby na podium. No i wygrał! Pewnie i tutaj niewiele osób taki scenariusz by przewidziało, ale z perspektywy czasu wynik jest rezultatem zasłużonym. Miejscowi grali pozbawieni Mateusza Hopci i to na pewno miało wpływ na to, że z wielkim trudem przychodziło im kreowanie okazji. Al-Maj w tym temacie nie był dużo lepszy, ale jednak konkretniejszy. W 5 minucie markowianie wykorzystali prosty błąd konkurentów, objęli prowadzenie i dowieźli je do samego końca. W drugiej połowie mieli trochę łatwiej, bo ostatnich 7-8 minut grali w przewadze zawodnika, po wykartkowaniu Janka Martynowskiego. Ale niewiele zabrakło, by mimo wszystko skończyło się tutaj remisem. W ostatniej akcji spotkania bramkarz Drzewcy wybiegł z piłką, rozprowadził akcję i za chwilę „patelnią” dysponował Daniel Kowalski. Jego strzał powędrował jednak obok słupka i wszyscy gracze z Zielonki tylko westchnęli. Ta porażka powoduje, że Drzewce nie mogą być pewne pozostania na drugiej lokacie, chociaż trudno powiedzieć, czy ich mecz z AGD Marking w ogóle się odbędzie. Jedno jest pewne – szansę na mistrzostwo stracili już definitywnie. A Al-Maj wciąż jest w grze o promocję. Wygrana z Wolą Rasztowską zapewni mu brąz, a może dać również srebro. Ale trzeba być czujnym, bo porażka może z kolei spowodować, że Grzesiek Wojda i spółka skończą z niczym.

I płynnie przechodzimy do meczu z udziałem Woli Rasztowskiej. Tak jak się spodziewaliśmy, ta drużyna nie dała w 15 kolejce żadnych szans Galacticos i wygrała aż 7:0! Ale nic dziwnego. Nawet zawodnicy Galaktycznych byli pod dużym wrażeniem tego, co robili przeciwnicy - jak dobrze grali, jak umiejętnie się przesuwali i szukali siebie nawzajem. To prawda – Wola zagrała bardzo dobrze, skutecznie, z polotem i nie pozostawiła chaotycznie prezentującym się konkurentom złudzeń. Szkoda, że w obozie przegranych zabrakło Krzyśka Giery, bo na pewno mógłby on tutaj dać jakieś opcje w ataku, a tak znowu ta formacja praktycznie nie istniała. Mimo to należało się pokusić o przynajmniej jedno trafienie, lecz Miłosz Pacha zmarnował nawet rzut karny i to nie dając się pomylić bramkarzowi, bo po prostu nie trafił w bramkę. Nic by to jednak nie zmieniło w ogólnym obrazie spotkania. A te trzy punkty były dla Woli niezwykle istotne, bo przy szczęśliwym zbiegu okoliczności, Konrad Bulik i spółka mają jeszcze szansę na podium. Scenariusz musiałby być następujący – Ursynów przegrywa z Tigerem, AGD Marking nie wygrywa z Drzewcami, a oni pokonują Al-Maj. Możliwe? Jak najbardziej. Co do Galcticos, to oni w ostatniej serii zagrają z Lemą. Ale jeżeli mają zamiar coś w tym spotkaniu ugrać, to poziom ich gry musiałby wzrosnąć kilkukrotnie od tego, co pokazali wczoraj. Czas pokaże, czy będzie ich na to stać.

Szczegółowe opisy pojawią się na dniach w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. Bardzo prosimy, byście we wspomnianych raportach sprawdzili, czy wszystko się zgadza. I przypominamy, że już w środę ostatnia kolejka!


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819 InPlus 1920