Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Kit zamiast hitu. Smutne pożegnanie Sokołów i Na Fantazji.

14
Wrz

Długo przyszło nam wszystkim czekać, by móc na nowo spotkać się przy Dziennikarskiej i powalczyć o ligowe punkty. Ten moment wreszcie jednak nadszedł i oby sezon 2019/20 udało się dokończyć bez komplikacji.

A pierwszymi zawodnikami, którzy dostali okazję zagrania na nowej nawierzchni zielonkowskiego obiektu byli reprezentanci Incognito i Sparty. Dla jednych i drugich to była idealna okazja, by dobrze wejść w rundę, bo teoretycznie łatwiejszego przeciwnika nie mogli sobie wyobrazić. Swoją szansę lepiej wykorzystali gracze z Marek. Wygrali 2:1, chociaż powinno się tutaj skończyć remisem, bo tuż przed końcem spotkania Spartanie dysponowali rzutem karnym, ale Mariusz Kwiatkowski wyczuł intencje Seweryna Rejmera i odebrał nadzieje na punkt graczom Kamila Portachy. Ale przegrani są sami sobie winni nie tylko z powodu niewykorzystania tego stałego fragmentu gry – wcześniej mieli bowiem dwie sytuacje sam na sam i ich także nie potrafili zamienić na gola. Incognito może więc mówić o małym szczęściu, chociaż to był po prostu taki mecz, gdzie z racji dużych kłopotów frekwencyjnych i sporego rozbratu od wspólnej gry, nie liczył się styl, ale wynik. Tym bardziej szkoda musi być Spartanom, że nie zrobili tutaj trochę więcej. Zwłaszcza że w kolejnych meczach wcale nie będzie o to prościej.

„Miał być hit wyszedł kit” - tak jednym zdaniem należy natomiast podsumować szlagier 9.kolejki, jakim miała być rywalizacja Offsidu z Fil-Polem. Niestety – ekipa z Wołomina praktycznie nie dojechała na to spotkanie, bo przez długą część meczu grała o jednego mniej, a przez cały bez nominalnego bramkarza. Ale Kamil Błędowski, wzięty niemalże z trybun i tak był najlepszym zawodnikiem Offsidu, broniąc chociażby rzut karny przy stanie 0:1. Jednak nawet takie rzeczy uszły Fil-Polowi płazem. Jasnym było, że podopieczni Wojtka Kuciaka prędzej czy później i tak zbudują sobie odpowiednią przewagę i nie oddadzą jej do końca. Przewaga w strzałach była zresztą miażdżąca i już do przerwy wynik brzmiał 3:0. Potem zrobiło się 5:0 i przy takim stanie Offside zaliczył honorowe – jak się później okazało – trafienie. Szkoda, że taki mecz miał taki przebieg, a ten rezultat powoduje, że przegrani chyba jasno wyrazili swoją deklarację co do walki o mistrzostwo Futboligi. Nie chcemy ich skreślać, ale jeżeli przyjazd na mecz ma wyglądać jak pospolite ruszenie, to może skończyć się tak, że nawet miejsca na podium może się nie udać im utrzymać...

A teraz na chwilę zatrzymamy się przy występie debiutantów w rozgrywkach, czyli Lemie. Logistyczni teoretycznie dostali na start dość wdzięcznego rywala jakim jest Hash i wydawało się, że spokojnie zaczną ligę od zwycięstwa. Ale Hash trochę się zmienił od ostatniego czasu i ze starego składu, który mogliśmy oglądać równo rok temu, w niedzielę widzieliśmy tylko Mariusza Ochocińskiego i Łukasza Łuniewskiego. Cała reszta (poza powracającym do drużyny Mariuszem Kowalskim II), to byli nowi zawodnicy, którzy pokazali na tyle dużo jakości, że to Lema musiała się pogodzić z porażką. Ozdobą spotkania był na pewno genialny gol z rzutu wolnego Sebastiana Bełczyńskiego, który popisał się fantastycznym trafieniem z lewej nogi, nie do obrony dla bramkarza ekipy z Radzymina. No właśnie – skoro już jesteśmy przy tej funkcji, to Lema musi na następną kolejkę pomyśleć o specjaliście w tym fachu. Stawianie między słupkami Darka Piotrowicza to nie jest dobry pomysł, bo gra całego zespołu poprawiła się właśnie od momentu, gdy Darek wszedł w pole. Inna sprawa, że drużyna w pomarańczowych koszulkach grała zrywami i pewnie minie jeszcze trochę czasu, zanim ustabilizuje formę. Ale i tak można tutaj było pokusić się o remis, bo Lema wyszła ze stanu 1:3 na 3:3 i gdy wydawało się, że to ona zdobędzie kluczowego gola, to sama go straciła. A potem już poszło i na premierowe punkty beniaminek będzie jeszcze musiał poczekać.

Niesamowitego zwrotu akcji doświadczyliśmy za to w pojedynku Dar-Maru z Al-Marem. Ferajna Marcina Rychty od wielu sezonów słynie z tego, że zawsze ma szeroki skład i wielu chętnych do gry. Z ogromnym zdziwieniem przyjęliśmy więc fakt, że na starcie nowej rundy Al-Mar przyjechał w siedmiu graczy, co przy takim rywalu jak Dar-Mar, zapowiadało katastrofę. No i do pewnego momentu wszystko wyglądało tak, jak można się było spodziewać. Norbert Kucharczyk i spółka po 25 minutach prowadzili 2:0 i nic nie wskazywało na to, że tutaj nagle nastąpi zamian ról. A jednak! Mimo gry o jednego mniej Al-Mar na początku drugiej połowy doprowadza do remisu, a gdy chwilę później do Zielonki dojeżdża Paweł Maliszewski, gracze w czarnych koszulkach dokładają jeszcze dwa trafienia (jedno z nich do zobaczenia poniżej) i wychodzą na dwubramkowe prowadzenie! I nie wypuszczają tej szansy, choć po golu Michała Krajewskiego w końcówce zrobiło się nerwowo. Z perspektywy triumfatorów to na pewno bardzo ważna wiktoria, która może napędzić Al-Mar do kolejnych sukcesów. Co do Dar-Maru to bardziej niż okoliczności porażki, zaskoczył nas fakt, jak ta drużyna przyjmowała kolejne ciosy. Odnosiło się wrażenie, jakby nie było komu złapać tego zespołu za fraki i przywołać do porządku. Zamiast zdenerwowania, obserwowaliśmy pogodzenie z losem, jakby to wszystko co działo się w pierwszej połowie, przyszło im za łatwo. A gdy Dar-Mar zorientował się, że mecz wymyka się spod kontroli, na powrót do gry było już za późno.

Innym zespołem, który zaliczył bolesny falstart w nową rundę jest Ursynów. „Czerwono-czarni” przez dziesięć miesięcy wylegiwali się w fotelu lidera drugiej ligi, lecz w niedzielę zostali z niego brutalnie usunięci. A sprawcami tego wszystkiego okazali się zawodnicy Woli Rasztowskiej. Bardzo dobrze dysponowani, widać że nie był to ich pierwszy mecz od kilku miesięcy, bo świetnie wyglądali pod każdym względem. W dodatku nie mieli słabych punktów, bo każdy rezerwowy który wchodził, nie osłabiał zespołu. A kluczowy w kwestii zwycięstwa okazał się premierowy kwadrans. Wola punktowała w tym okresie przeciwników jak chciała, wyrobiła sobie trzy gole zapasu, a potem swobodnie kontrolowała to, co dzieje się na placu gry. Ursynów nie potrafił się przełamać i nie wyglądał jak zespół, który na wszystkich pozostałych uczestników zaplecza elity, przez tyle czasu patrzył z góry. Ale gra się tak, jak rywal pozwala, a ekipa Konrada Bulika była po prostu nie do ugryzienia. I jeśli tak będzie wyglądała również w kolejnych spotkaniach, to będzie bardzo trudnym przeciwnikiem dla każdego. Pięć punktów straty do lidera to nie jest bowiem coś, czego przy takiej grze nie dałoby się odrobić.

Tym bardziej, że inne drużyny z czołówki potraciły punkty. Wśród nich były Al-Maj Car i AGD Marking, które wczoraj od godziny 17:00 stoczyły bardzo interesujący bój o całą pulę. Gdy w obozie Markingu nie zobaczyliśmy Janka Szulkowskiego czy Kacpra Dalby, pomyśleliśmy sobie, że AGD czeka tutaj ciężka przeprawa. Te myśli zintensyfikowały się, gdy po drugiej stronie boiska chętnych do gry było aż 16 zawodników! Grzesiek Wojda bardzo poważnie podszedł do tematu, ściągnął wielu ciekawych graczy i liczył, że to wszystko przyniesie efekty już teraz. Ale rywale długo grali lepiej. Byliśmy zresztą pod wrażeniem, jak obóz Gabriela Orycha sobie radzi pod nieobecność swoich gwiazd. W środku polu świetnie pracował Mikołaj Brzeski, bardzo podobał nam się Oskar Zych, którego nawet nie posądzaliśmy o takie możliwości. Do tego niesamowity Kamil Zaręba, który był autorem pierwszych dwóch trafień w tym meczu. Tyle że w drugiej połowie prowadzącym zaczęło brakować paliwa. I Al-Maj to wykorzystał – najpierw dwa gole (z czego jeden specjalnej urody) zdobył Sebastian Wrzesiński, a potem bramkę dołożył czołowy strzelec drugiej ligi Rafał Saks. I tak z meczu, który wydawał się, że nie można go przegrać, Marking był o włos od porażki. Ale tuż przed końcem Kamil Zaręba wykorzystał rzut karny za niepotrzebny faul Adriana Szubierajskiego i skończyło się remisem. Raczej zasłużonym, choć wiadomo że obydwu stronach na pewno pojawił się niedosyt. Należy jednak pochwalić jednych i drugich za dobre widowisko, bo to było spotkanie, w którym naprawdę niczego nie brakowało.

Kilka akapitów wstecz pisaliśmy o porażce pierwszego ligowego debiutanta – Lemy. Jeszcze trudniejsze zadanie miał w niedziele drugi – Multi-Medica przywitała się z Futboligą konfrontacją z In-Plusem. Całą potyczkę poprzedziła minuta ciszy ku pamięci Krystiana Rytla, o której wspomnimy jeszcze w oddzielnym artykule. Faworyta w tej parze łatwo było znaleźć i chociaż wynik już znamy i wiemy, że tenże faworyt nie zawiódł, to wcale to nie był dla ekipy Patryka Gall spacerek. Multi-Medica pokazała się bowiem z bardzo dobrej strony, nie czekała jedynie na najniższy wymiar kary, a odważnie szła po swoje. I prowadziła nawet 2:1, co potęgowało myśli o sensacji, ale w drugiej połowie In-Plus włączył wyższy bieg, chociaż na nasze oko, to wygrał ten mecz odrobinę za wysoko. Medyczni dwa gole stracili zresztą w końcówce, gdzie nie było już czego bronić. Jeżeli jednak przegranym uda się sprawić, że na każdy ich mecz będą przyjeżdżali Piotr Olbryś, Damian Juszyński czy Paweł Kozłowski (a więc nowe twarze w tej doświadczonej ekipie), to wróżymy niejedną niespodziankę „biało-zielonym”. W obozie In-Plusu wyróżnić należy z kolei Adama Hsakou, który godnie zastąpił nieobecnego Patryka Szeligę, oraz Karola Szeligę, który jak zwykle był klasą samą w sobie. Niepokoić może jedynie kontuzja Marcina Kura, ale to tylko pokazuje siłę Księgowych, którzy nawet bez kilku ważnych graczy potrafią robić to, co do nich należy.

A zupełnie nieudane okazało się (czasowe) pożegnanie z rozgrywkami Sokołów. Drużyna Rafała Kusiaka, w spotkaniu po którym na pewien okres zawiesza swój udział w rozgrywkach, doznała bolesnej lekcji od swoich młodszych kolegów z Zielonki, czyli FC Drzewcy. Długo nic nie zapowiadało, że skończy się tutaj aż takim pogromem, bo chociaż miejscowa młodzież miała lepsze wszystkie cyferki, to długa nie mogła doprowadzić do ostatecznego złamania graczy w żółtych trykotach. I nie pomogło w tym nawet szybkie objęcie prowadzenia, bo wystarczył jeden kontratak przeciwników i w 16 minucie mieliśmy remis. No ale to okazało się wszystko, na co w ofensywie stać było Sokoły. Kolejne fragmenty to pełna dominacja ferajny Adriana Zająca i co najważniejsze – dokumentowana kolejnymi trafieniami. W końcówce zapachniało tutaj nawet dwucyfrówką, ale finalnie skończyło się na 1:9. Nie tak na pewno wyobrażali sobie swój ostatni mecz miejscowi weterani, no ale trudno. Pozostaje wierzyć, że gdy wrócą na Dziennikarską, to za ten blamaż wezmą rewanż. Nie będzie to jednak proste, bo Drzewce rosną z każdym sezonem i to oni są obecnie liderem drugiej ligi. Czas pokaże, czy są już na tyle mocni psychicznie, by brzemię tej lokaty udźwignąć aż do ostatniej kolejki.

Zmagania dziewiątej serii spuentowała natomiast potyczka innej odchodzącej drużyny – Na Fantazji, która w swoim ostatnim tańcu chciała napsuć trochę krwi Tigerowi. Takie były plany, jednak rzeczywistość mocno je zweryfikowała. Tygrysy, mimo nieobecności Mariusza Magierka i Pawła Gołaszewskiego, rozegrały dobre zawody i nawet przez moment nie pozostawiły wątpliwości, kto jest lepszy. Wystarczyło premierowe 10 minut, a wynik brzmiał już 3:0 i w tym momencie zaczęliśmy się zastanawiać, czy Fantazyjni aby nie pożałują tego, że zdecydowali się w tym meczu zagrać. Na szczęście potem było już trochę lepiej, ale nie na tyle, by sprawić rywalom krzywdę. W Tigerze bardzo dobrze sprawowała się ofensywa – Kamil Czyżak mądrze rozdzielał piłki, swoją robotę jak zwykle zrobił Adam Drewnowski, a przypomniał o sobie Tomek Boroszko, który do zespołu z Wołomina powrócił po kilkuletniej przerwie. Można się oczywiście zżymać na trzy stracone gole, lecz w żadnym momencie spotkania przewaga reprezentantów Wołomina i tak nie zeszła poniżej dwóch bramek, a wiadomo że ciężko jest utrzymać koncentrację przez pełne 50 minut. Poza tym Fantazja grać w piłkę potrafi i skoro Tygrysy stosunkowo łatwo tutaj wygrały, to znaczy że plan na tę rundę mają jasno określony. Precyzować go chyba nie musimy.

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. Bardzo prosimy, byście we wspomnianych raportach sprawdzili, czy wszystko się zgadza, bo podczas niedzielnej kolejki było wielu nowych graczy i mogły się wkraść niedociągnięcia. Na dniach uzupełnimy też kilkanaście zdjęć indywidualnych, jakie zrobiliśmy wczoraj. Zapraszamy Was też co codziennego odwiedzania serwisu, bo każdego dnia znajdziecie tutaj coś dla siebie. 

PS: czytasz nasze relacje? Polub je na Facebooku TUTAJ dla większego zasięgu. Z góry dzięki!


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819