Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Dar-Mar powstrzymuje In-Plus! Sokoły znowu zaczynają fruwać.

21
Paź

Sześć tygodni rozgrywek – dokładnie tyle było potrzeba, aby w Futbolidze wyczerpała się lista drużyn bez jakichkolwiek strat. Ostatnią z nich był In-Plus, ale w niedzielę nie dał on rady złamać defensywy Dar-Maru.

Problem ze sforsowaniem defensywy linii obronnej mieli też w niedzielny poranek zawodnicy ŻoliBoli. Przypuszczamy, że gdy zobaczyli, że ich rywalem będą Sokoły, to liczyli na przełamanie, ale nam w tym planie od początku coś się nie podobało. No i mieliśmy rację – ekipa Mateusza Serkowskiego, mimo ze próbowała różnych sposobów, nie była w stanie złamać zespołu zielonkowskich weteranów. Ataki SSC były jak walenie głową w mur, z kolei Sokoły gdy tylko wychodziły z własnej połowy, to od razu siały zagrożenie. Obydwie bramki padły zresztą po podobnych akcjach, gdzie miejscowi uśpili przeciwnika i zadali mu cios. A gdy Sokoły obejmują prowadzenie, to potem chowają się na własną połowę, czterech z nich praktycznie nie opuszcza okolic własnego pola karnego i jeśli nie potrafisz zagrać kombinacyjnie, to po prostu ich nie oszukasz. A tego ŻoliBoli brakowało. W końcówce zespół ze stolicy miał co prawda dwie niezłe sytuacje, ale obydwu nie wykorzystał i na pierwsze zwycięstwo wciąż musi czekać. Z kolei dla Sokołów było to już drugie z rzędu i kryzys w tej ekipie został chyba zażegnany na dobre.

Z kolei mały powrót do przeszłości zafundował nam FC Hash. Ta drużyna znana jest z tego, że miewa duże problemy ze składem i wczoraj mielimy tego kolejną odsłonę. Piotrek Dudziński zebrał tylko siedmiu chętnych do gry, z czego nie było wśród nich bramkarza. Ursynów miał dużo szerszą kadrę, ale postanowił, że również zagra o jednego mniej. Nie miało to żadnego wpływu na wynik, bo „czerwono-czarni” do przerwy prowadzili 2:0, potem podwoili stan posiadania i jedyne co mogą sobie zarzucić, to kiepsko rozegrana końcówka. Kilka błędów i ze stanu 4:0 zrobiło się 4:2, jakkolwiek bez ryzyka utraty punktów. Wydaje się, że gdyby Ursynów potrzebował wygrać wyżej, to tak by zrobił, no ale takiej potrzeby nie było. Czepiać się nie ma się tym bardziej czego, bo trzy punkty zdobyte na Hashu pozwoliły tej ekipie wskoczyć na pozycję lidera. Hash jest z kolei siódmy, ale jak dalej będzie się zbierał w tak skromnej liczbie jak ostatnio, to niewykluczone, że i tę pozycję ciężko mu będzie na finiszu rundy obronić.

Po szóstej serii ani trochę nie drgnął z kolei dorobek punktowy Sparty. ALE! Ekipa Jacka Słońskiego po niedzielnej potyczce z Al-Marem nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia. Przegrana 1:4 wstydu jej nie przynosi, a przede wszystkim nie przynosi jej sama gra. Ba – śmiemy twierdzić, że gdyby wczoraj Spartanie dysponowali jakimś szybkim napastnikiem, to Al-Marowi nie tylko zrobiłoby się ciepło, ale wręcz gorąco. Bo przy stanie 1:0, gracze w pomarańczowych koszulkach mieli kilka okazji by wynik podwyższyć, lecz zabrakło im trochę szybkości i szczęścia. A gdy rywal wyrównał, to niestety znowu się pogubili i skończyło się jak zwykle. Ale właśnie taką Spartę chcemy oglądać w każdym spotkaniu – która podgryza przeciwnika, która się nie poddaje, nawet jeśli jest z góry skazana na porażkę. Al-Mar poczuł to na własnej skórze i gdyby nie ułożona noga Adriana Raczkowskiego, to humory – które i tak wcale nie były najlepsze – mogły być po ostatnim gwizdku naprawdę kiepskie.

Sinusoida - tak natomiast jednym słowem można określić to, co działo się w potyczce Tiger – Drzewce. Tygrysy zaczynają od bramki a później długo utrzymują korzystny dla siebie wynik. Ale w samej końcówce gubią się i na przerwę schodzą przy wyniku 1:2, a mogło być nawet 1:3. W drugiej połowie niby znowu mecz wygląda na wyrównany, lecz gdy zespół z Wołomina gubi koncentrację, to od razu zostaje poczęstowany dwoma trafieniami naraz. Rezultat 1:4 teoretycznie pozbawiał złudzeń byłych pierwszoligowców, ale sygnał do odwetu dał fantastycznym trafieniem Mariusz Magierek. Ten zawodnik strzela rzadko, lecz gdy już to robi, to zwykle tak, że mówi o tym każdy kto to trafienie widział. Przegrywający odzyskują wigor i walczą do końca, aż wreszcie Łukasz Jerulank zalicza trafienie kontaktowe. I gdyby tak było jeszcze z 10 minut do końca, to kto wie jakby to się skończyło. Na szczęście dla Drzewcy za chwilę wybrzmiał koniec spotkania i trzy punkty zostały w Zielonce. I Tiger może mieć do siebie pretensje, bo końcówka pokazała, że przy większym naporze (tyle że rozpoczętym wcześniej), można tutaj było coś ugrać. Ale mądry Polak po szkodzie...

Stabilizacja formy – takiego hasła nie znają chyba zawodnicy Na Fantazji. Po bardzo dobrym meczu, jaki chłopaki zagrali przeciwko ŻoliBoli, tym razem ulegli oni mareckiemu Al-Majowi. I trzeba sobie powiedzieć jasno, że nie zachwycili w tym spotkaniu, chociaż przekłamaniem byłoby napisać, że to zasługa świetnie grających rywali. Też nie. Był to mecz bez fajerwerków, gdzie nie brakowało fauli czy różnego spojrzenia jednych i drugich na tę samą sytuację. W naszej ocenie Fantazyjnym zabrakło spokoju w grze, który być może był spowodowany brakiem wielu kluczowych zawodników. W dodatku zupełnie bezmyślną czerwoną kartkę dostał w 42 minucie Kuba Godlewski, co zaszkodziło misji odrabiania strat. Mimo to w końcówce ekipa z Kobyłki rzuciła wszystko na jedną kartę i golkiper Al-Maju musiał być w pogotowiu, lecz ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Dla markowian był to więc skuteczny powrót do gry po degrengoladzie z Drzewcami i jesteśmy pewni, że ta drużyna w końcówce sezonu będzie jeszcze bardzo groźna.

Szok, niedowierzanie, skandal, kompromitacja, nie wracajcie do domów – pewien w ten sposób dziennik Fakt zilustrowałby porażkę faworyzowanego Offsidu z Nauką Jazdy u Sławka. I pewnie temat by chwycił, czytelników by nie brakowało, ale widzicie pewnie po tonie naszego opisu, że my tego wyniku w kategoriach sensacji nie rozpatrujemy. Z prostej przyczyny – Offside zagrał ten mecz w sześciu. Rywalizując w dwóch mniej nie miał żadnych szans na dobry wynik i to, że przegrał tylko 0:3 to tylko zasługa fenomenalnie broniącego Mateusza Bajkowskiego, który w tym spotkaniu napracował się za całą rundę. Ogólnie rozgrywanie takich meczów ma mały sens, ale rozumiemy jednych i drugich. Faworyci nie chcieli stracić punktu z powodu walkowera, a drudzy skoro przyjechali, to chcieli grać, tym bardziej iż w poprzednim sezonie to oni przyjechali na mecz z Offsidem o dwóch mniej i nikt się nad nimi nie użalał. Mimo to wolelibyśmy takich konfrontacji w Futbolidze jak najmniej, bo wartości piłkarskiej nie miał on żadnej.

Zupełnie inaczej rzecz miała się w kolejnym pojedynku – złotych i brązowych medalistów poprzedniego sezonu, czyli kolejno In-Plusu i Dar-Maru. Ci drudzy ledwo się na to spotkanie zebrali i istniało zagrożenie, że w ogóle nie dotrą do Zielonki. Dziś, w obliczu tego, że zabrali punkty Księgowym jako pierwsza ekipa w sezonie, brzmi to kuriozalnie, no ale tak właśnie było. A co stanowiło klucz do tego sukcesu? Jak zwykle w przypadku Dar-Maru – obrona. I to nie jednej formacji, ale całej drużyny, bo wszyscy dali z siebie tutaj maxa. Wiadomo – nie brakowało błędów, ale In-Plus nie potrafił ich wykorzystywać. W drugiej połowie napór markowian był już bezwzględny i rywale rzadko kiedy wychodzili z własnej połowy, no ale dla nich zdobycie tego jednego oczka było czymś niezwykle ważnym. Po tym, jak na własne życzenie przegrali z Fil-Polem, bardzo im zależało, by udowodnić także sobie, iż nadal stać ich na duże rzeczy. I zrobili to. Styl nie był piękny, lecz w tym przypadku najważniejsze, że skuteczny. A gratulacje dla Dar-Maru powinny płynąć niemal od całej ligowej czołówki, bo dzięki temu końcówka rundy będzie jeszcze ciekawsza niż mogliśmy to sobie wyobrażać.

Zgodnie z zapowiedziami, marsz w górę ligowej stawki rozpoczęło za to Retro. W meczu kolejki podopieczni Szymona Strychalskiego pokonali 5:2 Incognito i od razu dodajmy, że to było zasłużone zwycięstwo. Squad szybko tutaj wyszedł na prowadzenie, aczkolwiek w końcówce pierwszej części stracił kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a rywal to wykorzystał. Zrobiło się 2:2, lecz tuż przed przerwą na 3:2 gola dobył Damian Nowaczuk, a druga połowa to już wyraźna przewaga ekipy z Radzymina, udokumentowana kolejnymi trafieniami. Szkoda, że w obozie Mariusza Kwiatkowskiego zabrakło podstawowego bramkarza. Jesteśmy dalecy od obwiniania o cokolwiek Kamila Błońskiego, lecz ten gracz dużo bardziej przydałby się w obronie, gdzie mógłby pomóc wyłączyć z gry równego sobie gabarytami Damiana Nowaczuka. No ale łatwo się teraz mówi. Być może zmniejszyłoby to jedynie rozmiary porażki, bo jednak piłkarsko Retro było po prostu o półkę wyżej. I kto na nich postawił, ten mógł co nieco zarobić ;)

O godzinie 19:00 obejrzeliśmy z kolei bardzo dobry mecz między dwoma drugoligowcami – AGD Marking i Wolą Rasztowską. Nie chcemy przesadzać i lukrować komukolwiek, ale gdyby ktoś postronny i nieobeznany w temacie, zobaczył to spotkanie, to mógłby się pomylić i spokojnie zaklasyfikować ten mecz jako pierwszoligowy. Fajne tempo, sporo się działo, padło kilka bramek – czego chcieć więcej. I chociaż finalnie skończyło się tak jak przewidywaliśmy, czyli zwycięstwem AGD, to duże brawa należą się także Woli. Jeśli to spotkanie miało nam odpowiedzieć na pytanie, czy bracia Kryszkiewicz i spółka przypadkowo czy zasłużenie kręcili się do tej pory w okolicach ścisłej czołówki, to odpowiadamy – ZASŁUŻENIE. Rywal – wiadomo, ma w swoim składzie graczy o potencjale przewyższającym ten poziom i trudno było za nimi nadążyć, lecz Wola robiła co mogła i przy odrobinie szczęścia, wcale nie musiała tutaj przegrać. Z przebiegu całego spotkania wygrał jednak zespół lepszy, który po porażce z Sokołami wreszcie może na spokojnie wychylić głowę z piasku ;)

No i jesteśmy już przy ostatnim spotkaniu z wczoraj – Fil-Pol kontra Marcova. Wynik już znacie, opinie sobie pewnie wyrobiliście, ale i tutaj rezultat nie mówi o meczu wszystkiego. Jeszcze na dwie minuty przed końcem było tylko 2:1 dla dawnej Andromedy, więc ten kto myślał iż to był spacerek dla faworytów, mocno się pomylił. Marcova kolejnemu rywalowi z wyższej półki narobiła trochę strachu, aczkolwiek tej ekipie zawsze czegoś z tymi silniejszymi brakuje. Może trochę głębi składu? Końcówki meczów nie są najlepsze w ich wykonaniu i teraz też się o tym przekonaliśmy. Ale to nie zmienia ogólnego obrazu Fioletowych i jesteśmy pewni, że wielkimi krokami zbliża się starcie, gdzie Marcova będzie stawiana jako underdog, a wygra z kimś celującym w tytuł. Na Fil-Pol trochę zabrakło, ale nie zapominajmy jakich zawodników ma w składzie Wojtek Kuciak. Tutaj z każdej strony groziło zagrożenie, a to że trzy gole zdobył Arek Stępień, to w ogromnym stopniu zasługa reszty zespołu. Fil-Pol jest zresztą w dobrej formie, a chyba nie musimy mówić co to znaczy w kontekście meczów z Al-Marem, Offsidem czy In-Plusem. Już zacieramy ręce!

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Zawodnicy, wreszcie odnosimy zwycięstwo! Udało nam się przewidzieć sukces Sokołów czy remis In-Plusu, więc o przypadku nie może być mowy. Teraz pójdzie już z górki ;)

Oczywiście zapraszamy Was by na przestrzeni całego tygodnia regularnie odwiedzać serwis. Jak zwykle będzie się dużo działo - pod koniec tygodnia pojawi się nowy magazyn, a będzie też kolejny odcinek z czujnikami StatSports (w roli głównej jeden z zawodników reprezentacji Futboligi!). Terminarz na kolejkę nr 7 pojawi się natomiast we wtorek po południu.

PS: czytasz nasze relacje? Polub je na Facebooku TUTAJ dla większego zasięgu. Z góry dzięki!


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819 InPlus 1920