Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Mamy to, czego chcieliśmy – będzie mecz o wszystko!

10
Cze

Nie było niespodzianki, bo i być (chyba) nie mogło – In-Plus pokonał wysoko FC Hash, dzięki czemu o losach złota czwartej edycji zadecyduje ostatnia kolejka. A w niej pojedynek dwóch najlepszych ekip kończącego się sezonu

Oprócz tego, że w ostatniej serii rozstrzygną się losy mistrzostwa, dowiemy się też, dla kogo zabraknie miejsca na podium pierwszej ligi. Wszystko mogło być wczoraj niemalże „pozamiatane”, gdyby Dar-Mar pokonał FC Tiger United. Ale nie potrafił tego zrobić. Niestety faworyci zrobili zdecydowanie za mało, by zgarnąć tutaj trzy punkty, z kolei kilka razy podawali pomocną dłoń konkurentom, jak choćby wtedy gdy strzałem samobójczym sprezentowali mu prowadzenie. To był zresztą szalony mecz dla autora tej bramki – Kuby Murawskiego. Najpierw o mało co nie wyleciał z boiska za faul taktyczny, potem zaliczył samobója a następnie wyrównał losy pojedynku. Dar-Mar w drugiej połowie szukał jeszcze zwycięskiej bramki, ale miał problem z kreowaniem sobie dogodnych okazji, a jak już coś stworzył, to na posterunku był dobrze broniący Michał Kaźmierski. Ten remis oznacza tyle, że zespół z Kobyłki, by być pewnym „brązu”, za tydzień musi pokonać Marcovę. Dla Tygrysów ten jeden punkt oznaczał zbliżenie się w tabeli do Incognito, które...

przegrało 3:4 z Al-Marem. To spotkanie miało dość nietypowy przebieg, bo zespół Marcina Rychty prowadził już 4:0 i wydawało się, że nic mu tutaj nie grozi. Ale rywale nawet gdy wysoko przegrywali, to mieli swoje okazje, lecz gdy wchodzili w pole karne rywala, to po prostu głupieli. Odblokowali się dopiero po upływie 30 minut gry i gdy zdobyli pierwszą bramkę, uwierzyli że nie wszystko jeszcze tutaj stracone. W finałowych fragmentach dołożyli kolejne dwa trafienia i zawodnicy Al-Maru mogli się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno dowiozą pełną pulę do samego końca. Ostatecznie udało im się to, chociaż niepotrzebne emocje zafundowali sobie na własne życzenie. Kluczowe było jednak zwycięstwo, które powoduje iż nadzieja na najniższy stopień podium jeszcze nie umarła. Z kolei markowianie nadal są w sytuacji, gdzie za rok mogą się znaleźć w drugiej lidze. Jeśli Tiger Utd wygra z Fil-Polem, a oni przegrają z Hashem, to wtedy ziści się czarny scenariusz. Ale jeżeli Incognito zagra z ligowym outsiderem na swoim poziomie, to kwestię pozostania w lidze raczej w obcych rękach nie zostawi.

A teraz przechodzimy do chyba najbardziej kuriozalnego spotkania tego tygodnia, a może nawet sezonu. Uwaga – grająca w sześciu Nauka Jazdy u Sławka o mało co nie zremisowała, z będącym w pełnym zestawieniu (z czterema rezerwowymi) Offsidem! To nie jest żart. Spodziewaliśmy się piłkarskiej rzezi, tymczasem podopieczni Bartka Jankowskiego podjęli rękawicę, świetnie (i oczywiście szczęśliwie) się bronili i wyszli nawet ze stanu 1:3 na 3:3! Ten zespół doskonale kontrował, natomiast Offside chyba sam nie wierzył, że może mu się tutaj stać krzywda, bo nie przypominał drużyny lidera rozgrywek. Ba – to nie była nawet gra na poziomie pierwszoligowego średniaka. Ale wiele razy już o tym pisaliśmy – gdy rywale dobrze się bronią, to ekipa Pawła Buli ma duże problemy. Tutaj faworyci uratowali się dopiero w 48 minucie, aczkolwiek wątpimy, byśmy w ich kadrze znaleźli kogokolwiek, kto po takim spotkaniu mógłby się czuć zadowolony. W przeciwieństwie do Sławków – tam każdy mógł sobie powiedzieć, że odwalił kawał dobrej nikomu niepotrzebnej roboty. I szkoda, że oprócz tej satysfakcji, wrócili do domów z niczym. Brawa jednak za walkę, ale i nagana za kolejną organizacyjną fuszerkę.

„Wspaniały to był dzień, nie zapomnę go nigdy” - tak z kolei, parafrazując słynny internetowy filmik, mogą sobie po wczorajszym powiedzieć gracze Sparty. Bo nie dość, że całkowicie zasłużenie (choć skromnie) pokonali Ursynów, to wyniki innych meczów ułożyły się tak, że teraz to oni są na drugim miejscu w tabeli! Ale też wydaje się to być naturalną konsekwencją tego, co dzieje się wiosną i tego, co Spartanie prezentują. Ursynów, chociaż ostatnio miał naprawdę niezłą passę, to tutaj praktycznie nie zagroził bramce Kamila Portachy i tylko dzięki postawie własnego bramkarza, odsuwał w czasie własną porażkę. Ale w końcu i Tomek Włodarz nie dał rady, a pokonał go Rafał Kudrzycki. Przegranym brakowało siły w ofensywie i sam Szymon Tokaj niewiele był w stanie zrobić. Nawet gdy udało mu się minąć jednego zawodnika, to zaraz „wyrastał” kolejny. Sparta, mimo niskiego wyniku, tak naprawdę mogła tutaj stracić punkty chyba tylko przez własny błąd. Jednak wysoki poziom koncentracji sprawił, iż taki się drużynie Jacka Słońskiego nie przytrafił. I to – w połączeniu z pozytywnymi wieściami z innych spotkań – powoduje, iż ta drużyna jest o trzy punkty od pierwszej ligi. Tak blisko, ale jednocześnie nadal bardzo daleko.

Gładkie zwycięstwo zapisał za to na swoje konto Fil-Pol. To było pewne, lecz nie piszemy tego lekceważąc Marcovę, ale tak musiało się to skończyć, bo Fioletowi przyjechali na ten mecz o jednego mniej i bez nominalnego bramkarza. Sił starczyło im na pierwszych kilkanaście minut – odpowiedzieli bowiem nawet na szybkie trafienie Arka Stępnia. Potem było już jednak tylko gorzej i strach pomyśleć, jaki byłby tutaj wynik, gdyby po stronie dawnej Andromedy był Karol Sochocki. Ale i tak skończyło się na dość wysokim 6:1. I chyba tylko te siedem bramek z tego spotkania zapamiętamy. Mimo ambicji Marcovy, była to rywalizacja jednostronna i widać, że przegrani czekają już tylko na Puchar Ligi. Bo myślami są już na wakacjach.

Zgodnie z planem potoczyła się natomiast potyczka Hashu z In-Plusem. Ci drudzy musieli wygrać, by zachować szansę na tytuł i pewnie nie byłoby chętnego, który by postawił na ich niedzielnych konkurentów. Ale wiadomo – to tylko piłka, czasem jeden gol czy jedna sytuacja potrafi odmienić losy spotkania. Tutaj nic takiego nie nastąpiło – Księgowi szybciutko zbudowali sobie dużą przewagę i już do przerwy prowadzili różnicą pięciu goli. W drugiej odsłonie za bardzo się nie przemęczali, ale i tak wygrali ją w stosunku 3:1, a królem polowania był Patryk Szeliga. Popularny „Szeldon” zapisał na swoje konto aż pięć asyst i dwa gole, dzięki czemu mocno zwiększył swoje szanse na statuetki indywidualne. Co natomiast możemy powiedzieć o Hashu? Najważniejsze, że się zebrali ;)

Poważny cel (tyle że mając przy tym dużo więcej argumentów niż Haszyści) przyświecał także Al-Majowi. Ferajna Grześka Wojdy w niedzielę chciała upiec dwie pieczeni na jednym ogniu – zostać pierwszą drużyną, która pokona Retro i jednocześnie, zachować szansę na podium czwartej edycji. Problem zrobił się wtedy, gdy okazało się, iż markowianie nie będą mogli skorzystać z Przemka Styczyńskiego i Czarka Wojdy, a więc swoich dwóch super-snajperów. Squad też był osłabiony, bo brakowało Konrada Kanona i te wszystkie braki miały wpływ na przebieg spotkania. Klarownych akcji było bowiem tutaj niewiele. Dominowały strzały z dystansu, stałe fragmenty gry i błędy indywidualne. Po tym ostatnim Al-Maj objął prowadzenie, ale na początku drugiej połowy faworyci wyrównali i mogło się wydawać, że kolejne gole dla nich są kwestią czasu. Nic z tego. Mimo, że rywale wyglądali na mocno podmęczonych w kluczowych fragmentach, to zespół Szymona Strychalskiego nie był w stanie tego wykorzystać. Zabrakło trochę szczęścia, choć z drugiej strony – widzieliśmy Retro wiele razy w dużo lepszej dyspozycji. I choćby z tego powodu chłopaki muszą ten remis zaakceptować.

A o godzinie 19:00 rozpoczęło się – jak się później okazało historyczne – spotkanie z udziałem Neptuna. Beniaminek rozgrywek celował tutaj w premierowe zwycięstwo w swoim debiutanckim sezonie i po niezłej grze – dopiął swego! W pokonanym polu pozostawił Wolę Rasztowską, która liczyła pewnie, że uda jej się poprawić morale po klęsce z Ursynowem, a kto wie, czy wynik z wczoraj nie boli ich bardziej, niż ten z szesnastej kolejki. No ale niestety – Wola znów raziła brakiem pomysłu na grę. Wyglądało to bardzo słabo, a mimo to była szansa na remis, bo po niepotrzebnym faulu jednego z reprezentantów Neptuna, Norbert Marcinkiewicz wykorzystał rzut karny w 45 minucie i jeden punkt był na wyciągnięcie ręki. Ale i utrzymanie rezultatu 1:1 okazało się ponad siły ferajny Tomka Kryszkiewicza. Rywale znów bowiem wyszli na prowadzenie i gdy wybrzmiał ostatni gwizdek sędziego, mogli zacisnąć pięść w geście dobrze wykonanej roboty. Ich oponentom przyszło z kolei spuścić głowę, bo takiego zakończenia niedzieli, raczej pod uwagę nie brali...

A co mają powiedzieć po wczorajszym Amatorzy? Historia ich pojedynku z Sokołami jest niebywała. Otóż zielonkowscy weterani cały mecz grali o jednego mniej. Bite 50 minut, gdzie na szczęście nie było już tak parno, ale i tak pogrom zespołu Rafała Kusiaka wydawał się być kwestią czasu. Szczególnie, że Amatorzy mieli w składzie choćby Kamila Zarębę. Ale nawet on im nie pomógł. Sokoły wykazały się bowiem perfekcyjną defensywą, a z przodu genialną robotę zrobił duet Wojtek Kulesza – Maciek Makarow. Ci panowie nie mieli praktycznie żadnego wsparcia ze strony kolegów. Gdy dostawali piłkę, musieli sobie radzić sami. I robili to wyśmienicie. Obydwaj zaliczyli po dwie bramki i dwie asysty, niemiłosiernie punktując defensywę Amatorów. A ci sami chyba nie mogli zrozumieć, o co w tym meczu chodzi. Przecież miało być lekko, łatwo i przyjemnie, a zamiast tego skończyło się kompromitacją. Tak to trzeba nazwać, choć i tak najlepiej ten mecz podsumuje inne piłkarskie porzekadło – lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Brawo Sokoły!

Meczowy dzień numer 17 zwieńczyła konfrontacja Drzewcy z Na Fantazji. Dla miejscowych to był mecz, który musieli wygrać bez względu na styl – liczyły się trzy punkty i przedłużenie szans na podium, a może nawet awans. Zwykle w takich spotkaniach nie gra się efektownie, ale Drzewce pokazały, że można połączyć przyjemne z pożytecznym. Bo to był naprawdę bardzo dobry mecz w ich wykonaniu, gdzie może poza dwiema sytuacjami, które stworzyli sobie rywale, to starcie było pod ich całkowitą kontrolą. Tak naprawdę, to tutaj już po pierwszej odsłonie mogło być po meczu, chociaż wynik 2:0 i tak dawał niewielkie szanse przybyszom z Kobyłki. Co prawda podjęli oni wyzwanie, w finałowych 25 minutach zagrali lepiej, lecz nie byli w stanie nawet zmniejszyć rozmiarów porażki. W obozie zwycięzców mógł się podobać Marcin Zaradny, ale o całej drużynie Adriana Zająca można pisać wyłącznie w superlatywach. W obozie Fantazyjnych trudno natomiast wyróżnić kogokolwiek. Po prostu zabrakło im jakości i końcowy wynik był tego konsekwencją.

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Piotr Dudziński znów triumf uczestnika. W ogólnym bilansie 6:11. Przypominamy, iż nagrody za te zwycięstwa (bonusy po 10 zł) będziemy rozdawali po ostatniej kolejce.

Oczywiście zapraszamy na przestrzeni całego tygodnia do regularnego odwiedzania serwisu. Jak zwykle będzie się dużo działo - nie zabraknie chociażby kolejnego podsumowania czujników StatSports czy też piłkarskiego quizu z reprezentantami Woli Rasztowskiej! Terminarz na kolejkę nr 18 pojawi się natomiast we wtorek po południu, aczkolwiek zapoznajcie się wcześniej z tym, co napisaliśmy TUTAJ.


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819