Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ
SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

In-Plus wytrzymał presję! Drzewce zwyciężają w derbach.

03
Cze

Daliśmy się wczoraj omamić. Pierwsze dwa mecze szesnastej kolejki trzymały bowiem w napięciu do ostatnich sekund i chcieliśmy, by dalej było podobnie. Niestety – nie dość że nie było, to jeszcze dwie drużyny zakpiły sobie z rywali i postanowiły do Zielonki nie przyjeżdżać...

Zacznijmy od rzeczy przykrych – tak jak już doskonale się orientujecie, wczoraj dwa spotkania nie doszły do skutku. Nauka Jazdy u Sławka i Amatorzy odpuścili niedzielne granie. I ok – każdemu może się zdarzyć. Ale walkowera można też oddać z klasą – poinformować że nie ma składu i żeby przeciwnicy nie przyjeżdżali na marne. A tutaj? – zero kontaktu. Dobrze wiecie, iż jako organizatorom zależy nam, by mecze się odbywały. Że jesteśmy w stanie poświęcić jakiś wieczór i przyjechać do Zielonki nawet na jeden mecz. Ale w tym przypadku nie może być o tym mowy. Za taki brak szacunku do nas, do przeciwników, ale też do zawodników z własnej drużyny (niektórzy z nich przyjechali na boisko i zmarnowali swój czas) szansa rozegrania spotkania w innym terminie po prostu się nie należy. Nawiążemy jeszcze do tego w oddzielnym poście.

W niedzielę odbyło się więc łącznie osiem spotkań, a prawdopodobnie najciekawszym było to pierwsze. Sparta, która jest coraz bliżej miejsca dającego awans, podejmowała Na Fantazji. I był to drugi mecz z rzędu, w którym ekipie Jacka Słońskiego przyszło odrabiać poważne straty. Ale coś nam podpowiadało, że wynik 0:2 wcale nie oznacza, że trzy punkty pojadą do Kobyłki. Fantazyjni znani są z tego, że dobre fragmenty przeplatają słabymi i w drugiej połowie nie potrafili obronić wywalczonej zaliczki. Mocno zdeterminowani Spartanie znów pokazali, że są odporni psychicznie, a swoje zrobił oczywiście Kamil Suchocki. To on zdobył dwie ostatnie bramki w tym spotkaniu a defensywa rywali nie potrafiła znaleźć na niego sposobu. Przegrani mieli do siebie pretensje o końcowy rezultat, ale to wszystko nie wzięło się z przypadku. W drugiej połowie brakowało im pomysłu na grę, ich licznik strzałów mocno wyhamował, tymczasem Sparta konsekwentnie realizowała swoją taktykę, do bólu wykorzystując możliwości swojego super-snajpera. Jak to jeden zawodnik potrafi zmienić oblicze całej drużyny...

Znacznie więcej indywidualności ma w swoich szeregach Wojtek Kuciak. Ale wczoraj niewiele zabrakło, by nawet one nie pomogły do odniesienia zwycięstwa nad Incognito. Były to specyficzne zawody. Dawna Andromeda miała dużą przewagę w posiadaniu piłki czy okazjach, lecz markowianie nie dość, że dobrze (a czasem szczęśliwie) się bronili, to jeszcze gdy już zapędzili się w pole karne Fil-Polu, to zazwyczaj zdobywali gole. I gdy w 46 minucie Sebastian Ryński wyrównał losy rywalizacji na 2:2, byliśmy skłonni uwierzyć, że tak tu właśnie się skończy. Ale odchodzący mistrzowie nie odpuścili – praktycznie w ostatniej akcji spotkania eksportowy duet Stępień-Sochocki dopiął swego i faworyci mogli odetchnąć. Już w trakcie meczu mówili między sobą, że nie wyobrażają sobie tutaj straty punktów i słowa dotrzymali. Z przebiegu potyczki byli oczywiście lepsi, jednak w piłce nie zawsze wygrywa drużyna wyżej notowana, ale ta, która zdobędzie więcej goli. Na szczęście Fil-Pol przypomniał sobie o tym w ostatniej chwili.

Siedem bramek zobaczyliśmy z kolei w rywalizacji Marcovy z Offsidem. Szkoda tylko, że zdobywała je wyłącznie jedna drużyna. Liczyliśmy, iż Fioletowi, po tym jak o mało co nie pozbawili szans na mistrzostwo In-Plus, postawią się kolejnemu kandydatowi do tytułu. Nic z tego – Offside wykorzystał ich wakacyjną formę i już po pięciu minutach prowadził 3:0. Według nas zupełnie nie powiódł się w Marcovie manewr z Maćkiem Walkiewiczem na bramce, a Tomkiem Gulczyńskim w polu. Nie znamy przyczyn takiego stanu rzeczy, ale gdyby ci panowie zamienili się miejscami i wrócili do swoich nominalnych pozycji, to ekipa Pawła Buli nie miałaby tutaj tak łatwo. A tak był to po prostu spacerek dla liderów rozgrywek, którzy pewnie sami się nie spodziewali, że rywale tak grzecznie i praktycznie bez walki oddadzą im tutaj całą pulę. Tym samym mogli już w spokoju oczekiwać korzystnych wieści ze spotkania In-Plus – Al-Mar, licząc że ci drudzy wyrządzą im nie lada przysługę.

Szansy na dobry wynik w niedzielę i to jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, pozbawił się za to Neptun. Ekipa z Ząbek, na bardzo wymagające starcie z Al-Majem nie zebrała ośmiu chętnych i przez całe spotkanie musiała sobie radzić o jednego mniej. Szczerze? Spodziewaliśmy się masakry, bo przecież zapowiadaliśmy, że nawet w normalnych warunkach, czyli w grze 8 na 8, markowianie będą chcieli zmiażdżyć przeciwnika i podreperować swoje konto bramkowe. Ostatecznie tak też się stało, chociaż styl – zważywszy na okoliczności – był bardzo mizerny. Neptun, dopóki miał siły grał niemal jak równy z równym i może żałować, iż nie zebrał się w komplecie, bo kto wie, jakby to się skończyło. Tym bardziej, że Al-Maj nie wyglądał na drużynę, która zlekceważyła sytuację. Podopieczni Grześka Wojdy grali na maxa, tyle że nie potrafili być cierpliwi. Dopiero w drugiej połowie, jak benzyna w baku Neptuna się skończyła, udało im się powiększyć przewagę. Ale z ich perspektywy był to raczej mecz do zapomnienia i gdyby wczoraj „złapał” ich rywal z górnej połowy tabeli, będący w pełnym składzie, to do śmiechu raczej by im nie było...

A można się zastanawiać, czy na wczorajsze zawody dojechali zawodnicy Woli Rasztowskiej. Tzn ciałem obecni byli, bo chociaż pozbawieni bramkarza, to mieli nawet jednego zawodnika na zmianę. Ale gdzie byli myślami, to trudno powiedzieć, bo ciężko inaczej wytłumaczyć ich postawę z Ursynowem. Mecze między tą dwójką zwykle były bardzo wyrównane, o wszystkim decydował jeden gol, a tutaj skończyło się na totalnej deklasacji, bo „czerwono-czarni” zmietli swoich konkurentów w stosunku 8:1! Trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż dla Woli najlepiej jakby ten sezon już się skończył. Chłopakom totalnie nie idzie i tutaj również dali się łatwo rozbić, choć pewnie gdyby nie zabrakło Darka Wasia, to klęską różnicą siedmiu bramek prawdopodobnie by się nie skończyło. Ale też nie odbierajmy chwały triumfatorom. Po dwóch ostatnich wygranych, gdzie zwycięstwo nie cieszyło, tutaj sukces był ze wszech miar zasłużony. Czyżby Ursynowa mieli więc zacząć się bać Sparta i Retro, a więc ostatni ligowi rywale tej ekipy? Pożyjemy, zobaczymy, ale sam fakt że tę drużynę możemy w takich kategoriach rozpatrywać i tak stanowi ogromne zaskoczenie.

No i wreszcie dotarliśmy do starcia, które mogło nam zamknąć emocje dotyczące walki o mistrzostwo. Stałoby się tak, gdyby Al-Mar chociaż zremisował z In-Plusem, a zważywszy na jego ostatnią formę, był to scenariusz dość prawdopodobny. I Al-Mar miał w tym spotkaniu swoje szanse, zwłaszcza gdy wynik brzmiał jeszcze 0:0. Gdyby wtedy chociaż jedną zamienił na bramkę, kto wie, co byłoby dalej. Zamiast tego, gdy tylko do In-Plusu dojechał Karol Szeliga, Księgowi rozegrali dwie – niemal bliźniacze akcje – gdzie wspomniany Karol Szeliga podawał, a Patryk Szeliga strzelał i było 2:0 dla In-Plusu. Gdy jeszcze przed przerwą trafienie numer 3 dołożył Rafał Mucha, markowianie wiedzieli, iż musieliby się bardzo postarać, by ten sukces wymsknął im się z rąk. Do końca grali jednak odpowiedzialnie i wypunktowali obóz braci Rychta w stosunku 4:0. Ale w naszej opinii Al-Mar nie grał dużo gorzej niż ostatnio. Tyle że wtedy wykorzystywał to co sobie wykreował, a tutaj dopadła go totalna niemoc. No i niestety – marzenia o podium mocno się oddaliły, lecz ich nieszczęście, jest szczęściem dla rozgrywek. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że o losach czwartej edycji Futboligi zadecyduje ostatnia kolejka. Ale nie mówmy jeszcze hop.

Drużyną, która może jeszcze wszystko „popsuć” jest FC Hash. To właśnie miejscowi będą przedostatnim rywalem In-Plusu w tej edycji i znając Piotrka Dudzińskiego, to stanie na głowie, żeby tylko pokrzyżować szyki Księgowym. Ale to dopiero za tydzień, bo wczoraj Haszyści mierzyli się z Tigerem. No i sprawdziło się to, o czym pisaliśmy w zapowiedziach – godzina meczu podpasowała gospodarzom, którzy mieli bardzo szeroki skład i było jasne, że Tygrysy nie mają co liczyć na drogę usłaną różami. Co więcej – przez pewien czas wydawało się, iż skończą tutaj z niczym, ale uratował ich rzut karny, którego na kilka minut przed końcem skutecznie wyegzekwował Paweł Gołaszewski. Ogólnie było to spotkanie z kategorii „gol za gol”, gdzie jedni nie dawali odskoczyć drugim. I choćby z tego powodu remis to sprawiedliwe rozstrzygnięcie, choć praktycznie jest to podpisanie przez ekipę Mariusz Magierka aktu o opuszczenie pierwszoligowych szeregów. Fajnie jednak, że chłopaki nie odpuszczają i dopóki jest cień nadziei, walczą do końca. Ale taki jest też charakter tej drużyny – bo przegrać można, ale poddać się – nigdy.

I tak przeszliśmy do ostatniej potyczki z 2 czerwca, a były nią derby Zielonki – Drzewce kontra Sokoły. Dla tych pierwszych to był ostatni sygnał, że jeśli chcą się zabrać na pokład samolotu lecącego w kierunku awansu, to muszą wziąć się w garść. I zielonkowska młodzież swoją robotę wykonała niemal perfekcyjnie. Niemal, bo chociaż skończyło się tutaj 4:0, to Sokoły nie były wcale chłopcem do bicia. Ba – gdyby podopieczni Rafała Kusiaka wykorzystali swoje okazje z pierwszej połowy, a mieli przynajmniej trzy bardzo dogodne – to po stronie rywali mogłyby się zacząć nerwy. W tym momencie nie sposób nie pochwalić Wojtka Kołodziejczyka, który bronił bardzo dobrze i to w dużej mierze jego zasługa, iż do przerwy wynik brzmiał 1:0. W drugiej odsłonie dała o sobie znać kondycja zielonkowskiej młodzieży. Drzewce zostawiły więcej energii na ostatnie fragmenty i właśnie wtedy przypieczętowały zwycięstwo. Brawa za przełamanie i teraz chłopaki muszą pójść za ciosem. W przeciwieństwie do Sokołów, którzy konsekwentnie zmierzają w kierunku czerwonej latarni...

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Irek Zygartowicz znów triumf uczestnika. W ogólnym bilansie 6:10. Przypominamy, iż nagrody za te zwycięstwa (bonusy po 10 zł) będziemy rozdawali po ostatniej kolejce.

Oczywiście zapraszamy na przestrzeni całego tygodnia do regularnego odwiedzania serwisu. Jak zwykle będzie się dużo działo - nie zabraknie chociażby pierwszego podsumowania czujników StatSports! Terminarz na kolejkę nr 17 pojawi się natomiast we wtorek po południu.


Dodaj komentarz

filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1INP