Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ
SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Spektakularna wpadka In-Plusu. Retro z pierwszą stratą w sezonie.

13
Maj

To była jedna z tych niedziel, że gdy już wydawało się, że wynik zakończonego właśnie spotkania stanowi sensację, rezultat kolejnego weryfikował postawioną tezę. Niespodzianka goniła niespodziankę, a los nie oszczędzał nawet największych faworytów.

Takiej kolejki dawno w Futbolidze nie było. Rezultaty zakończonych spotkań stanowiły ogromne zaskoczenie, o czym dobitnie przekonacie się jutro, bo nawet nasi typerzy zdobywali łącznie po kilka punktów, podczas gdy zwykle kompletują ich po kilkanaście. Jeden z nich – Felipe – zwycięzca drugiej edycji, nie trafił zwycięzcy ani jednego spotkania! O czymś to chyba świadczy.

Pierwsze trzęsienie ziemi miało miejsce już na samym wstępie trzynastej serii. Neptun, który do tej pory notował serię porażek, zremisował 2:2 z Amatorami. Sam remis to oczywiście duże zaskoczenie, ale jeszcze większym jest to, że to właśnie ligowi debiutanci mogą się czuć tym rozstrzygnięciem bardziej poszkodowani. Prawda jest bowiem taka, że już po pierwszej połowie powinni to starcie przechylić na swoją korzyść, bo okazji mieli bez liku. Amatorzy grali słabiutko, skład zlepiony niemal na ostatnią chwilę też zrobił swoje, a gdyby nie fakt, że w trakcie spotkania dojechał do nich Patryk Jędrysiak, to skończyłoby się pewnie kilku bramkową porażką. Ale i tak w ostatniej akcji spotkania Neptun miał trzy punkty praktycznie na talerzu, lecz Marcin Milczarek trafił z bliska w bramkarza, a dobitka poszybowała obok słupka. Mimo to brawa dla ekipy z Ząbek, która czyni regularne postępy i chyba sama się nie spodziewała, że po ostatnim gwizdku będzie odczuwała tak duży niedosyt.

Bardzo szybko szans na dobry wynik w niedzielę pozbawiły się za to Sokoły. Zielonkowscy weterani znani są ze swojej dyscypliny taktycznej w obronie, ale gdyby jednym słowem określić to, co prezentowali wczoraj we własnej strefie, byłby to KRYMINAŁ. Sparta nie musiała się praktycznie wysilać, żeby w ciągu premierowego kwadransa wyjść na trzybramkowe prowadzenie, które ustawiło to spotkanie i zakończyło emocje praktycznie po 15 minutach. A Spartanie, gdyby byli tutaj skuteczniejsi i zamiast piłkę po słupkach i poprzeczkach kierowali do siatki, to mogli wygrać nawet siedmioma czy ośmioma golami. Najważniejsze jednak, że zrewanżowali się w pewnym stopniu rywalom za porażkę w Pucharze i właśnie awansowali na czwarte miejsce w tabeli. Sokoły spadły z kolei na szóste i z taką grą jak w trzynastej kolejce, ich pikowanie w tabeli może jeszcze potrwać.

Jedną z drużyn, która wczoraj podobała nam się z kolei najbardziej było Incognito. Ekipa Mariusza Kwiatkowskiego podejmowała mało wygodnego dla siebie rywala czyli Marcovę. Nie będziemy ukrywać – to właśnie obóz Ernesta Wiśniewskiego jawił nam się tutaj jako murowany faworyt, tymczasem wynik i przebieg tego spotkania spowodował, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy na pewno możemy siebie nazwać ekspertami futboligowych zmagań. Ale oddajmy markowianom chwałę – pod względem konsekwencji w grze, trzymania dyscypliny taktycznej, punktowania przeciwnika – w tych elementach spisali się perfekcyjnie. Ok, Marcova była pozbawiona Damiana Zajdowskiego, który wiemy ile znaczy dla Fioletowych, ale poza nim nikogo ważnego w zespole nie brakowało. Fioletowi mieli zresztą okazję by udowodnić, że bez swojego lidera również potrafią grać w piłkę, ale jeśli taki był ich cel, to popularny „Młody” może teraz triumfować. Drużyna bez niego praktycznie nie istniała...

A czy bylibyśmy w dużym błędzie, gdybyśmy stwierdzili, że Dar-Mar również wczoraj nie zaistniał z Offsidem? Wiele sobie po tym meczu obiecywaliśmy, tym bardziej że z obozu ekipy z Wołomina dochodziły do nas sygnały, iż Paweł Bula i spółka traktują ten mecz bardzo poważnie. Nie zabrakło praktycznie żadnego kluczowego zawodnika tej drużyny, z Kamilem Tlagą na czele. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w Dar-Marze – Norbert Kucharczyk z Pawłem Godlewskim praktycznie do ostatniej chwili montowali skład, co skłaniało nas do refleksji, iż chyba czeka nas jednostronny pojedynek. Niestety – nie pomyliliśmy się. Można gdybać, co by było, gdyby w 5 minucie Piotrek Manaj trafił do siatki, a nie w poprzeczkę, ale chyba nawet to nie uratowałoby graczy w czerwonych koszulkach od porażki. Fakt, że ten zespół nie oddał ani jednego celnego strzału przez 50 minut rywalizacji, mówi raczej sam za siebie. Offside miał to spotkanie pod kontrolą, zdobył dwie efektowne bramki i wygrał jak najbardziej zasłużenie. I jeżeli do kolejnych potyczek będzie podchodził równie zmotywowany, to jego powstrzymanie będzie graniczyło z cudem.

Jedynym zespołem, który może jeszcze powstrzymać Offside w drodze po tytuł, jest In-Plus. Wiemy, wiemy – to zdanie brzmi kuriozalnie po tym, co Księgowi zrobili wczoraj z Fil-Polem, lecz nie przywiązywalibyśmy żadnej wagi (i mówimy to z pełną odpowiedzialnością) do rezultatu 1:9, jakim ta potyczka się zakończyła. Fil-Pol też nie ma się co specjalnie chwalić, że rozgromił dotychczasowego lidera, bo chyba nie skłamiemy pisząc, iż z In-Plusu była w niedzielę tylko nazwa. Brak braci Szeliga, Janka Skotnickiego, Krzyśka Woźniaka czy Rafała Muchy spowodował, że Księgowym ciężko byłoby w niedzielę wygrać z jakimkolwiek rywalem. A że Fil-Pol zmontował całkiem niezłą paczkę, to skończyło się pogromem. Drużyna Patryka Gall mimo wszystko mogła sobie jeszcze na takie coś pozwolić, bo losy tytułu nadal ma swoich rękach. Na pewno musi być jednak dużo bardziej czujna, niż była do tego momentu, bo limit wpadek na rundę właśnie wyczerpała do cna.

W zapowiedziach, które jak zwykle publikujemy w sobotę, sugerowaliśmy iż graczom Retro Squad coraz bliżej do niesamowitego osiągnięcia, jakim byłoby wygranie wszystkich spotkań. Ale już wiemy, że nic z tego nie będzie. I kto by przypuszczał, że drużyną, której uda się przerwać triumfalny pochód przeciwnika, będzie Wola Rasztowska? Prawdę mówiąc, na taki scenariusz nic nie wskazywało – i mówimy tutaj zarówno o tym co działo się przed meczem, jak i w jego trakcie. Retro grało bowiem lepiej, objęło też prowadzenie i wydawało się, że zmierza ku kolejnej wiktorii z rzędu. Wystarczyło jednak jedno zagapienie i Łukasz Polak doprowadził do remisu, a wynik 1:1 utrzymał się do końca spotkania. Podopieczni Szymona Strychalskiego, po ostatnim gwizdku próbowali nawzajem przerzucać na siebie winę za straconego gola, ale naszym zdaniem nie tutaj należało szukać przyczyń niepowodzenia. Problem tkwił w kreowaniu okazji, a następnie w ich wykończeniu. Bo jeśli w ostatniej akcji spotkania, dochodzi się do sytuacji 3 na 1 i jej nie wykorzystuje, to o czym my mówimy? Trudno, stało się i skoro nie udało się wszystkiego powygrywać, to teraz trzeba zrobić wszystko, by ani razu nie przegrać.

Bardzo ciekawe spotkanie, gdzie również było blisko remisu, oglądaliśmy w kolejnej parze. Drzewce podejmowały Al-Maj i nasze prognozy na tę potyczkę sprawdziły się w 100%. Zespół z Marek wiedział, że twarda, często na pograniczu faulu gra, może pomóc wybić z uderzenia zielonkowską młodzież i tak też było. Ekipa Adriana Zająca pomogła jednak swoim konkurentom w realizacji ich taktyki, bo zamiast próbować grać szybko, na jeden kontakt, niektórzy zawodnicy „wozili się” z piłką, co za chwilę skutkowało mniej lub bardziej bezpardonowym atakiem przeciwnika, który odbierał lub wybijał piłkę reprezentantowi miejscowych. Mimo wszystko Drzewce powinny tutaj przynajmniej zremisować, bo od 24 minuty grały z przewagą jednego zawodnika, ale mimo kilku szans, z uderzeniem w poprzeczkę na czele, nie udało im się znaleźć sposobu na Borysa Kackiewicza. Brawa dla Al-Maju, bo w drugiej odsłonie chłopaki zostawili mnóstwo zdrowia by uratować zwycięstwo i cel osiągnęli. A ich strata do trzeciego miejsca, to już tylko pięć punktów.

Cztery „oczka” na swoim koncie miał z kolei przed tą serią gier Ursynów. I chyba nikt nie dawał mu większych szans z Na Fantazji, zwłaszcza że rywale w ostatniej serii pokonali Amatorów i wydawało się, że są na fali. Ale chyba nie musimy dodawać, które słowo jest „kluczem” w poprzednim zdaniu. Tak naprawdę to boiskowe realia zupełnie zamazały różnicę punktową w tabeli między tymi ekipami. Ursynów prezentował się bardzo korzystnie, wyprowadzał groźne kontry, a w obronie był czujny i skutecznie neutralizował poczynania rywala. A nawet gdy się mylił, to błędy kolegów z obrony naprawiał Tomek Włodarz. Fantazyjni w pewnym momencie przegrywali już 0:3, ale po bramce Radka Tabaszewskiego ożywili się i mogli nawet zmienić wynik na 2:3, co dawałoby nadzieję na uratowanie choćby punktu. Nic z tego nie wyszło i zamiast na łatwym zwycięstwie, skończyło się na gładkiej porażce. A najgorsze jest to, że całkowicie zasłużonej.

W trzynastej kolejce pierwszy punkty zdobył Neptun, pierwsza „oczka” straciło Retro i zastanawialiśmy się, czy do grona drużyn, którym coś się wreszcie udało (lub nie) dołączy FC Hash. Obóz Piotrka Dudzinskiego, po dobrym występie w Pucharze Ligi miał nadzieję na korzystny wynik z Nauką Jazdy u Sławka, która mimo niskiej pozycji przeciwnika, wiedziała iż taryfy ulgowej nie dostanie. No i jak już wszyscy wiedzą – beniaminkowi nie udało się tego spotkania zakończyć z całą pulą. Ale to nie pierwszy raz, gdzie mimo mało ekskluzywnego wyniku, nie ma powodów by Naukę Jazdy krytykować. Ta drużyna próbować grać w piłkę i piłką. Miała swoje szanse, kreowała je regularnie, lecz bardzo często brakowało jej kropki nad i. I na pewno to ona straciła tutaj dwa punkty, bo dla Hashu ten remis - po tylu porażkach - był jak zwycięstwo. Zupełnie inna kwestia, to zachowanie podczas tej potyczki Piotrka Dudzińskiego. Demony wróciły - kapitan miejscowych znowu nie gryzł się w język, znów zaczęły się prowokacje i aż dziwne, że wyleciał z boiska dopiero w 47 minucie. Na szczęście refleksja przyszła dziś rano i Piotrek przyznał, że go poniosło i „przeprasza za utrudnienia”. Liczymy, że to nie tylko słowa.

Wczorajsze granie spuentowała potyczka dwóch pierwszoligowych wyjadaczy – Tiger United i Al-Maru. Ci drudzy doskonale wiedzieli, że przy porażce Dar-Maru i własnym zwycięstwie, mocno zbliżą się do podium i zamierzali wcielić ten scenariusz w życie. Ta misja zakończyła się powodzeniem. Al-Mar miał ciut więcej z gry, częściej przebywał na połowie przeciwnika, aczkolwiek potrzebował trochę szczęścia, by do swojego konta zacząć dopisywać bramki. Zaczęło się od rzutu karnego, który na raty wykorzystał Łukasz Godlewski, a skończyło na dość kuriozalnym trafieniu Adama Barana, gdzie swój wydatny udział zaliczył golkiper rywali, Daniel Kowalski. Po stronie Tigera zabrakło siły przebicia – tak na szybko przypominamy sobie tylko jedną groźną okazję, po której Adam Drewnowski posłał piłkę obok słupka. To było za mało, by wygrać to spotkanie, a przecież jesteśmy pewni, iż w rozmowach po meczu na pewno padło w gronie Tygrysów sformułowanie, iż wcale nie czuli się tutaj słabsi. Tylko co z tego? Zwłaszcza, że jeszcze kilka takich meczów i przed drugoligową banicją nic już ich nie uchroni...

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Marcin Zaremba zwycięstwo tego pierwszego. W całym spotkaniu wynik 5:8. Gonię! ;)

Oczywiście zapraszamy na przestrzeni całego tygodnia do regularnego odwiedzania serwisu. Jak zwykle będzie się dużo działo. Terminarz na kolejkę nr 14 pojawi się natomiast we wtorek po południu.


Dodaj komentarz

filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1