Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

Zaloguj się!

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Pole position dla Dar-Maru! Amatorzy dają lekcję Drzewcom.

19
Lis

Nikt nie chciał tytułu mistrzów jesieni – tak można spuentować fakt, że trzy drużyny walczące o ten tytuł zdobyły w niedzielę zaledwie po punkcie. Ale paradoksalnie – dla ligi to świetna informacja.

Ostatnia niedziela nie była najcieplejszym dniem w roku. Mieliśmy jednak nadzieję, że to co zobaczymy na boisku, ułatwi przetrwanie trudnych warunków i chyba się w tej kwestii nie zawiedliśmy. Ostatnią jesienną serię rozpoczęliśmy od meczu Retro z Ursynowem. Na tych drugich nikt nie stawiał i jak widać po końcowym rezultacie – było to słuszne myślenie. Ten wynik może być jednak trochę mylący. Znamy Retro z dużo lepszych występów, a tutaj ten zespół miał sporo problemów, by stworzyć sobie dogodne okazje w ataku pozycyjnym. Swoją siłę czerpał z błędów przeciwnika, a że mówimy o przedostatniej ekipie drugiej ligi, to wiadomo, że tych nie brakowało. Ursynów miał jednak kilka swoich okazji, kilka razy powinien nawet zmusić do wysiłku golkipera Squadu Artura Szczotkę, ale... A to zabrakło dokładnego przyjęcia, a to wykończenia i w ten sposób faworyt nie dość że wygrał swój mecz, to po raz kolejny zrobił to bez straty gola. Retro wydaje się być zespołem poza zasięgiem pozostałych uczestników tego poziomu, natomiast awans ma praktycznie w kieszeni, bo nie wierzymy, że wiosną byłby w stanie roztrwonić 11 punktów przewagi nad trzecim miejscem. A przynajmniej teraz nic na to nie wskazuje.

Dużo bardziej emocjonujący spektakl obejrzeliśmy między Al-Marem a Offsidem. Nie po raz pierwszy spotkaliśmy się z sytuacją, że ci drudzy kompletnie przesypiają premierowe minuty i później muszą nadrabiać straty i tak też było w tym przypadku. Duet Adam Baran – Łukasz Godlewski zapewnia ekipie Marcina Rychty dwubramkowe prowadzenie, a w 10 minucie pierwszy z nich marnuje okazję na 3:0! Wtedy budzi się Offside. Chłopaki wchodzą na właściwe obroty, do przerwy zmniejszają straty a po niej doprowadzają do wyrównania. Gdy wydaje się, że to oni są bliżej gola numer 3, Adam Baran z ostrego kąta pokonuje Grześka Reterskiego i zespół Pawła Buli jest o włos od porażki. Gdy zegar pokazuje już doliczony czas gry, sędzia dyktuje rzut wolny dla przegrywających. Sebastian Kozłowski uderza w mur, ale Grzesiek Trzonkowski fenomenalnym wolejem dobija strzał kolegi a arbiter nawet nie wznawia gry ze środka boiska. Offside ratuje remis, ale po raz kolejny pokazuje taktyczną niedojrzałość. Jego gra w obronie była fatalna i nic dziwnego, że Radkowi Dobrzenieckiemu co chwilę puszczały nerwom, bo często zostawał sam, przeciw kilku rywalom. Za to powinna faworytów spotkać kara i zabrakło do niej dosłownie kilkunastu sekund...

Kolejny mecz wygrała za to Wola Rasztowska. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, jej mecz z Sokołami był starciem do pierwszej bramki. Co prawda dawnemu Promilowi długo nie udawało się znaleźć sposobu na defensywę zielonkowskich weteranów, a niewiele brakowało by tuż przed przerwą bracia Kryszkiewicz i spółka stracili nawet gola (Wojtek Kulesza trafił w słupek), to gdy w 31 minucie Rafał Chądzyński dość szczęśliwie pokonał Krzyśka Karolaka, worek z bramkami się rozwiązał. Sokoły zamieniły proporcje między obroną a atakiem i w tej sytuacji przybyszom z Woli znacznie łatwiej kreowało się kolejne sytuacje, co w konsekwencji dało pewne zwycięstwo. Tym samym ten zespół zanotował poważny skok w tabeli i po raz pierwszy w tym sezonie zobaczył jak wygląda górna połowa ligowej hierarchii. Według nas to dopiero początek, bo ta ekipa ma ambicje i możliwości na więcej. Co do Sokołów, to dwa ostatnie mecze mogły się dla nich ułożyć trochę lepiej, ale całą rundę i tak należy chyba ocenić pozytywnie. Szczególnie pod nieobecność Chrystiana Karczewskiego, a wszyscy wiemy jaką przedstawia on wartość dla drużyny z Zielonki.

Miejsce na podium utrzymały za to FC Drzewce, ale to chyba jedyna dobra wiadomość po meczu tej ekipy z Amatorami. Powiedzmy sobie wprost – Amatorzy rozbili ferajnę Adriana Zająca w pył. I to bez udziału Kamila Zaręby! Zespół z Wołomina grał mądrze, fajnie dzielił się piłką, nie miał słabych punktów, a miał pomysł na grę i skutecznie go realizował. Dopiero w drugiej połowie, gdy wynik brzmiał 0:2 Drzewce na chwilę się przebudziły, ale tego dnia było to zdecydowanie za mało na dobrze funkcjonującą maszynę Patryka Jędrysiaka. To spotkanie chyba na dobre uświadomiło przegranym, że to jeszcze nie jest ich czas. Że jeszcze sporo muszą się nauczyć, że jeszcze brakuje im trochę „fizyki”, by móc równorzędnie rywalizować z ekipami, które na boisku wiedzą czego chcą. Brawa dla Amatorów za niemal perfekcyjny pojedynek i gdyby taką formę jak wczoraj zaprezentowali z Retro, być może dziś ich strata do liderów wynosiłaby mniej punktów. Ale i tak wiemy, że to nie jest ich ostatnie słowo i dopóki będzie się tliła chociaż iskierka nadziei, dopóty Squad będzie się musiał mieć na baczności.

I przechodzimy do hitu dziewiątej kolejki. Niepokonany Dar-Mar mierzył się z In-Plusem, który dzięki remisowi Offsidu zdawał sobie sprawę, że jeśli pokona drużynę z Kobyłki to zakończy pierwszą część sezonu na pierwszym miejscu. W tym przypadku zdecydowanie łatwiej było to jednak powiedzieć niż zrobić. Ogólnie ten mecz nie był ekscytującym widowiskiem, gdzie jedni i drudzy atakowali a bramkarze uwijali się jak w ukropie. To był mecz detali, które jeszcze w 48 minucie dawały zwycięstwo Dar-Marowi. Dwa gole dla tej ekipy zdobył Sławek Lubelski, a ponieważ Księgowi odpowiedzieli tylko jednym, to oni musieli w samej końcówce rzucić wszystko na jedną kartę. I stało się – głupi faul na odwróconym tyłem do bramki zawodniku i sędzia dyktuje rzut karny! Poszkodowani mają jednak obiekcje. Chociaż nie kwestionują przewinienia, to miejsca w którym się ono dokonało. Oglądu sytuacji nie ułatwiała mgła, ale sędzia był pewny swojego wskazania, a ponieważ Karol Szeliga wygrał wojnę nerwów z Norbertem Kucharczykiem, to mecz skończył się remisem. Oznacza on, że Dar-Mar pozostał na pierwszym miejscu, bo w „małej tabeli” z In-Plusem i Offsidem miał najlepszy bilans. Ale fakt, że całe to trio posiada na swoim koncie identyczną liczbę punktów powoduje, że już nie możemy się doczekać wiosny.

Totalnej demolki doświadczyliśmy z kolei w następnym pojedynku. Przyznajemy się bez bicia, że zupełnie się nie spodziewaliśmy, iż w konfrontacji KroosDe Team z Fil-Polem ci drudzy wygrają aż 8:3. To spotkanie podsumowało niejako całą rundę w wykonaniu ekipy z Duczek. Dlaczego? Bo wiele ze swoich bramek tracili wtedy, gdy sami wpierw mieli okazję, by je zdobyć. Sugerują to również statystyki – ekipa Michała Wytrykusa miała więcej strzałów celnych od swojego przeciwnika! Tyle że albo uderzyła w bramkarza, czasami ktoś blokował strzał w ostatniej chwili, po czym następowało podanie do Karola Sochockiego, a ten robił sobie z obrońcami konkurentów co chciał. Ba! Tutaj mogło być jeszcze wyżej, bo futboligowy super-snajper w 33 minucie zmarnował też karnego. Fil-Pol trochę się więc odbudował po ostatnich porażkach, choć wciąż daleko nam do stwierdzenia, że chłopaki grali jak za starych dobrych czasów. Mieli jednak ten handicap, iż rywalizowali z zespołem, gdzie obrońcy zapomnieli jak się kryje, pomocnicy jak się wraca do obrony, a napastnicy jak się zdobywa gole. No i poszło...

Po festiwalu strzeleckim, w kolejnym spotkaniu zobaczyliśmy dla odmiany tylko jedną bramkę. Tiger United grał z Incognito, a więc ekipą, która tydzień wcześniej dokonała cudu i ograła Dar-Mar. Pisaliśmy jednak wtedy, że to nic nie musi oznaczać – i nie myliliśmy się. Doświadczenie Zjednoczonych Tygrysów zrobiło swoje, a sprawę trzech punktów przesądził niezawodny Paweł Gołaszewski. Ponieważ zwycięski gol padł w 37 minucie, to ostatni kwadrans był niezwykle emocjonujący. Najpierw autor złotej bramki nie wykorzystał karnego, później w słupek trafił Adam Drewnowski i to wszystko mogło się zemścić, bo w 47 minucie piłkę na remis miał Kamil Ryński, który także trafił w słupek. Szkoda, że po stronie markowian zabrakło Sebastiana Ryńskiego, bo być może on w takim stykowym meczu byłby dla bordowych tym, kim Paweł Gołaszewski dla Tigera. Teraz to już jednak tylko gdybanie, a wynik tej potyczki spowodował, iż te ekipy w zamieniły się miejscami w tabeli. Dla Incognito oznacza to, że do drugiej części sezonu przystąpi jako główny – oprócz FC Hash – kandydat do spadku.

No właśnie – bo wspomniany FC Hash w niedzielny wieczór dokonał tego, co zapowiadał kapitan – przegrał po raz dziewiąty z rzędu. Co prawda można powiedzieć, że wreszcie stało się to po walce, a nie po oddaniu punktów jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, tyle że marne to pocieszenie. Marcova nie do końca zresztą wykorzystała fakt, iż miejscowi grali w dość eksperymentalnym zestawieniu i chyba nie skłamiemy twierdząc, że dobrze się stało dla niej, iż runda już się kończy. Fioletowi po pokonaniu Al-Maru mocno wytracili impet i paradoksalnie najsłabiej grali wtedy, gdy mierzyli się z ekipami dużo niżej notowanymi. Trzeba im jednak oddać, że podnieśli się po słabym początku i jesień zakończyli na czwartym miejscu. Hash jest - i pewnie jeszcze długo będzie - ostatni. Niby Piotrek Dudziński nie wyglądał na załamanego po kolejnej przegranej, wszak udało mu się nawet obronić karnego + dobitkę, ale jeżeli celem Haszystów są tak małe rzeczy, to przyszłość rysuje się raczej w ciemnych barwach. Tak naprawdę to druga liga jest nieunikniona, a z taką postawą jak ostatnio, nawet w niej byłby problem, by odgrywać poważną rolę.

Niepoważny mecz rozegrali za to wczoraj zawodnicy Al-Maj Car. Spodziewaliśmy się, że w ostatnim akcencie pierwszej części sezonu postawią się Sparcie i może nawet wygrają, tymczasem ich dobra gra liczyła zaledwie kilka pierwszych minut. Objęli nawet wtedy prowadzenie, ale im dalej, tym wyglądało to gorzej. Zero obrony, zero powrotów, do tego dziecinne błędy i Spartanie powetowali sobie wszystkie swoje nieszczęścia w tej rundzie. Odblokował się Robert Wojtyra (3 gole), ze świetnej strony pokazał się Kamil Suchocki a warto odnotować powrót po kontuzji Kamila Portachy. W obozie Grześka Wojdy trudno kogokolwiek wyróżnić. To nie było granie na poważnie. To było granie na „jakoś to będzie”, a mieliśmy wrażenie iż niektórym graczom nie sprawiało różnicy, że tracą kolejne gole, byle tylko kilka zdobyć. To musiało się źle skończyć i wynik 2:8 był w tym przypadku najniższym wymiarem kary. Kiepsko się ta runda zakończyła dla przybyszów z Marek i wiele musi się w niej zmienić, by podobnych rozczarowań nie przeżywać od marca.

Informujemy, iż wczoraj nie odbył się mecz AutoSzyby – Na Fantazji. Być może jeszcze do niego dojdzie – z zainteresowanymi ekipami jesteście w bezpośrednim kontakcie.

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji Organizator - Marcin Sarnacki zwycięstwo odniósł ten pierwszy. W całym spotkaniu wynik 4:5 - ciąg dalszy na wiosnę ;)

Oczywiście zapraszamy na przestrzeni całego tygodnia do regularnego odwiedzania serwisu. To, że niemal wszystkie mecze ostatniej serii się odbyły, nie oznacza że to koniec pracy. Będziemy dla Was mieli skrót meczu Offside - Fil-Pol, magazyn 8 i 9 kolejki, piłkarski quiz, liczby tygodnia, etc. Nie zabraknie również podsumowania całej rundy, z wieloma statystykami (choćby kto miał najwięcej rzutow rożnych, wolnych, strzałów), czy zapowiedzi drugiej części rozgrywek. Dlatego zachęcamy Was, by jeszcze przez ten tydzień nie oduczać się wstukiwania w pasek adresu www.futboliga.pl ;)


Dodaj komentarz

filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1