Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

Zaloguj się!

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Kolejna klęska Al-Maru. Retro lepsze w meczu na szczycie.

22
Paź

Od pierwszej edycji Futboligi można zauważyć pewną tendencję – mianowicie taką, że o tytuł walczą głównie dwa zespoły. Teraz miało być inaczej, ale...

Zanim jednak powiemy kilka słów o kryzysie Fil-Polu czy Al-Maru, zaczynamy od retrospekcji zdarzeń między 8:00 a 9:00. O tej nieludzkiej porze do rywalizacji przystąpiły Sokoły i Drzewce, a więc zielonkowscy weterani skonfrontowali się z tamtejszą młodzieżą. Wiedzieliśmy, że tym drugim ciężko będzie się przebić przez praktycznie nieopuszczającą swoją połowę defensywę Sokołów i nie pomyliliśmy się. Z kolei w trakcie samego spotkania szybko stwierdziliśmy, iż będzie to mecz do pierwszej bramki. I tutaj również intuicja nas nie zawiodła. Jedni i drudzy mieli swoje okazje do objęcia prowadzenia, jak chociażby ta z 25 minuty gdy Mateusz Hopcia strzelił w słupek, ale ostatecznie decydujący cios zadały Sokoły. A konkretnie Wojtek Kulesza, który minął trzech rywali i precyzyjnym uderzeniem zapewnił całą pulę Rafałowi Kusiakowi i spółce. Drzewce były mocno niepocieszone takim obrotem, ale to tylko potwierdza naszą konkluzję sprzed tygodnia. Ta ekipa potrzebuje jeszcze czasu, by takie spotkania jak to przeciągać na swoją stronę.

Żadnych emocji nie uświadczyliśmy za to w rywalizacji Offsidu z Hashem. Ekipa Piotrka Dudzińskiego chciała mecz rano, dostała go, po czym przyjechała na niego... w sześciu. Szkoda to w ogóle komentować i niby nie można chłopakom zarzucić zaangażowania, a i sam wynik nie jest taki zły jak mógł być, ale zastanawiamy się o co tutaj chodzi. Przyjeżdżasz na mecz i jeszcze nie wchodząc na plac, już wiesz, że nie masz szans, a jest duże ryzyko, że dostaniesz takiego łupnia, po którym dwa razy zastanowisz się, czy za tydzień masz znowu przyjechać. Co prawda w połowie spotkania na mecz dojechał Miłek Pacha, udało się też po kontrach zdobyć dwa gole, tylko co z tego? Wygląda na to, że gdy wszyscy w lidze walczą o zwycięstwa, Hash walczy wyłącznie o honor. Tym razem chyba się jeszcze udało, ale kompromitacja wisi w powietrzu...

W niedzielę przed szansą zatrzymania walca o nazwie Retro stanęli z kolei Amatorzy. W zapowiedziach upatrywaliśmy w nich ostatniej szansy dla drugiej ligi, bo jeśli nie oni mieli powstrzymać zwycięski marsz ferajny Szymona Strychalskiego, to kto miałby to zrobić? Drużyna z Wołomina była bardzo zdeterminowana, zebrała naprawdę mocny skład i... nie dała rady. Różnica między jedną a drugą ekipą tkwiła w obronie. Mówi się, że dobre zespoły buduje się właśnie od tej formacji i Retro miało w niej prawdziwą ostoję w postaci Irka Zygartowicza, który nie popełnił chyba żadnego błędu. Dopiero w końcówce, gdy wynik brzmiał 2:0 i Squad szukał jeszcze trzeciego gola, Amatorzy wyszli z szybką kontrę, zmniejszyli straty i na chwilę zrobiło się ciekawie. Końcówka to był zresztą istny rollercoaster, bo najpierw praktycznie na pustą bramkę nie trafia Sebastian Płócienniczak, a w odpowiedzi Kamilowi Zarębie brakuje pół metra, by doprowadzić do remisu. Rezultat 2:1 był jednak sprawiedliwy i jak tak dalej pójdzie, to mistrza drugiej ligi poznamy w tym sezonie wyjątkowo szybko.

Także wynikiem 2:1 skończył się kolejny mecz, tyle że pierwszoligowy. KroosDe Team podejmował FC Tiger United i było to spotkanie z gatunku „dla koneserów”. Najwięcej działo się na początku meczu i jego końcu, a środek najchętniej byśmy wycięli, bo sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Potwierdzeniem tego jest też fakt, że wszystkie bramki jakie tutaj padły miały swój początek w stałych fragmentach gry. Najpierw Wiktor Gajewski zdobył bramkę po dobitce strzału z rzutu wolnego, z rzutu karnego wyrównał Paweł Gołaszewski, a 60 sekund przed końcem spotkania sędzia po raz kolejny wskazał na wapno, tym razem po faulu Michała Kaźmierskiego na Danielu Kani. Rafał Radomski skutecznie wyegzekwował „jedenastkę” i trzy punkty pojechały do Duczek. Szczerze mówiąc, to sami nie wiemy czy to sprawiedliwy wynik, czy też remis lepiej oddałby przebieg boiskowych wydarzeń. Nie zamierzamy się jednak dłużej nad tym zastanawiać, bo wspomnienie tego spotkania do najprzyjemniejszych nie należy.

A jeszcze większą traumę mamy, gdy zamykamy oczy i widzimy sceny ze spotkania AutoSzyb z Al-Maj Car. Uspokójmy – nic się tutaj nie wydarzyło, zawodnicy nie skakali sobie do gardeł, ale mimo to liczbą fauli można by obdzielić praktycznie całą kolejkę. Ponieważ łącznie przewinień było aż 30, to daje to średnią prawie dwóch fauli na minutę! Żeby wyobrazić sobie skalę tego wydarzenia, to powiedzmy, że są spotkania gdzie przewinień jest cztery czy pięć. Cóż – zdarzają się i takie, ale najważniejsze, że nie zabrakło też bramek. Al-Maj dość szybko rozstrzygnął losy pojedynku, bo po nieco ponad kwadransie prowadził 3:0 i nie mógł takiej przewagi roztrwonić. AutoSzyby próbowały wrócić do meczu, udało się nawet nieco zmniejszyć straty, lecz na więcej Kamila Wiśniewskiego i spółki nie było stać. Tryb umacniania się na ostatniej pozycji w tabeli jest nadal aktywny i niewiele wskazuje na to, by w najbliższym czasie coś mogłoby się w tym temacie zmienić.

A o godzinie 16:00 miało dojść do szlagieru – Dar-Mar zamierzał bowiem udowodnić swoją wyższość nad Fil-Polem. Tym samym miałby na rozkładzie drugą ekipę, która zna smak mistrzostwa Futboligi, ale nie spodziewaliśmy się, że niedzielny sukces przyjdzie drużynie z Kobyłki tak łatwo. Niestety – dawna Andromeda przyjechała na mecz bez zmian, bez wielu ważnych dla siebie graczy i to musiało się źle skończyć. Początek nie wskazywał jeszcze na katastrofę, bo gdyby Karol Sochocki wykorzystał chociaż jedną z wielu okazji, jakimi dysponował, to być może ten mecz miałby inny finał. Niestety – forma strzelecka tego zawodnika została chyba schowana w sejfie, do którego Karol zapomniał szyfru. Takich problemów nie ma za to Dominik Ołdak, który po raz kolejny potwierdził nieprzeciętne możliwości i dzięki jego dwóm bramkom Dar-Mar prowadził. Ale bardziej niż po stracie goli, Fil-Pol ucierpiał po kontuzji Bartka Siuchty. Bartek pod koniec pierwszej połowy poczuł ogromny ból w kolanie i nie był w stanie grać dalej i od tego momentu obrońcy tytułu musieli sobie radzić w siedmiu. Ostatecznie przegrali tylko 0:4, a mogli dużo wyżej i gdy patrzyliśmy na miny zawodników w żółto-czarnych koszulkach, to dla nich ta runda mogłaby się już chyba skończyć.

Pierwsze zwycięstwo w sezonie – taki był z kolei cel dla uczestników kolejnego meczu – Ursynów grał z Wolą Rasztowską. Nie spodziewaliśmy się tu wielu bramek, więc te trzy które finalnie zobaczyliśmy były swojego rodzaju miłą niespodzianką. Prawda jest jednak taka, iż ich przydział powinien być odwrotny. To Ursynów miał w tym spotkaniu więcej z gry, prowadził nawet 1:0, dwa razy obił słupek, a mimo to po ostatnim gwizdku sędziego to on schodził z boiska sfrustrowany. Jest takie powiedzenie, że jeśli nie potrafisz wygrać spotkania, to przynajmniej je zremisuj, lecz podopieczni Roberta Biskupskiego nawet tego nie potrafili zrobić. W praktycznie ostatniej akcji spotkania nikt nie przypilnował Arka Kryszkiewicza, który po podaniu Michała Wróblewskiego dał przybyszom z Woli upragniony triumf. Tym samym po meczu widzieliśmy dość śmieszny obrazek – Ursynów gratulował rywalom zwycięstwa, którzy odwdzięczali się słowami, że wcale na te gratulacje nie zasłużyli.

Ciekawy przebieg miała też konfrontacja Al-Maru z Marcovą. Obstawiliśmy tutaj sukces Fioletowych, bo gdy tak robimy, to oni wygrywają. I co? Ta taktyka spełnia się na razie bez pudła. Obóz Ernesta Wiśniewskiego rozegrał kolejne dobre zawody, choć początek należał zdecydowanie do Al-Maru, który miał kilka okazji by objąć prowadzenie, by następnie otrzymać „gonga”, po którym wytracił swój impet. W drugiej połowie znowu mamy identyczny obrazek – zdeterminowana ekipa braci Rychta robi co może by wyrównać, z kolei Marcova wypuszcza jeden atak, podwyższa prowadzenie i jest po meczu. Beniaminek pierwszej ligi po tym golu nabiera wiatru w żagle i zaczyna punktować faworytów. Fantastyczne dwie bramki z główki zdobywa Mateusz Gawłowski, którego „dosiężny” jest pewnie lepszy niż niejednego, zawodowego koszykarza. Al-Marowi udaje się jedynie uratować honor i po raz drugi z rzędu przegrywa mecz w stosunku 1:5. I nie bójmy się tego napisać – mistrz drugiej edycji nie nawiąże do tego, co udało mu się przed dwoma laty. Dwanaście punktów straty po sześciu kolejkach – tego nie przewidzieliby nawet najstarsi Indianie.

Z kolei piętnaście „oczek” na swoim koncie ma In-Plus. W chłodny, wczorajszy wieczór team Patryka Gall uporał się w derbach Marek z Incognito i niby nie powinno to być dla nikogo zaskoczenie, ale to nie był łatwy mecz dla faworytów. Przeciwnicy zagrali bowiem dobre spotkanie i styl który pokazali chcielibyśmy oglądać w ich wykonaniu co tydzień. Oczywiście nie mieli oni takiej łatwości w kreowaniu okazji jak bracia Szeliga i spółka, ale mimo to wielokrotnie zagrażali Sebastianowi Puławskiemu i przy odrobinie szczęścia mogli pokusić się o coś więcej. Trudno – nie udało się, ale to jest mecz z gatunku: "ok, nie daliśmy radę, ale przynajmniej nie mamy sobie wiele do zarzucenia”. Przegrani muszą popracować nad skutecznością, bo przy stanie 1:3 mieli sporo okazji do zdobycia bramki kontaktowej i chociaż ostatecznie ją zainkasowali, to stracili na to za dużo czasu. Tych minut im później zabrakło, ale trochę rywala zza miedzy na pewno postraszyli.

Mecz do jednej bramki – tak z kolei możemy opisać starcie Na Fantazji ze Spartą. Sugerowaliśmy, iż Fantazyjni mogą nie być w optymalnej formie w niedzielę i te obawy się potwierdziły. Od niektórych zawodników czuć było, że dopiero co wstali od stołu, ale chwała im, że przyjechali, że powalczyli, że nie upierali się iż to spotkanie trzeba przełożyć. Wiadomo – szans na zwycięstwo praktycznie nie było, chociaż nieudolność Sparty powodowała, że wynik długo pozostawał nierozstrzygnięty. Gracze w pomarańczowych koszulkach wielokrotnie marnowali dogodne okazje strzeleckie i szanując ich zwycięstwo, to musimy napisać, że to nie był przypadek, iż tak długo czekali w tym sezonie na pierwszy triumf. Na dobrą sprawę, to powinni tutaj wygrać przynajmniej trzy razy tyle, no ale suma sumarum – dobrze, że w ogóle zwyciężyli. Remis byłby tutaj blamażem, lecz szczęśliwie udało się tego scenariusza uniknąć.

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji Organizator - Michał Kaźmierski powrót na zwycięską ścieżkę tego pierwszego ;) W całym spotkaniu remis 3:3.

Oczywiście zapraszamy na przestrzeni całego tygodnia do regularnego odwiedzania sserwisu. Każdego dnia znajdziecie tutaj coś dla siebie.


Dodaj komentarz

filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1