Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

Al-Mar zatrzymany przez Spartę! Druga wpadka WLSP.

09
Paź

Pewnie mało kto się spodziewał, że seria obrońców tytułów zatrzyma się właśnie w tę niedzielę. Ale remis był w tym spotkaniu naprawdę sprawiedliwym rozstrzygnięciem.

Mecz Al-Mar – Sparta rozpoczął się kilka minut po godzinie 8:00. W porównaniu do poprzedniego starcia zespołu Jacka Słońskiego, ławka rezerwowych tej ekipy była zdecydowanie krótsza, ale kto wie, czy właśnie nie to, przełożyło się na końcowy efekt. Gracze w pomarańczowych koszulkach od samego początku grali bardzo konsekwentnie i wcale nie zamurowali bramki, czego chyba wszyscy się spodziewaliśmy. Co więcej – w pierwszej połowie mieli stuprocentową okazję, by wyjść na prowadzenie, ale minimalnie pomylił się Mateusz Bala. W drugiej odsłonie Al-Mar podkręcił tempo i gdyby Łukasz Godlewski w 32 minucie wykorzystał sytuację, gdzie był 5 metrów od bramki, to pewnie skończyłoby się na 1:0. Ale tak się nie stało. I nawet kapitan urzędujących mistrzów stwierdził po wszystkim, że „tamci dobrze zagrali, prawie nic nie mieliśmy”. Nic dodać, nic ująć – brawo Sparta!

Emocje do samego końca zapewnili nam również zawodnicy Ursynowa i OSK Auto-Rak. Raczki – tradycyjnie już – pierwszą połowę mieli rewelacyjną i prowadzili w niej 2:0. Ich problemem są jednak drugie połowy i tutaj nie było odstępstwa od reguły. Ursynów najpierw zdobył gola na 1:2, później wyrównał, a była też okazja, by znalazł się na prowadzeniu. Wtedy OSK zdecydowało się na – jak zwykle w takich momentach – przesunięcie swojego środkowego obrońcy Maćka Gałązki, bliżej pola karnego rywali. I to przyniosło efekt – jego uderzenie w sam róg bramki, zapewniło młodym wilkom z Wołomina pierwsze trzy punkty w sezonie. Przegrani mogą żałować, bo ich powrót do meczu był kapitalny, z kolei po rywalach widać było, że tracą grunt pod nogami. A przynajmniej tak się wydawało...

Samodzielnym liderem drugiej ligi zostały zaś Sokoły. Przez tydzień to pierwsze miejsce Rafał Kusiak i spółka musieli współdzielić z Promilem, ale po pokonaniu Incognito i równoczesnej porażce Promila z Marcovą, miejscowi być może rozpoczęli właśnie próbę oderwania się od peletonu. Przeciwko markowianom liderzy zagrali to, czego mogliśmy się spodziewać. Mimo chaotycznego początku i straty bramki, szybko się otrząsnęli, wykorzystali swoje dwie szanse i do przerwy prowadzili. Po niej znów lepszy fragment mieli podopieczni Mariusza Kwiatkowskiego, którzy doprowadzili do wyrównania, ale prosty błąd w środku pola, kosztował ich utratę gola na 2:3. Końcówka to już desperackie próby zdobycia trzeciej bramki, ale Sokoły skutecznie się bronią i tuż przed ostatnim gwizdkiem zadają pieczętujący cios. Konia z rzędem temu, kto przewidział taki start zielonkowskich weteranów.

A chyba jeszcze większą niespodzianką jest remis Retro Squadu z WLSP. Niemal każdy, kto później przychodził na stadion i oczekiwał na swój pojedynek podpytywał jak mogło do tego dojść. No cóż – była to wypadkowa świetnej postawy ekipy Kamila Wójcickiego, no i szczęścia, które w wielu sytuacjach sprzyjało zawodnikom z Radzymina. Łącznie naliczyliśmy dwa strzały w słupek (z czego jeden w ostatniej akcji), raz w poprzeczkę + kilka doskonałych okazji. Co więcej – WLSP do 19 minuty grało o jednego zawodnika więcej! To naprawdę należało wykorzystać, tymczasem drużyna Pawła Buli chyba sądziła, że prędzej czy później i tak wszystko pójdzie po jej myśli. Pierwszym niewykorzystanym okazjom towarzyszył śmiech, ale z każdą uciekającą minutą robiło się nerwowo, a gdy Kamil Wójcicki wykorzystał kontrę Retro, wtedy miny graczom WLSP zrzedły. Mimo szybkiego doprowadzenia do stanu 1:1, później nic nie chciało wpaść, a trzeba było uważać, bo Squad też kilka razy zagroził Grześkowi Reterskiemu. Finałowy gwizdek zawodnicy Retro przyjęli z ogromną ulgą. Włożyli w ten mecz dużo zdrowia i na pewno zapamiętają go na długo.

Szalony przebieg miała również konfrontacja Maliny z In-Plusem. To była walka o pierwsze zwycięstwo w tej edycji i zdecydowanie lepiej wszystko rozpoczęło się dla zespołu z Wołomina. Już po 13 minutach i dwóch golach Piotrka Manaja, Malina bezpiecznie prowadziła a niewiele brakowało, by stan posiadania powiększyła. W miarę upływu czasu Księgowi zaczęli jednak przejmować inicjatywę, czego skutkiem była dość szczęśliwa bramka na 1:2, tuż przed przerwą. Na początku finałowej odsłony markowianie błyskawicznie wyrównują i widząc, że przeciwnik wygląda podobnie jak oni w pierwszym kwadransie, zaczynają go punktować. Zaraz robi się 3:2, później 4:2, ale Malina nie odpuszcza i za sprawą będącego „w gazie” Piotrka Manaja zmniejsza straty na 6 minut przed końcem. Ale to było wszystko, co byli w stanie zdziałać tego popołudnia. Może gdyby mieli jedną czy dwie zmiany więcej, wyglądałoby to inaczej, jednak to już tylko gdybanie. In-Plusowi na pewno należą się pochwały za powrót do meczu, chociaż gdyby to był Al-Mar czy Andromeda, to nie chcemy myśleć, ile razy Sebastian Puławski musiałby w pierwszej połowie wyciągać piłkę z siatki. Niektóre decyzje zawodników czy ich nieporozumienia, gdzie dwóch graczy zderza się ze sobą – z całym szacunkiem – nadawało się to do „futbolowych jaj”. Ale przynajmniej skończyło happy endem.

Szczęśliwego końca nie doczekali natomiast przedstawiciele Kati-Kominków. W niezwykle ważnym dla siebie spotkaniu, mimo dobrej gry, ulegli 0:1 Dar-Marowi. Nie wiemy, czy nasze słowa z ostatnich artykułów miały na to wpływ, ale wreszcie zobaczyliśmy takie Kominki, jakie chcielibyśmy oglądać zawsze. Determinacji nie brakowało już od pierwszych minut, ale wystarczył jeden brak koncentracji i Sławek Lubelski zapewnił całą pulę ekipie z Kobyłki. Nie jesteśmy jednak na tyle odważni, by napisać, że było to zasłużone zwycięstwo, ale na pewno było ono w stylu ekipy Mirka Bryla. Wymęczone, po walce, gdzie pomogła dobra dyspozycja bramkarza i duża konsekwencja w grze. Chłopaki z Kati zrobili na nas lepsze wrażenie, choć być może zdeterminował to wynik. Tu już od 6 minuty było 0:1, więc ich większe posiadanie, z którego wiele razy zrobili fajny użytek, było zrozumiałe. Tylko co z tego, skoro efekt jest taki sam jak przed tygodniem. I przed dwoma, i przed trzema...

Po porażce z Promilem szybko przebudziła się Bartycka. Ok – w rywalizacji z JFK podopieczni Radka Sitaka, też dość długo się męczyli, ale w ich przypadku najważniejszy był cel. Pierwsza połowa była wyrównana – JFK grało za mało ofensywnie i pozbawiony wsparcia Norbert Woźniak był w ataku bezradny. Z kolei Bartycka prezentowała się dobrze tylko do pewnej strefy. Brakowało dokładnego ostatniego podania, ale nie tylko to było przedmiotem ożywionej dyskusji w przerwie spotkania. Na szczęście mocne słowa jakie wówczas padły – podziałały. W 30 minucie niezawodny Jarek Rudy zdobywa pierwszą bramkę w tym spotkaniu i chociaż JFK dzielnie walczy o remis, to śmiertelny cios zadaje jej własny bramkarza. Klaudiusz Waś chyba nieprzypadkowo krzyknął przed wybiciem piątki „wybić?”, bo nie był pewny, czy zrobi to dobrze. Ale ponieważ nikt się nie kwapił, to sprawę wziął w swoje nogi i... podał piłkę wprost pod nogi przeciwnika. Ten skorzystał z prezentu, zrobiło się 0:2, a skończyło na 0:3. Szkoda tak wysokiej porażki, zwłaszcza gdy widzimy, że taki Grzegorz Laskowski wchodzi na plac i biega do każdej piłki. Niestety – jeżeli gole podaje się rywalowi na tacy, to tak to się musi kończyć...

Brutalnie sprowadzeni na ziemię – taki mogą o sobie napisać po niedzielnej potyczce zawodnicy Promila. Mieliśmy nadzieję, że ich mecz z Marcovą będzie obustronną wymianą ciosów, tymczasem jeden z uczestników tej walki, nie miał tutaj praktycznie żadnych argumentów. Triumfatorzy udowodnili, że mają pierwszoligowe aspiracje, jak również zawodników, którzy prezentują taki właśnie poziom. Tym razem – oprócz jak zwykle dobrze grającego Damiana Zajdowskiego – świetnie zaprezentował się nowy gracz, Damian Parys. Swoje w obronie zrobił też Mateusz Gawłowski i nawet Konrad Bulik miał problemy, by wygrać z nim wyścig o piłkę, a wiemy, jak szybki to zawodnik. Promil musi o tym meczu szybko zapomnieć, bo to wyraźnie nie był jego dzień. Chociaż – nawet gdyby był, to nawet o remis byłoby tutaj niesłychanie ciężko.

A skoro przy remisach jesteśmy, to praktycznie w ostatniej chwili jeden punkt uratowała Andromeda. Ale to wcale nie musiało się tak ułożyć, bo gdyby zliczyć, ile ten zespół zmarnował wybornych okoliczności w pierwszej połowie, to mecz już wtedy dawno byłby pozamiatany. Tygrysy miały dużo szczęścia, jak również dobrze interweniującego Marcina Polkowskiego. A gdy do tego dołożymy dużą skuteczność, to powoli klaruje nam się scenariusz tego meczu. Tego spotkania na pewno do udanych nie zaliczy też golkiper Andromedy. Marcin Dudek sprezentował konkurentom trafienie na 1:2, a przy stanie 2:3 zobaczył czerwoną kartkę, za faul poza polem karnym na Adamie Drewnowskim. Wówczas sytuacja zespołu Wojtka Kuciaka była już nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza, że Tygrysy miały okazję, by dobić przeciwnika. Ale i tak wszystko wskazywało na to, iż Mariusz Magierek i spółka dowiozą zwycięstwo do końca. I wtedy głupi faul w polu karnym zanotował Paweł Żochowski. Kopnął on odwróconego plecami do bramki Arka Stępnia i gdy wybrzmiał gwizdek arbitra, mógł się tylko złapać za głowę. Karol Sochocki wytrzymał wojnę nerwów i jego celny strzał zakończył ten trzymający w napięciu mecz w stosunku 3:3. Jedni i drudzy odczuwają pewnie spory niedosyt, chociaż gdyby Tigerowi dać punkt przed meczem, gdzie przecież musieli sobie radzić bez Pawła Gołaszewskiego, wzięliby go pewnie z pocałowaniem rąk.

Ostatni mecz tej serii, czyli derby Zielonki między FC Hash a FC United, odbędzie się we wtorek o 21:00. Terminarz na piątą serię już jest, ale godziny pojawią się najpóźniej jutro rano.

I na koniec taka mała uwaga co do ewolucji przeprowadzania zmian w trakcie spotkania. W niektórych meczach było trochę zamieszania z nowym przepisem, ale nie mamy wątpliwości, że z czasem będzie lepiej i wszyscy się przyzwyczają. A może macie jeszcze inne pomysły, które przyczynią się do rozwoju rozgrywek? Jakby co piszcie. My jeden z nich przedstawimy Wam jutro rano.

PS: pamiętajcie o lajkowaniu naszych artykułów! Odpowiednie przyciski znajdują się poniżej. 


Dodaj komentarz

andromeda puchar1 andromeda puchar1R