Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

Kapitalny powrót Dar-Maru. Sokoły liderem drugiej ligi.

02
Paź

Nie sądziliśmy, że już po trzech kolejkach w rozgrywkach będzie tylko jeden zespół z kompletem punktów. Ale jeśli kogo mielibyśmy o taki wyczyn posądzić, to tylko aktualnych mistrzów.

Zanim jednak przejdziemy do Al-Maru, chcemy Wam w skrócie opowiedzieć, co działo się we wszystkich niedzielnych pojedynkach. A zaczęliśmy bardzo wcześnie, bo już o 8:30 swój mecz rozpoczęli Ursynów i Incognito. Pisaliśmy w zapowiedziach, że tutaj wiele goli nie padnie i nie przeszacowaliśmy możliwości jednych i drugich. Inna sprawa, że okazje były, a niektóre z tych, którymi dysponowali podopieczni Mariusza Kwiatkowskiego, można nazwać klasycznymi „patelniami”. Tylko co z tego, skoro nawet pusta bramka dla jednego z zawodników Incognito, okazała się wyzwaniem nie do przeskoczenia. Tym samym markowianie tracą punkty już po raz drugi w tym sezonie, gdzie z przebiegu spotkania są lepsi, ale nie potrafią tego udokumentować.

Z kolejki na kolejkę rozkręca się za to FC Hash. Na inaugurację była minimalna porażka z Dar-Marem, później efektowne 3:0 z In-Plusem, a teraz Piotrek Dudziński i spółka zasłużenie ograli Kati-Kominki. Determinację widać u Haszystów gołym okiem, jakby wyczuli, że właśnie kosztem swoich ostatnich przeciwników, mogliby wskoczyć na podium tej edycji. Bo niby dlaczego nie? Inna sprawa, że Kati – podobnie jak z Al-Marem – tak i teraz zrobiło wiele, by ułatwić przeciwnikowi zadanie. Ich gra jest statyczna, nie ma elementu zaskoczenia i dopiero gdy wynik robi się zły, gracze z Duczek biorą się w garść. I niewiele zabrakło, żeby i tutaj w ostatniej chwili doszło do podziału punktów, ale Kamilowi Melcherowi i Konradowi Kupcowi zabrakło szczęścia, by pokonać Wojtka Kołodziejczyka. Tylko dlaczego to wszystko znowu tak późno?

A jeśli piszemy już o finiszu, to zabójczą końcówkę zafundowali wszystkim zawodnicy Dar-Maru. Ich starcie z Andromedą zapowiadało się na hit, tymczasem już po kilku minutach, Arek Stępień wywalczył dwa rzuty karne, po czym dwukrotnie oszukał Norberta Kucharczyka i wicemistrzowie rozgrywek prowadzili 2:0. I mieli kilka okazji na zamknięcie meczu, ale nie wykorzystując ich, dali drugie życie drużynie z Kobyłki. A ta nie załamała się początkowymi trudnościami i konsekwentnie dążyła, by nie zaliczyć pierwszej porażki w sezonie. Finałowe minuty drugiej połowy to już ogromna przewaga ekipy Mirka Bryla, która najpierw doprowadziła do stanu 1:2, a praktycznie w ostatniej akcji, zapewniła sobie remis! Wiara w sukces Darmarowców została nagrodzona, a ojcem tego wyczynu był autor obydwu goli – Sławek Lubelski.

Podobnych emocji spodziewaliśmy się w innym meczu pierwszej ligi. Al-Mar grał z In-Plusem, który według nas wcale nie stał tutaj na straconej pozycji. Przez długi czas podopieczni Patryka Gall byli zresztą wartościowym przeciwnikiem, który chociaż dość szybko stracił pierwszego gola (4 minuta), to wcale nie dał się zdominować. Gdyby dodatkowo niektóre sytuacje Księgowi rozegrali inaczej, to być może mielibyśmy do czynienia z interesującym finałem. Niestety dla widowiska – tak się nie stało. Obrońcy tytułu w 38 minucie podwyższyli stan posiadania i stało się jasne, że w podróż powrotną do Wołomina zabiorą całą pulę. In-Plus nie tylko nie był w stanie odpowiedzieć, ale stracił jeszcze jednego gola i mimo całkiem niezłego wrażenia, zanotował drugą z rzędu porażkę. Al-Mar wygrał z kolei po raz piętnasty!

A dość niespodziewanie liderem drugiej ligi właśnie zostały Sokoły! Tym razem zielonkowscy weterani w pokonanym polu pozostawili OSK Auto-Rak. A wcale nie było to takie pewne, bo mecz źle się dla miejscowych ułożył, ale w miarę upływu czasu, kontrola nad spotkaniem zdawała się wracać do Rafała Kusiaki i spółki, przez co i wynik zaczął się odwracać. Przy stanie 2:1, Raczki zdołały jeszcze doprowadzić do remisu, ale decydujący cios zadał niezawodny Chrystian Karczewski. Przegranym brakuje boiskowego cwaniactwa. Czasami zbyt dużą liczbą zawodników chcą atakować, a część z tych graczy nie zawsze wraca się do obrony, co przy uwielbiających grę z kontry Sokołach, musiało się tak skończyć. Jakieś wnioski trzeba jednak wyciągnąć, bo to trzeci mecz z rzędu, gdzie OSK wychodzi na prowadzenie i tyle samo razy, nie potrafi dowieźć go do samego końca.

Tuż za plecami Sokołów ulokował się z kolei Promil. Ekipa z Woli Rasztowskiej podejmowała inny zespół, który należy w tym momencie do ligowej czołówki, czyli FC Bartycką. I wygrała go, sprawę załatwiając w pierwszej połowie. Gole Konrada Bulika i Łukasza Polaka pozwoliły triumfatorom na delikatne wycofanie na własną połowę, ale Promil wciąż pozostawał groźny i gdyby chociaż jedną z kilku stuprocentowych okazji wykorzystał Tomek Kryszkiewicz, to dawno byłoby po meczu. A tak Bartycka w drugiej odsłonie przystąpiła do próby kolejnej remontady. I gdy w 35 minucie Maksym Domański strzelił gola na 1:2, wydawało się, że to znowu się uda! Nic z tego – Promil nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa, czym potwierdził, iż z niedzielnym przeciwnikiem grać lubi i potrafi. Bartyckiej pogodzenie się z porażką na pewno przyszło z trudem, ale to, że już dwa razy udało się jej wyjść ze stanu 0:2 nie oznaczało, że tak będzie już zawsze.

Spotkanie na poziomie pierwszoligowym (chociaż grali drugoligowcy) oglądaliśmy natomiast od godziny 13:30. WLSP rywalizowało z Marcovą, a więc główny faworyt do wygrania drugiej ligi, mierzył się z dotychczasowym liderem. I mecz nie zawiódł, bo chociaż ekipa Pawła Buli była lepsza i wygrała zasłużenie, to przegrani wstydzić się swojej postawy nie muszą. Pamiętajmy, że to nowy zespół, który dopiero zbiera doświadczenie i to jeszcze w wielu sytuacjach dobrze widać. Ale dzięki temu, że Ernest Wiśniewski nie zarządził „obrony Częstochowy” na mecz przyjemnie się patrzyło. WLSP skorzystało z okazji, że wreszcie nie musi odparkowywać autobusu z pola karnego rywali i grało z polotem. Nawet w sytuacji, gdzie było już 2:0 i Marcova zaliczyła trafienie kontaktowe, faworyci nie stracili chłodnej głowy i natychmiast odpowiedzieli. Ciekawe, czy był to pojedynek dwóch przyszłych pierwszoligowców, ale taki scenariusz ma naprawdę mocne podstawy.

Pierwszego zwycięstwa w trzeciej edycji szukały z kolei JFK Warszawa i Retro Squad. Dwie premierowe kolejki nie ułożyły się po ich myśli, dlatego ze szczególną koncentracją należało podejść do trzeciej próby. Kto wie, czy to myślenie, byle tylko nie przegrać i nie dać się zepchnąć w dół ligowej tabeli, troszkę nie sparaliżowało zawodników. Pierwsza połowa to praktycznie jedna godna odnotowania akcja, po której Adam Czycza z JFK trafił w słupek. W drugiej odsłonie drużyny miały podobną liczbę okazji, chociaż piłka lepiej „chodziła” u zawodników ze stolicy. W Retro podobali nam się natomiast obrońcy – Paweł Ziółkowski czyścił wszystko, a to samo robił Artur Augustyniak, który dodatkowo fajnie podłączał się do ofensywnych akcji. I to właśnie on był autorem „złotego” gola! Płaskie podanie z rzutu wolnego wykonał Kamil Wójcicki, a chytrym strzałem z prawej nogi Artur Augustyniak zaskoczył Roberta Johanssona i Retro prowadziło. JFK walczyło o remis, chłopaki mieli jeszcze dobrą okazję po strzale głową, ale na nic to się zdało. Te pierwsze spotkania to prawdziwa lekcja pokory dla braci Wrońskich i spółki...

A niedzielę kończyła ciekawie zapowiadająca się konfrontacja Tigera ze Spartą. Już rok temu ci drudzy pokazali, że potrafią okiełznać Tygrysy i teraz również, przez długi czas wydawało się, że zwycięstwo będzie ich. W wyniku koncertowej gry Ernesta Wietraka, jak również bardzo solidnej postawy bloku obronnego, Spartanie do przerwy prowadzili 2:0. Później zrobili jednak trochę zmian i według niektórych zawodników, to właśnie one były początkiem nieszczęść. Z jednej strony coś w tym jest, ale co ma zrobić Jacek Słoński, gdy na mecz przyjeżdża 14 chętnych? Sam kapitan nie zdecydował się wchodzić, byle dać więcej pograć innym. Dlatego w pełni rozumiemy jego postawę, chociaż na jego miejscu nie zdecydowalibyśmy się na zdjęcie z boiska Darka Oleksiaka. To taki typ zawodnika, który o swoim zejściu powinien decydować sam – w przeciwnym wypadku powinien grać od deski do deski. Jego brak na początku finałowej odsłony rozregulował drużynę i późniejsza próba ratowania sytuacji na nic się zdała. Tiger złapał wiatr w żagle, doprowadził do remisu, a tuż przed ostatnim gwizdkiem zadał decydujący cios. Miny Spartan można sobie wyobrazić, podobnie jak radość rywali, którzy zaliczyli błyskawiczną wyprawę z piekła do nieba.

Przypominamy, że ostatni mecz tej serii między FC United i Maliną odbędzie się we wtorek 03.10.2017, o godzinie 20:10! Gdy zamkniemy nim kolejkę, wówczas będziemy mogli przejść do wszystkich podsumowań (szczegółowe opisy pojawią się w czwartek).

Na stronie uzupełniliśmy już raporty meczowe, jak również wrzuciliśmy zdjęcia indywidualne (do profili) i grupowe (tam gdzie skład zespołu). Gdyby kogoś interesowało ściągnięcie fotek drużynowych w lepszej jakości niż z Facebooka, to może to zrobić TUTAJ.

Terminarz na czwartą serię pojawi się jutro rano. Problem z najbliższą niedzielą jest taki, że o 18:00 Polacy grają z Czarnogórą ostatni mecz eliminacji do MŚ. Domyślamy się, że wszyscy chcą go obejrzeć, dlatego musimy grę rozpocząć od 8:00. Jeśli więc ktoś jeszcze nie wysłał swoich „marzeń grafikowych”, niech weźmie pod uwagę powyższe.

PS: pamiętajcie o lajkowaniu naszych artykułów! Odpowiedni przycisk znajdziecie poniżej.


Dodaj komentarz

andromeda puchar1 andromeda puchar1R