Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Dar-Mar na łopatkach. Ursynów lepszy w meczu przyjaźni.

07
Paź

Gdy zapowiadamy mecz i przedstawiamy Wam nasz typ, a następnie oglądamy dane spotkanie i wynik nijak ma się do naszej prognozy, dla wielu z Was to powód do delikatnej szyderki. I wcale nam to nie przeszkadza, bo trzeba pamiętać, że „amatorskie ligi rządzą się swoimi” prawami.

Potwierdzenie powyższych słów? Proszę bardzo – pierwszy niedzielny mecz, w którym przepowiadaliśmy dość gładkie zwycięstwo Nauki Jazdy u Sławka nad Incognito. Końcowy wynik? 0:1. Ale równie dobrze rezultat mógł być (czy nawet powinien być) odwrotny, bo chociaż było to spotkanie na remis, to w 45 minucie Mateusz Marcinkiewicz nie wykorzystał świetnego podania Sebastiana Radzkiego i mając na nodze piłkę meczową dla swojej drużyny, posłał ją nad poprzeczką. A że niewykorzystane sytuacje uwielbiają się mścić, to minutę przed końcem sędzia dyktuje rzut wolny dla Incognito, Kamil Ryński precyzyjnym strzałem oszukuje Kubę Balceraka i trzy punkty pojechały do Marek. Ale tak jak powiedzieliśmy – widać było, że jedni i drudzy zdawali sobie sprawę z rangi spotkania i podział punktów byłby tutaj rozstrzygnięciem sprawiedliwym. Nikt bowiem nie zbudował sobie na tyle dużej przewagi, że gdyby skończyło się inaczej, to mógłby się poczuć zawiedziony. Zadecydowały więc detale i trochę szczęścia – czyli coś, czego nawet wszechwiedzący organizator nie zawsze jest w stanie przewidzieć ;)

Teraz niestety przykra informacja – wczoraj jedno spotkanie nie doszło do skutku. Sokoły zebrały zaledwie sześć osób chętnych do gry i nie podjęły rękawicy w rywalizacji Tigerem. Granie w tym składzie osobowym nie miało jednak sensu – co prawda sześciu graczy to minimalna liczba do rozpoczęcia spotkania, ale dodajmy że dwóch zawodników z tej szóstki narzekało na urazy i wszystko to mogło się skończyć rekordowym pogromem w historii ligi czy wypaczeniem statystyk indywidualnych. Ale jako organizatorzy staniemy na głowie, by pomóc zielonkowskim weteranom. Rafałowi Kusiakowi i spółce nie brakuje bowiem charakteru, tylko kilku dodatkowych par płuc. Wierzymy, że to się niedługo zmieni i będzie to pierwszy a zarazem ostatni walkower, jacy miejscowi zdali w trwających rozgrywkach.

Ryzyka, że starcie się nie odbędzie nie było za to w kolejnej parze. Wręcz przeciwnie – Ursynów kontra ŻoliBoli to był raczej mecz przyjaźni, bo tak jak już pisaliśmy w zapowiedziach – pięciu zawodników z obecnej kadry SSC grało w poprzedniej edycji w zespole Roberta Biskupskiego. Do Zielonki przyjechała ostatecznie czwórka z nich – ale co najgorsze dla ŻoliBoli, ten którego zabrakło nazywał się Szymon Tokaj. Szymon to centralna postać ligowego debiutanta i jego nieobecność była bardzo widoczna. A Ursynów to wykorzystał – co prawda w drugiej połowie najadł się trochę strachu, bo rywal wyrównał losy rywalizacji i wydawało się, że jest blisko kolejnego trafienia, ale najpierw gola po kapitalnym indywidualnym rajdzie zdobył Piotrek Miętus, a potem swoje zrobił Mateusz Muszyński, który mecz skończył z hat-trickiem, a spotkanie wynikiem 4:1. Trudno teraz stwierdzić, czy mając w szeregach swojego najlepszego zawodnika ŻoliBoli byłoby w stanie wywalczyć tutaj jakieś punkty, ale na pewno emocji byłoby tutaj zdecydowanie więcej. Ale to tylko kolejny przykład na urok amatorskich rozgrywek. Czasem wystarczy, że brakuje jednego człowieka i z faworyta stajesz się outsiderem...

W kolejnym spotkaniu z wczoraj Al-Mar Wołomin pokonał 5:2 Retro Squad. Starcie rozpoczęło się wybornie dla obozu Szymona Strychalskiego – z trzech akcji jakie sobie stworzyli, dwie zamienili na bramki. W teorii nie ma chyba nic lepszego, niż już na wstępie zbudowanie sobie takiej przewagi, ale jak się później okazało – były to jedynie miłe złego początki. Al-Mar nic sobie nie zrobił z trudnych okoliczności, szybko podkręcił tempo i po dwóch stałych fragmentach gry (rzut karny i rzut wolny) wyrównał. A przed przerwą był już na prowadzeniu, co było efektem totalnego pogubienia Squadu, który w obronie przypominał dzieci we mgle. A że w drugiej połowie wcale nie było lepiej, to niestety skończyło się na wysokiej porażce. Wyraźnie w zespole przegranych brakowało Irka Zygartowicza, a problem spotęgował się, gdy kontuzji doznał inny uczestnik bloku obronnego Retro – Łukasz Kowalski. No i niestety – znowu nie udało się wygrać, a jedynie postraszyć faworyta. Na szczęście poza Offsidem, Squad ma już w terminarzu głównie drużyny z dołu tabeli i może to mu wreszcie pozwoli, by w pełni nie zanurzyć się na pierwszoligowym dnie.

A pewnie wiele osób, które wczoraj śledziło wyniki, było zdziwionych dość niskimi rozmiarami zwycięstwa In-Plusu nad Marcovą. To teraz zaskoczymy Was jeszcze bardziej – tutaj wcale nie brakowało dużo, by Fioletowi mieli na swoim rozkładzie mistrza rozgrywek! Ten zespół zagrał naprawdę świetne zawody, nawet jeśli spory w tym udział miał... bramkarz rywali. Nie był to dzień Patryka Rutkowskiego, który maczał palce praktycznie przy każdym trafieniu Marcovy, aczkolwiek trudno też wymagać od tego zawodnika cudów – nie jest wszak nominalnym golkiperem. W każdym razie Mateusz Gawłowski i spółka, chociaż przegrywali 1:3 doszli do stanu 3:3, a potem mieli dwie WYBORNE okazje, by wyjść na prowadzenie. Najpierw Ernest Wiśniewski strzelił z bliska nad poprzeczką, a potem Janek Czerwonka trafił w słupek! Gdyby chociaż jedną z tych okazji udało się wykorzystać, to kto wie... A tak za chwilę In-Plus zdobył kluczowego gola na 4:3 i dowiózł zwycięstwo do finałowych sekund. Mimo to duże brawa dla przegranych, bo chociaż grali bez zmian, to pokazali kawał dobrego futbolu. Księgowi trochę się tutaj prześlizgnęli i to musi być dla nich nauczka, że nikt niczego nie da im za darmo.

Niezwykle cenne zwycięstwo zapisała za to na swoje konto Wola Rasztowska. Chłopaki nie mieli najmilszych wspomnień z dotychczasowych potyczek z Al-Majem, ale wreszcie udało im się przełamać hegemonię przeciwnika. Ten mecz miał różne fazy, bo zaczęło się perfekcyjnie dla Woli, która grała bardzo mądrze i zbudowała sobie dwubramkową przewagę. Niepokój w jej szeregi wkradł się w wyniku trafienia "do szatni" Andrzeja Rogalskiego, co z kolei pozwoliło uwierzyć markowianom, że nie wszystko tutaj stracone. I ten zespół wziął się w drugiej części spotkania solidnie do pracy, aż wreszcie Rafał Saks wyrównał. Wtedy bylibyśmy skłonni uwierzyć, że trzy punkty pojadą z zespołem Grześka Wojdy, ale inny plan miał Łukasz Urbanik. To on zdobył kluczowego gola w tej rywalizacji, który przywrócił pewność w grze drużyny w żółto-czarnych koszulkach. A emocje sięgnęły zenitu w samej końcówce. Al-Maj, który po faulu taktycznym Andrzeja Rogalskiego grał o jednego mniej, miał w 50 minucie piłkę na remis, lecz Darek Waś kapitalnie odbił uderzenie Przemka Styczyńskiego! To była wyłącznie kwestia instynktu bramkarza Woli, że nie skończyło się podziałem punktów. Al-Maj po tej sytuacji zdążył jeszcze stracić jednego gola i finalnie przegrał 2:4. Wola mogła więc odetchnąć, bo choć wygrała zasłużenie, to ten moment nieuwagi mógł ją bardzo drogo kosztować.

Natomiast bez dwóch zdań najlepszy i najbardziej emocjonujący mecz czwartej kolejki rozegrał się między Na Fantazji a AGD Marking. Ci drudzy byli dla nas murowanymi faworytami, a mecz zaczęli tak, że po czterech minutach mieli dwa gole straty. Mieliśmy nawet wrażenie, że te zespoły zamieniły się koszulkami, bo Fantazja grała z polotem, a Marking łatwo dawał się ogrywać. Ale podświadomie czuliśmy, że to nie może trwać wiecznie. Kolejne cztery minuty na stoperze i jest już 2:2! I tak ta wymiana ciosów trwała w najlepsze, ale nadal byliśmy święcie przekonani, że kwestią czasu jest, gdy Fantazyjni „spuchną” a rywale odjadą z wynikiem. Nic takiego jednak nie nastąpiło – to drużyna w białych koszulkach wciąż uciekała, a Marking starał się ją gonić. I robił to skutecznie, bo w 44 minucie mieliśmy już 4:4! W samej końcówce AGD dysponowało jeszcze kilkoma stałymi fragmentami gry, lecz nie potrafiło ich wykorzystać i skończyło się remisem. I bardzo dobrze, bo to był świetny pojedynek, z efektownymi golami, gdzie byłoby niesprawiedliwym, gdyby jedna z tych ekip musiała wracać do domów z niczym. Oby więcej takich spotkań, bo nikt kto był na trybunach, nie mógł się tutaj nudzić nawet przez chwilę.

Mieliśmy nadzieję, że wstęp czy końcówkę z poprzedniego akapitu, będziemy mogli wykorzystać również przy opisie spotkania Dar-Mar - Offside. Niestety nie tym razem. W hicie kolejki drużyna wicemistrzów rozgrywek rozbiła brązowych medalistów poprzedniego sezonu aż 7:1. Początek nie zwiastował jeszcze masakry, ale od 13 do 17 minuty Offside zdobył trzy gole pod rząd i było praktycznie po herbacie. Promyk nadziei w to, że tutaj będzie jeszcze ciekawie wlała w 38 minucie bramka Damiana Zajdowskiego. Była to zresztą konsekwencja lepszej gry zespołu z Kobyłki, który za chwilę mógł nawet pokusić się o trafienie kontaktowe, ale Bartek Roguski trafił w poprzeczkę. Zamiast 3:2 momentalnie zrobiło się 4:1, a potem Offside zaczął gnębić konkurenta i regularnie aplikował mu następne gole. Dar-Mar po prostu tego wieczora nie miał za bardzo argumentów. Brakowało mu przede wszystkim szybkości w defensywie, bo gdy rok temu wygrywał z Offsidem, to zablokował niezliczoną liczbę strzałów, a wszystko dlatego, że Paweł Godlewski czy Kuba Murawski nie odpuszczali na centymetr swoich rywali. Teraz tego zabrakło, a niech wszystkim do myślenia da to, że Offside również nie mógł skorzystać z wielu kluczowych dla siebie graczy. No ale może to i lepiej...

Troszkę zamieniliśmy kolejnością spotkania, ale poprzednie dwa ładnie łączyły nam się w jedną całość ;) Bo tak naprawdę wczoraj przedostatnim meczem nie był Dar-Mar – Offside, ale Drzewce – FC Hash. Derby Zielonki okazały się spotkaniem, które zwłaszcza przedstawiciele Drzewców zapamiętają na długo. Powód jest prosty – sztuką było ten mecz przegrać. Zielonkowska młodzież oddała ponad 20 strzałów, z czego ponad połowa była celna, z kolei Haszyści tylko cztery razy zatrudnili do interwencji Czarka Szczepanka, a zdobyli dwa gole i wygrali mecz! To oczywiście duże uproszczenie, ale dobrze pokazuje jak ta potyczka wyglądała. Drzewce miały wiele wybornych szans, by zamknąć mecz na długo przed końcem spotkania, ale trzeba oddać Stefanowi Neculi, że tego wieczora stanowił mur nie do przejścia dla rywali. I to dosłownie, bo jedyny gol jaki zdobyli Adrian Zając i spółka padł po trafieniu samobójczym. Triumfatorzy mieli tutaj mnóstwo szczęścia i wyszło ich całe ósemkowe cwaniactwo (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), jakie zbierali na Dziennikarskiej przez lata. Bo równie dobrze mogli tutaj przegrać z kretesem, a zamiast tego to z ich rąk Drzewce doznały chyba najbardziej bolesnej porażki, w swojej krótkiej przygodzie z Futboligą.

I przechodzimy do ostatniego spotkania, które zwieńczyło zmagania czwartej serii. Fil-Pol rywalizował ze Spartą i jak widać po wyniku, nie miał większych problemów, by skompletować całą pulę. Ten rezultat jest jednak trochę złudny. Bo nie odważylibyśmy się napisać, że w pierwszej połowie Sparta była słabsza od faworyzowanego przeciwnika. Wręcz przeciwnie – to ona sobie stwarzała bardziej dogodne okazje, tyle że nie potrafiła ich wykorzystać. To mogło mieć oczywiście tylko jeden skutek – zamiast prowadzić 1:0, zrobiło się 0:1, potem od razu 0:2 a druga połowa w wykonaniu beniaminka pierwszej ligi była już do zapomnienia. To, oraz kiepskie wyniki z poprzednich meczów spowodowały, że w tej drużynie słychać oznaki zrezygnowania. Jest to dla nas dziwne i gdyby faktycznie zaraz miało się okazać, że Sparta odpuści sobie granie, to apelujemy, by chłopaki zastanowili się, jaki komunikat w ten sposób wysłaliby reszcie uczestników. Że jak wygrywamy i dobrze idzie, to jest pełny skład, a jak nie idzie, to najlepiej spakować manatki? Panowie, sami sobie „zgotowaliście ten los” awansem, więc mamy nadzieję, że sprawę potraktujecie honorowo. A przykład – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi – weźcie z... Hashu. W tamtym sezonie szesnaście porażek i dwa remisy. Ale nawet przez chwilę nikt tam nie myślał o rezygnacji. Bo co innego przegrać, a co innego dać nogę za pas...

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Zawodnicy, po raz czwarty z rzędu lepsi ci drudzy. Chociaż w wielu przypadkach udało nam się przewidzieć niespodzianki (straty punktów Drzewcy czy Al-Maju), to zabrakło nam odwagi, bo zamiast na zwycięstwa ich rywali, stawialiśmy na remisy. Bywa ;)

Oczywiście zapraszamy Was by na przestrzeni całego tygodnia regularnie odwiedzać serwis. Jak zwykle będzie się dużo działo! Terminarz na kolejkę nr 5 pojawi się natomiast we wtorek po południu.

PS: czytasz nasze relacje? Polub je na Facebooku TUTAJ dla większego zasięgu. Z góry dzięki!


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819