Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Al-Mar ledwo uratował punkt. Remisowy początek debiutantów.

16
Wrz

Futboliga w swoim piątym wydaniu ruszyła na dobre! I chociaż poziom był niezły, to wiemy, że dopiero niedługo pokażecie na co Was naprawdę stać.

„Deklarowali się jak nigdy, zebrali się jak zawsze” - tak w skrócie można opisać pierwszy mecz tego sezonu w wykonaniu FC Hash. Ten zespół mierzył się na inaugurację z innym spadkowiczem z pierwszej ligi – Tigerem i chociaż Piotrek Dudziński zapowiadał obecność kilkunastu zawodników, to gdy rozpoczął się mecz, ławka rezerwowych ekipy z Zielonki była pusta. Co innego w obozie rywali – ci mieli praktycznie dwa składy, byli bardzo zmotywowani by dobrze rozpocząć i by wysłać pozytywne wieści do przebywającego za granicą kapitana Mariusza Magierka. I udało się to bez większych problemów. Tygrysy szybko zaznaczyły teren, wyrobiły sobie bezpieczną przewagę przed przerwą a w drugiej odsłonie kontrolowały przebieg spotkania. Od początku sezonu dobrą formę zaprezentował Adam Drewnowski - autor dwóch goli i asysty. W zastępstwie popularnego „Magiera”, bardzo przyzwoicie na środku obrony radził też sobie Łukasz Szewczak. Widać, że Tiger ma ochotę na szybki powrót do elity, co z kolei Haszystom – z taką grą jak w niedzielę – raczej grozić nie będzie.

Pierwsze punkty w sezonie zdążył już również stracić Al-Mar. Obóz Marcina Rychty był faworytem potyczki z Marcovą, tym bardziej że ci drudzy musieli sobie radzić wczoraj bez zmian, z kolei przeciwnicy mieli kilkunastu chętnych do gry. Przewaga Al-Maru była również w posiadaniu piłki, tylko że nic z niej nie wynikało. Konkurenci ograniczali się z kolei do prostych środków, a jednak to oni tworzyli groźniejsze akcje. Długo w bramkę nie mógł się strzelić Damian Parys, lecz gdy w 40 minucie wreszcie wykorzystał podanie Krzyśka Sowersa, wydawało się, że trzy punkty pojadą z Fioletowymi. Za chwilę gwóźdź do trumny Al-Maru powinien wbić Mateusz Tymiński, ale z bliskiej odległości trafił wprost w bramkarza. I to się zemściło – w 50 minucie fantastycznym strzałem z główki Tomka Gulczyńskiego pokonał Marcin Rychta i skończyło się remisem. Z przebiegu spotkania był to rezultat sprawiedliwy, ale nie uwierzymy, jeśli Marcova nie odczuwałaby po ostatnim gwizdku poczucia niedosytu. Chociaż chyba i tak inauguracja w wykonaniu tego zespołu wypadła lepiej, niż można się było spodziewać.

O remisie na starcie marzyło za to pewnie Incognito. Markowianie, podobnie jak rok temu, także i teraz rozgrywki wystartowali potyczką z Offsidem. Wtedy przegrali 1:4, natomiast w niedzielę teoretycznie zaliczyli progres, bo różnica goli wyniosła „tylko” dwie. Ale to wcale nie musiało się tak skończyć, bo szczególnie w pierwszej połowie, bracia Ryńscy i spółka kilka razy bardzo poważnie zagrozili świątyni Offsidu, tyle że brakowało wykończenia. Faworyci byli bardziej wydajni w swoich atakach i na początku finałowej części gry prowadzili już 2:0. Incognito nie rzuciło jednak ręcznika i po trafieniu kontaktowym autorstwa Krzyśka Kwiatkowskiego, nadzieja na punkty odżyła. Na więcej jednak nie było tej drużyny stać, a tuż przed końcem dobił ją jeszcze Sebastian Kozłowski. Zwycięzcy, chociaż grali bez wielu ważnych zawodników, udowodnili że nadal są mocni i że w tym roku znów podejmą rywalizację o najcenniejsze ligowe trofeum. Przegranym takie cele nie grożą, ale jeśli poprawią skuteczność, to pierwsze punkty będą jedynie kwestią czasu.

A jak zaprezentował się wczoraj pierwszy z nowych zespołów – AGD Marking? 50 minut jakie widzieliśmy w wykonaniu tej drużyny przeciwko FC Drzewce może napawać umiarkowanym optymizmem. Umiarkowanym, bo jednak debiutanci prowadzili już 2:0, a gdy masz taki wynik na kilka minut przed końcem, to musisz go dowieźć do finału. Ale Marking chyba zbyt szybko uwierzył, że nic mu w tej rywalizacji nie grozi i najpierw stracił pierwszą bramkę, a potem – po fantastycznym strzale Krystiana Krasowskiego – drugą. Sprawdziło się więc to, co pisaliśmy w zapowiedziach - rok temu to Drzewce płaciły w ten sposób za brak doświadczenia, a teraz to one w ten sposób kogoś ukarały. Ale gracze AGD podeszli do sprawy zdrowo-rozsądkowo. Tłumaczyli to pierwszym meczem, nowymi okolicznościami i w gruncie rzeczy ze swojej postawie (słusznie zresztą) byli zadowoleni. Drzewcom też się należą się ciepłe słowa, bo długo ten mecz im się nie układał, a mimo to potrafili wyjść z opresji i sposób w jaki wyszarpali ten punkt, był spektakularny. Jedyne co nam się w tej potyczce nie podobało, to bardzo poważna kontuzja Kuby Wrzoska. Ten zawodnik grał znakomite zawody, ale po ostrym wejściu jednego z rywali, czeka go przynajmniej trzy-miesięczna przerwa w grze. W naszej opinii sędzia powinien tutaj pokazać czerwoną kartkę, bo nawet jeśli nie było chęci (o co nie podejrzewamy zawodnika Markingu), to skutki były opłakane. Pamiętajmy więc, że to tylko zabawa a Kubie życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!

Liderem drugiej ligi po inauguracyjnej kolejce został za to Ursynów. O ile zwycięstwa tej drużyny nad Al-Maj Carem chyba nie można traktować w kategoriach sensacji, to jej rozmiary budzą już duże zdziwienie. Spieszymy to wszystko wyjaśnić – triumfatorzy mocno zmienili swój skład w porównaniu do poprzedniej edycji i jak na razie – nie mogą narzekać. Hat-trickiem popisał się Mateusz Hołda, bardzo mądrze piłki rozdzielał Olek Osadowski, nie do upilnowania był Mateusz Muszyński, a swoje zrobili też Tomek Sieczkowski i Kacper Sierota. Natomiast Al-Maj zagrał tragicznie. Nie boimy się tego napisać, ale ta ekipa TOTALNIE nie przypominała samych siebie z poprzedniej rundy, gdzie potrafiła choćby zremisować z Retro. To wyglądało, jakby przed pierwszym gwizdkiem ktoś tych graczy pozbawił umiejętności, ale miejmy nadzieję, że to jedynie wypadek przy pracy. Swoje zrobił też brak podstawowego bramkarza, no i jak mawia klasyk – tutaj wszystko było złe. Mecz absolutnie do zapomnienia, ale możemy być pewni, że za tydzień będzie lepiej – bo gorzej już być chyba nie może...

Miano hitu kolejki w tej serii przypięliśmy parze Fil-Pol vs Nauka Jazdy u Sławka. Oczyma wyobraźni widzieliśmy kapitalny pojedynek, gdzie wszystko rozstrzyga się w finałowych fragmentach. Nic z tego – to był mecz, który oddzielił mężczyzn od chłopców. Nie odbieramy NJUS umiejętności, jest tam wielu świetnych graczy, ale na ten moment nie tworzą oni zespołu. Przede wszystkim brakuje tutaj wykorzystania potencjału poszczególnych piłkarzy, co z kolei doskonale robi Fil-Pol. Tam każdy wie co ma robić, nikt się nie „podpala” i do bólu są wykorzystywane proste środki. Co innego niż w Nauce Jazdy – chłopaki często niepotrzebnie szukają „koronki”, jakby chcieli wejść z piłką do bramki, a wczoraj dodatkowo trafili jeszcze na świetnie dysponowanego Maćka Kamińskiego, który rozbijał ich akcje w pył. Nad tym wszystkim trzeba pomyśleć, bo Sławki mogą być ŁKSem Ekstraklasy – co z tego, że próbują grać ładnie w piłkę, jak efektów punktowych nie ma z tego żadnych.

A aż sześć goli zafundowali nam w niedzielny podwieczorek zawodnicy SSC ŻoliBoli i Woli Rasztowskiej. Może od razu podsumujmy, że ten brak rozstrzygnięcia w ich konfrontacji (skończyło się na 3:3), był jednocześnie sprawiedliwym rozstrzygnięciem ;) Początek należał do ŻoliBoli, ale ta ekipa nie wykorzystała kilku dogodnych okazji, za co skarcił ją Łukasz Urbanik. Gol tego zawodnika otworzył mecz i do przerwy zobaczyliśmy jeszcze dwa, po jednym dla każdej ze stron. Debiutanci musieli więc gonić przeciwnika i na początku drugiej połowy swój cel zrealizowali z nawiązką – dwa trafienia w odstępie 180 sekund i SSC byli o kilkanaście minut od premierowego zwycięstwa. Tyle że pech dopadł Mitję Markiewicza – w 47 minucie jego zagranie główką (przy okazji bardzo efektowne) zaskoczyło własnego bramkarza i stanęło na podziale punktów. Być może za kilka tygodni, gdy ŻoliBoli nabierze więcej doświadczenia, to takie starcia będzie przechylało na swoją korzyść. Co do Woli Rasztowskiej, to należy ją pochwalić za ciekawe transfery – Łukasz Urbanik z golem, dobra postawa Adama Ratyńskiego i Przemka Gronka, podobnie jak pozostałych debiutantów w Futbolidze. Jeśli więc tylko gracze w żółto-czarnych koszulkach będą unikać banalnych błędów w defensywie, to w tym sezonie wreszcie może powalczą o coś więcej.

Bolesna starcie z elitą zaliczyło z kolei Retro. Sami zawodnicy na pewno się spodziewali, że drugą ligę dzielą od pierwszej lata świetlne, chociaż pewnie nie sądzili, że na dzień dobry Dar-Mar poczęstuje ich „czwórką”. No ale Dar-Mar zagrał bardzo solidny mecz, praktycznie bezbłędny i nic dziwnego, że skończyło się tak wysokim zwycięstwem. W obronie wszystko trzymał Marcin Krucz, w pomocy na zmianę rządzili Piotrek Manaj i Adrian Szymański, a swoje dołożył niezawodny Damian Zajdowski. A Retro? Bylibyśmy nieuczciwi pisząc, że ferajna Szymona Strychalskiego zagrała bardzo źle. Czasami brakowało jej szczęścia (jak przy pierwszym straconym golu), do tego dwóch graczy nabawiło się w trakcie spotkania kontuzji, a pod koniec kuleć zaczął również Mateusz Skibniewski. Z tego też powodu nad Squadem nie ma co się znęcać, bo ten zespół na pewno odpali – szczególnie, gdy do gry wróci Konrad Kanon. Tutaj rywale okazali się po prostu lepsi i trzeba to przyjąć i szykować się już do kolejnych spotkań.

Kiepsko w piątą edycję weszły również Sokoły. I to dosłownie, bo jeszcze na dobre mecz tej ekipy z Fantazją się nie zaczął, a nie minęło 60 sekund i było 1:0 dla przybyszów z Kobyłki. W 4 minucie wynik brzmiał już 2:0, a w siódmej – 3:1. Tak energetycznego początku nie miało żadne wczorajsze spotkanie i już myśleliśmy, że czeka nas hokejowy wynik. I pewnie by tak było, ale Fantazyjni to specyficzna ekipa – taka, która z łatwością tworzy sobie sytuacje strzeleckie i z jeszcze większością łatwością je marnuje. W dodatku – kobyłkowska młodzież to co wywalczy sobie z przodu, to czasami wręcz z dziecinną łatwością potrafi zgubić z tylu. Wiele pracy jeszcze przed Fantazją, no ale przynajmniej mecze z udziałem tej ekipy to zawsze ciekawa historia. Co do Sokołów, to ten zespół nie podłamał się kiepskim startem, doszedł nawet do stanu 2:3, a potem miał piłkę na 3:3. I gdyby trafił, to kto wie jakby to się skończyło. No ale co nie udało się teraz, na pewno uda się jeszcze nie raz – sezon jest przecież bardzo długi i jeszcze niejedna drużyna zęby sobie na miejscowych połamie.

W jednym z poprzednich akapitów napisaliśmy, że beniaminek z Retro zaliczył twarde lądowanie w futboligowej ekstraklasie. To samo możemy napisać o innej, nowej ekipie w pierwszej lidze – Sparcie. Drużyna Jacka Słońskiego stanęła jednak przed zadaniem najtrudniejszym z możliwych – za przeciwnika miała bowiem In-Plus. Obrońcy tytułu byli tutaj murowanymi faworytami, lecz Spartanie wcale się nie przestraszyli przeciwnika i premierowe fragmenty były w miarę obiecujące. Ale z minuty na minutę, gdy przeciwnik nabierał rozpędu, zaczęły się pojawiać błędy, bezlitośnie wykorzystywane przez Księgowych. Do przerwy było 2:0, potem szybko kolejnego gola do koszyczka dorzucił Rafał Mucha i losy trzech punktów zostały rozstrzygnięte. Spartanie dzielnie walczyli jednak do końca, za co los wynagrodził ich honorową bramką Jarka Rozbickiego. Próba postawienia później wszystkiego na jedną kartę nie poskutkowała, bo In-Plus dołożył jeszcze jedno trafienie i wygrał 4:1. Nie można mówić o zaskoczeniu, szczególnie iż przegrani musieli sobie radzić bez Kamila Suchockiego. Gdyby Rafał Kudrzycki miał obok siebie takiego zawodnika, być może wyglądałoby to lepiej. Chociaż ze względu na klasę przeciwnika, trudno się spodziewać, by nawet obecność popularnego "Suchego" spowodowała, że cała pula pojechałaby tutaj gdzie indziej, niż do pobliskich Marek.

Szczegółowe opisy pojawią się w czwartek/piątek w raportach meczowych (czyli po kliknięciu na wynik spotkania), natomiast statystyki (strzały, faule, rzuty rożne, etc) są TUTAJ. W rywalizacji w typowanie Organizator - Zawodnicy, lepszym zmysłem analitycznym okazali się ci drudzy. Ale to dopiero początek rywalizacji ;)

Przy okazji chcielibyśmy Was BARDZO prosić o precyzyjną weryfikację składów i statystyk. Jest wiele nowych drużyn, nowych zawodników, wiele się działo w niedzielę, więc coś mogło nam uciec. Jeśli zobaczycie jakiś błąd - czekamy na wiadomość. 

Oczywiście zapraszamy Was również by na przestrzeni całego tygodnia regularnie odwiedzać serwis. Jak zwykle będzie się dużo działo - nie zabraknie chociażby kolejnego podsumowania czujników StatSports, będziemy też uzupełniali zdjęcia profilowe i nie tylko. Terminarz na kolejkę nr 2 pojawi się natomiast we wtorek po południu.


Dodaj komentarz

Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819