Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

Incognito
Kolejka 4
2
vs
4
( 1 : 2 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Sokoły Zielonka
niedziela, 08 październik 2017 • 10:00 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

Asysta

Żółta kartka

    W ósemce kolejki

      Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

      Piłkarz meczu


         Podsumowanie

        Sokoły z impetem weszły w nowy sezon, czego absolutnie nie możemy napisać o Incognito. A przecież mogło się wydawać, że będzie raczej odwrotnie i to ekipa Mariusza Kwiatkowskiego prędzej będzie się biła o czołowe lokaty, niż zielonkowscy weterani. Oczywiście na tym etapie nikogo nie można jeszcze szufladkować i Incognito miało bezpośrednią okazję pokazać, że jej powrót na ligowe szczyty to tylko kwestia czasu. I w sumie niewiele brakowało, bo markowianie zwłaszcza w pierwszej połowie spokojnie mogli wyjść na bezpieczne prowadzenie, a zamiast tego sami musieli odrabiać straty.

        Zaczęło się jednak optymistycznie – co prawda w 4 minucie Rafał Kawałowski w sobie tylko znany sposób strzelił w słupek, ale już w 7 nie pomylił się Mariusz Kwiatkowski, który mocnym uderzeniem z dość ostrego kąta, zmieścił piłkę między bramkarzem a bliższym słupkiem. Po tym mocnym początku oczyma wyobraźni już widzieliśmy kolejne gole dla Incognito i wcale nie było to pozbawione sensu. Gracze w bordowych koszulkach wyglądali lepiej, tyle że w 10 minucie prosty błąd w środku pola przytrafił się Kamilowi Błońskiemu. Piłkę przejął za chwilę Rafał Kusiak, idealnie uruchomił Chrystiana Karczewskiego, a ten nie dał szans bramkarzowi i mieliśmy remis. Ten sam zawodnik po 180 sekundach, znowu miał okazję do celebrowania gola. Tym razem z rzutu karnego za faul podyktowany na Rafale Kusiaku. Sędzia ostrzegał jednego z obrońców, by wypuścił z uścisku kapitana Sokołów, ale ten nie zastosował się do komendy i arbiter wskazał na „wapno”. Winda z nieba do piekła zjechała więc błyskawicznie. Zawodnicy Incognito wcale nie czuli się słabsi, a mimo to przegrywali. Te minimalne straty powinni jednak odrobić jeszcze w pierwszej połowie – w 18 minucie doskonałej okazji nie wykorzystał Marcin Kryński, a lada moment w słupek pocelował Czarek Kawałowski. Tym samym nadzieję na wyrównanie trzeba było przenieść na drugą odsłonę.

        I w niej Incognito znów rozpoczęło z wysokiego C. Co prawda pierwszą okazję popsuł Marcin Kryński, ale w drugiej noga nie zadrżała Mateuszowi Iwandowskiemu, który z bliska pokonał Krzyśka Karolaka i mieliśmy remis. Markowianie poczuli wówczas luz. Przez najbliższych kilka chwil wyglądali bardzo dobrze, ale znowu ich to zgubiło. Najpierw w 34 minucie niepotrzebnie bawili się przed bramką konkurentów, zamiast decydować się od razu na strzał i golkiper Sokołów nie miał problemów z interwencją. Z kolei w 41 minucie nie po raz pierwszy w tym meczu popełnili stratę w środku pola, a takich prezentów duet Rafał Kusiak – Chrystian Karczewski nie marnuje. Miejscowi powrócili więc do prowadzenia, a ponieważ konkurent wyraźnie się odkrył, Mariusz Winek niemal co chwilę musiał albo interweniować albo przynajmniej przymierzać się do interwencji. W 45 minucie o mało nie pokonał go Maciek Makarow. Ten sam zawodnik zmarnował też szansę 120 sekund później, ale tuż przed zakończeniem spotkania już się nie pomylił i wykorzystując podanie Chrystiana Karczewskiego, przybił przysłowiowy gwóźdź do trumny. Sokoły właśnie wygrały trzeci mecz z rzędu i znów zaimponowały konsekwencją, cierpliwością i skutecznością. A kto wie, czy za jakiś czas tandem Karczewski – Makarow, nie będzie funkcjonował tak dobrze, jak wtedy, gdy Chrystianowi partnerował w ataku Tomek Sieczkowski. Co do Incognito, to tutaj naprawdę można było wycisnąć więcej. Ten zespół – jak mało który w drugiej lidze – potrafi stworzyć sobie okazje po ataku pozycyjnym, ale nadal ma poważne problemy z egzekucją. A gdy dodamy do tego, że w niedzielę zaliczył też sporo pomyłek w newralgicznych strefach boiska, to tak musiało się to skończyć.


        ZDJĘCIA Z MECZU - TUTAJ

        andromeda puchar1 andromeda puchar1R