Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

Dar-Mar Kobyłka
Kolejka 4
1
vs
0
( 1 : 0 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Kati Kominki
niedziela, 08 październik 2017 • 13:00 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

    Asysta

      Żółta kartka

      Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

      Piłkarz meczu

        Czyste konto


           Podsumowanie

          Kati Kominki i Dar-Mar to ścisła czołówka Futboligi i to bez względu na to, że w tym sezonie na razie udowadniała to tylko jedna ekipa. Kominki, poza pierwszym niezłym spotkaniem, w dwóch kolejnych zaprezentowali się blado, a trzecia porażka z rzędu to coś, czego chyba jeszcze w żadnych rozgrywkach nie przeżywali. I teraz nie mogli do tego dopuścić, co przy założeniu poprawy nie tyle formy, co intensywności gry, było na pewno scenariuszem realnym. Ale wiadomo jak ciężko gra się z Dar-Marem. Ten zespół umie się dobrze bronić, a z przodu ma wystarczającą jakość, by zawsze coś wpadło. Te słowa znalazły też potwierdzenie w niedzielnej potyczce, gdzie o wszystkim zadecydowała akcja z 6 minuty.

          Tak naprawdę była to pierwsza dogodna okazja w tym spotkaniu i od razu zakończyła się golem dla zespołu z Kobyłki. Maciek Lament zagrał do Sławka Lubelskiego, ten minął jednego obrońcę, ułożył sobie piłkę na prawej nodze i huknął tak, że Piotrek Koza nawet nie drgnął. Kominki szybko zostały więc zmuszone do odrabiania strat, lecz w porównaniu do poprzednich meczów, tym razem do roboty wzięły się zdecydowanie szybciej. Choćby w 8 minucie mogło być 1:1, gdyby nie efektowna robinsonada Norberta Kucharczyka po strzale Rafała Radomskiego. Ta szansa nakręciła Kati, które szukało następnych okazji. Ale skoncentrowane na ataku, w 15 minucie o mało nie dało sobie strzelić drugiego gola. Dar-Mar zawiązał bowiem świetną kontrę, w której Sławek Lubelski w tempo podał do Maćka Waliłko, a ten z najbliższej odległości spektakularnie spudłował. To powinno być 2:0 i wtedy sytuacja przegrywających byłaby nie do pozazdroszczenia. Co nie oznaczało, że była dobra. Dodatkowo – w 18 minucie błąd popełnił nierozgrzany Michał Czuba, który stracił piłkę i za chwilę przed szansą na pokonanie bramkarza Kominków stanął Damian Paź. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Końcówka pierwszej połowy to z kolei dominacja ekipy z Duczek. Szanse mieli Michał Krajewski oraz Przemek Wycech, ale obydwu brakowało precyzji. Wynik w pierwszej połowie nie uległ więc zmianie i byliśmy bardzo ciekawi, jaki przebieg będzie miała druga.

          Ta nie różniła się znacząco od poprzedniczki. Optyczna przewaga, z której co jakiś czas wynikało coś konkretnego, należała do graczy w białych koszulkach. Ale nawet, gdy już wydawało się, że remis jest w zasięgu, finalizacja nie następowała. No i co ważne – nadal trzeba było uważać na kontry Dar-Maru. Dwukrotnie swoją drużynę z opresji ratował dalekimi wyjściami Piotrek Koza. Problem w tym, że przy jednym z nich nabawił się kontuzji i musiał opuścić pole gry. To na pewno nie pomogło Kominkom, ale też nie wybiło ich z rytmu. Dodatkowo – w 40 minucie prezent sprawił im Jacek Smoderek. Zwykle bardzo pewny w swoich interwencjach obrońca tym razem stracił piłkę na rzecz Kamila Melchera, który znalazł się sam na sam z Norbertem Kucharczykiem, ale ten zdołał odbić futbolówkę. Mogło się wydawać, że pomógł sobie przy tym ręką, jednak stwierdzenie tego na 100%, gdzie sytuacja rozegrała się bardzo dynamicznie, graniczyło z cudem. Nie była to zresztą ostatnia dogodna okazja dla Kati, bo w 47 minucie mocnym strzałem popisał się Michał Krajewski. Tym razem golkiper Dar-Maru mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem, lecz ta pofrunęła obok słupka. Później była jeszcze szansa Konrada Kupca, a Kati grali już wtedy w osłabieniu, po drugim „żółtku” dla Dominika Buczka. Wszystko na nic. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu przegrali 0:1 i mogli się czuć porządnie rozczarowani. Zrobili naprawdę sporo, by to się tak nie skończyło, a mimo to nie udało się. Cóż – nie pozostaje nic innego, jak przełamać się w niedzielę z Maliną. Natomiast Dar-Mar po raz kolejny wykazał się żelazną konsekwencją i znowu przechylił na swoją szalę mecz, który remisem pachniał na kilometr. Ale to też trzeba potrafić i tej umiejętności powoli wszyscy zaczynamy mu zazdrościć.


           

          andromeda puchar1 andromeda puchar1R