Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

In Plus Marki
Kolejka 4
4
vs
3
( 1 : 2 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Malina K.O.
niedziela, 08 październik 2017 • 12:00 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

Asysta

Bramka samobójcza

    Żółta kartka

    W ósemce kolejki

    Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

    Piłkarz meczu


       Podsumowanie

      Gdyby można było, Malina i In-Plus najchętniej obecny sezon rozpoczęły by jeszcze raz. Początek trzeciej edycji to pasmo niepowodzeń w wykonaniu jednych i drugich, gdzie obydwaj kapitanowie z utęsknieniem wypatrywali pierwszego zwycięstwa, które mogło się okazać przełomowym. Minimalnie wyżej ocenialiśmy tutaj szanse markowian, ale ile to razy pisaliśmy podobnie, a kończyło się jak zwykle. Teraz również naprawdę niewiele brakowało, by Księgowi zaliczyli wpadkę, bo już po 13 minutach przegrywali 0:2, a gdyby było 0:4, to również nie mogliby mieć do nikogo pretensji. Poza sobą.

      No właśnie – Malina, która grała po raz kolejny bez nominalnego bramkarza, rozpoczęła mecz bardzo dobrze. Szansę miał Piotrek Paćkowski, później swoich sił spróbował Piotrek Manaj i była to uwertura do tego, co miało za chwilę nastąpić. W 8 minucie gracze z Wołomina ładnie rozgrywają piłkę, zupełnie gubiąc defensywę markowian i Piotrek Manaj z bliskiej odległości pokonuje Sebastiana Puławskiego po raz pierwszy. Później ci panowie spotykają się jeszcze raz w 13 minucie i znowu górą jest zawodnik Maliny, co zaczyna stawiać Księgowych w bardzo niekomfortowej sytuacji. Co gorsze – gra tej drużyny była fatalna i gdyby równo po upływie kwadransa, Piotrek Manaj skorzystał z nieporozumienia dwóch obrońców, którzy zderzyli się ze sobą, to już wtedy mogło być po meczu. Dawno w pierwszej lidze nie widzieliśmy takiej niefrasobliwości jak ta w wykonaniu bloku defensywnego In-Plusu. Nie wiemy z czego to się wzięło, bo przecież ci zawodnicy nie zapomnieli jak się gra w piłkę, ale też trudno obwiniać tylko defensorów. Na takim boisku broni przecież CAŁA drużyna. Zirytowany takim przebiegiem wydarzeń Rafał Barzyc podpytywał kapitana, czy może nie powinien zająć miejsca w bloku obronnym, bo jak tak dalej pójdzie, to skończy się tu pogromem. Zmiany jednak nie nastąpiły, a In-Plus zaczął grać na szczęście trochę lepiej. I tuż przed przerwą uśmiechnęło się do niego szczęście – po strzale Rafała Muchy, piłka niefortunnie odbiła się od Pawła Porady i zupełnie zaskoczyła Pawła Chacińskiego. A niewiele brakowało, by niemal w akompaniamencie ostatniego gwizdka, bramkę zdobył jeszcze Rafał Barzyc. Malina po świetnym początku trochę więc wyhamowała i zdawała sobie sprawę, że druga połowa może być dla niej drogą przez mękę.

      Te słowa okazały się prorocze. Początek drugich 25 minut to totalna dominacja Księgowych, którzy wreszcie zdjęli nogę z hamulca. Ich akcje w końcu się zazębiały, bardzo dobrze grał Rafał Mucha i to właśnie on zdobył gola na 2:2. I tutaj było sporo szczęścia, bo golkiper Maliny trochę przestraszył się jednego z nabiegających przeciwników i nie złapał dość prostej piłki. Szybko się jednak zrehabilitował, gdy w następnej akcji obronił dwa trudne strzały, lecz w 30 minucie był po raz kolejny bezradny. Stratę zanotował Paweł Porada, Patryk Szeliga dograł do Rafała Barzyca a ten nie miał żadnych kłopotów z umieszczeniem piłki w siatce. I teraz to Malina musiała odrabiać straty. Problem w tym, że ten zespół nie wyglądał na zdolnego to uczynić. Zawodnicy byli zmęczeni i zdołowani, a wszystko co dobrego w ataku, wiązało się z osobą Piotrka Manaja. To on w 32 minucie trafił w słupek z rzutu wolnego i to również on odpowiedział golem na trafienie z 41 minuty Rafała Muchy. Na kilka chwil do końca spotkania wynik brzmiał więc 4:3 i drużyna Piotrka Radomskiego nie miała nic do stracenia. Praktycznie wszyscy przedstawiciele tej ekipy zaczęli opuszczać swoje nominalne pozycje i wędrować do ataku. In-Plus korzystał z tego i miał przynajmniej dwie możliwości, by zamknąć mecz, ale jego nonszalancja spowodowała, że do samego końca, nie mógł być pewny trzech punktów. Ostatni gwizdek skrócił męki Księgowych i mimo że do gry nadal można mieć zastrzeżenia, to liczył się cel. Nóż od gardła został trochę odsunięty, ale o sytuacji drużyny z Marek nadal nie możemy napisać, że jest komfortowa. Podobnie jak w przypadku Maliny, której morale po tak przykrej porażce, jeszcze zmalało. Niby widać poprawę i w grze i w wynikach w porównaniu do pierwszych trzech kolejek, ale za to w tabeli... Może lepiej tam na razie po prostu nie zaglądać.


       

      andromeda puchar1 andromeda puchar1R