Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

LOGOWANIE

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Tworzenie nowego konta

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe.
Imię *
Użytkownik *
Hasło *
Potwierdź hasło *
Email *
Potwierdź email *
Captcha *

Al-Mar Wołomin
Kolejka 4
0
vs
0
( : )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Sparta Wołomin
niedziela, 08 październik 2017 • 08:00 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Żółta kartka

    W ósemce kolejki

      Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

      Piłkarz meczu

        Czyste konto


         Podsumowanie

        Sparta miała prawo obawiać się niedzielnego pojedynku z Al-Marem. Powodów było wiele, choćby taki, że ekipa Jacka Słońskiego przegrała obydwa dotychczasowe mecze z mistrzem rozgrywek, zdobywając w nich jedną bramkę i tracąc aż trzynaście. Do tego skład na czwartą kolejkę nie wyglądał tak dobrze pod względem kadry, jak tydzień wcześniej. Brakowało chociażby Ernesta Wietraka czy Sebastiana Szwaczyka i to wszystko powodowało, że bardziej niż „czy” zastanawialiśmy się „ile” przegrają tutaj Spartanie. Tymczasem oni nie tylko nie dali się rozłożyć na łopatki, lecz byli blisko, by zmusić do poddania obrońców tytułu. Jak do tego doszło?

        Trzeba przyznać, że drużyna w pomarańczowych koszulka rozegrała naprawdę dobre zawody. Pewnie każdy, kto zobaczył końcowy wynik wyobrażał sobie, że Sparta zaparkowała autobus we własnym polu karnym i rozpaczliwie broniła się, przed napierającym z każdą minutą bardziej Al-Marem. Ale nie. Outsiderzy grali swoje i nie tylko skupiali się na rozbijaniu ataków oponenta, ale zdarzało im się przeprowadzać bardzo groźne kontr-ataki. Zaczęło się jednak od dość klarownej okazji dla faworytów – w 4 minucie Marcin Częścik po klepce z Pawłem Maliszewskim zagrał do Damiana Borkowskiego, a ten posłał piłkę nad bramkę. W odpowiedzi Sparta pogroziła szansą Krzyśka Zycha – otrzymał on dobre podanie od Mateusza Bali i z główki omal nie pokonał Artura Jaguszewskiego - golkiper Al-Maru piłkę odbił intuicyjnie stopą. Z kolei w 15 minucie powinno być 1:0 dla Sparty. Krzysiek Zych zagrał do Mateusza Bali, a ten był sam na sam z bramkarzem! Wystarczyło pocelować po rogu i Al-Mar musiałby odrabiać straty i takiego też rozwiązania szukał główny bohater akcji, ale Zina poleciała minimalnie obok słupka. Ta niewykorzystana szansa była wyraźnym sygnałem dla urzędujących mistrzów, że nie mogą skupiać się wyłącznie na ataku, bo wystarczy, że raz zostawią za dużo miejsca konkurentom, a ci są ich w stanie za to boleśnie pokarać.

        W drugiej połowie obraz meczu nie zmienił się. Al-Mar był oczywiście stroną dominującą, lecz poza jedną fantastyczną okazją Łukasza Godlewskiego, nie potrafił znaleźć sposobu na skonsolidowaną defensywę Spartan. A sytuacja o której mowa miała miejsce w 32 minucie. Mateusz Gontarz idealnie wypatrzył zupełnie niepilnowanego kolegę z zespołu, a ten miał do bramki 4-5 metrów. Najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu powinien zamienić te okoliczności na gola, ale zamiast tego posłał Zinę wysoko nad poprzeczką. Być może, parafrazując Tomasza Hajto: „to nie był błąd Łukasza Godlewskiego – to był błąd murawy”. I faktycznie – śliska piłka połączona z mokrą murawą, która stołem bilardowym nie jest, mogła mieć wpływ na tak słabe wykończenie. Al-Mar nie mógł jednak za długo tego przeżywać, bo był jeszcze kwadrans, by wreszcie wbić „złotą” bramkę. Ale rywal na to nie pozwolił. Darek Oleksiak i spółka grali uważnie, od czasu do czasu skutecznie się odgryzali szybkimi kontratakami, a dodatkowo niektórym graczom faworytów brakowało cierpliwości i oddając strzały z nieprzygotowanych pozycji, ułatwiali zadanie przeciwnikom. I tak dobrnęliśmy do końca spotkania, które z perspektywy Spartan można śmiało określić jako „zwycięski remis”. To był zasłużenie zdobyty punkt, który nie tylko przerwał fenomenalną passę zespołu Marcina Rychty, ale otworzył dorobek drużyny w pomarańczowych koszulkach. Oby to był dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami. Natomiast Al-Mar chyba nie ma się co przejmować. To przecież i tak kiedyś musiało nastąpić, a poza tym inna seria – spotkań bez porażki – trwa. O żadnym kryzysie nie ma więc mowy.


         

        andromeda puchar1 andromeda puchar1R