Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Wola Rasztowska
Kolejka 4
4
vs
2
( 2 : 1 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Al-Maj Car Marki
niedziela, 06 październik 2019 • 16:30 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

Asysta

Czerwona kartka

    W ósemce kolejki

      Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

      Piłkarz meczu


         Podsumowanie

        Mogło się wydawać, że po bardzo cennym zwycięstwie nad Tigerem, zespół Al-Maju dostanie dodatkowej energii. Często tak jest, że drużyna potrzebuje spektakularnego sukcesu, po którym nagle zaczyna się prezentować tak dobrze, jak nigdy wcześniej. To podpowiadało nam, że w niedzielę bardzo trudne zadanie czeka Wolę Rasztowską. Ten zespół nie miał zresztą dobrych wspomnień z dotychczasowych potyczek z Al-Majem, bo obydwie je przegrał i w obydwu nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Co prawda każda passa musi się kiedyś skończyć, lecz nie postawilibyśmy pieniędzy, że stanie się to właśnie teraz, gdy rywal wrzucił piąty bieg. No ale piłka bywa nieprzewidywalna. Nie jest to zresztą żadne wielkie odkrycie i to spotkanie było tej tezy kolejnym przykładem.

        Na wstępie trzeba oddać Woli, że od pierwszej minuty prezentowała się bardzo solidnie. Nie przestraszyła się tez dużo silniejszych fizycznie przeciwników i nawet gdy następował faul, po którym Tomek Kryszkiewicz i spółka lądowali na murawie, to chłopaki przyjmowali to jako element rywalizacji i po prostu robili swoje. I to popłaciło – ich mądra postawa została bowiem ukoronowana w 9 minucie, gdy Łukasz Polak zgrał piłkę Przemkowi Gronkowi, a ten ładnym strzałem pod poprzeczkę pokonał Mateusza Krzyżanowskiego. Al-Maj takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. I nie za bardzo umiał zareagować. Markowianie nie przypominali samych siebie sprzed tygodnia i bardziej byliśmy skłonni uwierzyć, że prędzej Wola podwyższy stan posiadania, niż że dojdzie do wyrównania. I to się potwierdziło. W 22 minucie Łukasz Urbanik kapitalnie przedarł się po lewym skrzydle, nic sobie nie robił z próbujących go powstrzymać rywali, a potem perfekcyjnie obsłużył Adama Wypyskiego, który strzałem z pierwszej piłki znów zmusił do kapitulacji bramkarza konkurentów. Ale Wola nie zdołała utrzymać wyniku 2:0 do przerwy. Tuż przed końcowym gwizdkiem świetnym strzałem z dystansu popisał się Andrzej Rogalski i było jasne, że to tylko zapowiedź tego, co czeka nas w drugiej połowie. Tutaj każdy scenariusz był bowiem równie prawdopodobny.

        Ostatnie 25 minut tego spotkania znów znacznie lepiej zaczęła jednak Wola. Najpierw Konrad Bulik uderzył z rzutu wolnego w słupek, a potem Michał Wróblewski zabrał piłkę Grześkowi Wojdzie, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem Al-Maju. No i niestety – gdy nie chcesz prowadzić 3:1, to musisz się liczyć z konsekwencjami. W 36 minucie akcję w swoim stylu przeprowadził Przemek Styczyński. Udało mu się wygrać walkę o pozycję przy linii bocznej, świetnie dograł do Damiana Malinowskiego, ten odnalazł Rafała Saksa i był remis! I od razu wyczuło się, że Al-Maj zaraz ruszy po kolejne gole. Wola wyglądała w tym okresie, jakby miała świadomość, iż mecz wymyka jej się z rąk. Ale wtedy znowu kapitalną pracę wykonał Łukasz Urbanik. W 39 minucie jego trafienie ponownie pozwoliło graczom w żółto-czarnych koszulkach na złapanie oddechu, a wprowadziło nerwowość w obozie przeciwnika. Al-Maj miał wtedy naprawdę mało czasu, by wrócić do gry i coraz częściej zacząć popełniać błędy. W 43 minucie doszło do sytuacji, gdzie Andrzej Rogalski musiał się ratować faulem na wychodzącym sam na sam konkurencie i sędzia nie miał wyjścia – as kier! Ale mylił się ten kto sądził, że to zamknęło mecz. Wola nie potrafiła strzelić decydującej bramki, a markowianie nie mieli i tak nic do stracenia i atakowali z całych sił. I w 50 minucie mieli piłkę na remis! Darek Waś fenomenalnie odbił jednak uderzenie z ekwilibrystycznej pozycji Przemka Styczyńskiego, czym uratował skórę swojej ekipie. Lada moment Wola wreszcie się przełamała i finalnie zadała cios na 4:2, chociaż na pewno najadła się przy tym mnóstwo nerwów. Najważniejsze było jednak zwycięstwo – ważne, nad niewdzięcznym rywalem i w dodatku – zasłużone. Każdy z tej ekipy dołożył ważną cegiełkę do sukcesu i tutaj tkwił sekret tej trzypunktowej zdobyczy. A Al-Maj? No cóż – miano najbardziej chimerycznej drużyny w lidze należy się jej bez dwóch zdań. I pewnie następne kolejki będą nas w tym przekonaniu jedynie umacniać.


        Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819