Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ
SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Incognito
Kolejka 13
5
vs
0
( 3 : 0 )

AS Marcova
niedziela, 12 maj 2019 • 11:30 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

    Asysta

      Żółta kartka

      W ósemce kolejki

        Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

        Piłkarz meczu

          Czyste konto


             Podsumowanie

            Gdy tak myślimy o spotkaniu Marcovy z Incognito, cały czas mamy w pamięci lanie, jakie w poprzednim sezonie Fioletowi spuścili drużynie Mariusza Kwiatkowskiego. To przekonanie, że jeśli tylko Marcova zagra na swoim poziomie, to nie powinna mieć żadnych kłopotów z zespołem z Marek, pokutuje w nas do dziś. Dlatego też w zapowiedziach nie wyobrażaliśmy sobie innej opcji, niż sukces faworytów, zwłaszcza po ich bardzo dobrym występie w Pucharze Ligi. Ale futbol lubi zaskakiwać. Incognito pokazało bowiem w niedzielę dużą dojrzałość i wypunktowało swoich rywali w sposób, który musi budzić uznanie. 5:0? Tego nie przewidzieli by nawet najstarsi górale...

            Zacznijmy jednak od tego, że w zespole Marcovy nie wystąpił w niedzielę Damian Zajdowski. Nie chcemy, by brzmiało to jak usprawiedliwianie przegranych, ale każdy kto widział Damiana w akcji wie, ile ten zawodnik daje swojej ekipie. Ale z drugiej strony – oprócz niego nikogo kluczowego w ekipie Ernesta Wiśniewskiego nie brakowało. A mimo to Marcova grała bardzo słabo. W pewnym momencie pomyśleliśmy sobie nawet, że gdyby nie charakterystyczne fioletowe koszulki, to nie pomyślelibyśmy, iż po murawie biegają przedstawiciele jednej z najładniej grających drużyn w rozgrywkach. Co innego Incognito. Podopieczni Mariusza Kwiatkowskiego od samego początku wiedzieli co chcą grać, no i swój plan realizowali w stu procentach. Początkowo ich problemem była jednak skuteczność, bo najpierw dobrą okazję zmarnował Kamil Ryński, a potem Grzesiek Pański. Ale co się odwlekło, to nie uciekło – w 15 minucie Kamil Ryński wcielił się w rolę asystenta, a na listę strzelców wpisał się jego brat Sebastian. Nie minęło 180 sekund, a było już 2:0. Tym razem Sebastian Ryński podawał, natomiast trafienie zanotował Grzesiek Pański, chociaż piłka zaliczyła po drodze rykoszet, co na pewno nie ułatwiło interwencji bramkarzowi rywali. Maurits Zwiep nie ma jednak nic na swoją obronę w sytuacji z 22 minuty. Przy próbie wykopu, praktycznie podał on futbolówkę pod stopy Kamila Ryńskiego i mieliśmy już trzy gole przewagi. A spokojnie mogło być ich więcej, bo markowianie nie wykorzystali jeszcze kilku szans, co w pewnym stopniu zostawiało otwartą furtkę konkurentom. Trzy bramki to nie była różnica nie do odrobienia, jakkolwiek dyspozycja przegrywających musiała się zmienić w ciągu zaledwie kilku minut. Jak się okazało – było to jednak ponad ich siły.

            Druga odsłona była na pewno ciut lepsza w wykonaniu faworytów, ale to wcale nie znaczy, że była dobra. Nadal dominowali gracze Incognito, prezentujący konsekwentny futbol, oparty na prostych, lecz skutecznych środkach. Rozstrzygnięcie tego spotkania mogło nastąpić już w 30 minucie, gdyby Grzesiek Pański strzelił nie w słupek, a kilkanaście centymetrów obok. Ta sytuacja mogła się zemścić, bo w 31 minucie Damian Parys powinien zmniejszyć straty, lecz wtedy na wysokości zadania stanął Grzegorz Belniak. Fioletowym powoli puszczały nerwy, widać było że to po prostu nie jest ich dzień i wszystkie ich pomysły kończyły się fiaskiem. Z kolei prowadzący nie spuszczali z tonu i w samej końcówce znów wcisnęli pedał gazu, a do meczowego protokołu wpisali się jeszcze Kamil Palonek i Kamil Ryński. Co będziemy ukrywać – nawet teraz pisząc te słowa, nadal jesteśmy zaskoczeni przebiegiem spotkania. Brawa dla triumfatorów, bo w ich przypadku nie sposób się do niczego przyczepić. Mądra, odpowiedzialna gra poskutkowała efektowną wiktorią i to nie nad byle jakim przeciwnikiem. Jesteśmy pod wrażeniem i oby więcej takich występów po stronie Incognito. A Marcova? Są czasami takie dni, że nic ci nie wychodzi i to był chyba jeden z nich. Fioletowi nie mogli złapać swojego rytmu, grali zupełnie odwrotnie do tego, do czego w ich przypadku jesteśmy przyzwyczajeni. Wypadek przy pracy? Oby, bo zostało jeszcze kilka kolejek i mamy nadzieję zobaczyć w nich „starą, dobrą Marcovę”.


            filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1