Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ
SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Retro Squad
Kolejka 13
1
vs
1
( 1 : 0 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Maciej Kostyra

Wola Rasztowska
niedziela, 12 maj 2019 • 17:00 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

Asysta

W ósemce kolejki

    Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

    Piłkarz meczu


       Podsumowanie

      Awans Retro do pierwszej ligi to pewniak. Zawodnicy tej drużyny wiedzą, że nie ma szans by stracili zbudowaną przez siebie przewagę, dlatego za cel postawili sobie, by wygrać w tym sezonie wszystkie spotkania. I trudno powiedzieć, czy Wola Rasztowska była w kręgu ekip, które mogłyby faworytom w tym scenariuszu namieszać. Z jednej strony wiemy, że Tomek Kryszkiewicz i spółka nie takich cudów już dokonywali w Futbolidze, no ale z drugiej strony – skoro wiosnę zaczęli od trzech z rzędu przegranych, to argumentów za chociażby z remisem z liderem rozgrywek było niewiele. Futbol ma jednak to do siebie, że zawsze zaczyna się od stanu 0:0 i nikt z góry nie stoi na straconej pozycji. I Wola chyba tak do tej potyczki podeszła – bo skoro w lidze nie miała już szans na dobry wynik, to jedną z szans na uratowanie tego sezonu było właśnie przerwanie serii Retro. Czy to się udało?

      Ta potyczka długo przebiegała tak, jak można się było tego spodziewać. Wola nie wychylała się zbytnio z własnej połowy a swój optymizm w kwestii dobrego wyniku opierała na dobrej obronie i kontrach. Plan wykonywała w 50%, bo o ile w obronie faktycznie rzadko dopuszczała do zagrożenia po swojej stronie, to z przodu, poza jedną szansą Konrada Bulika, była praktycznie bezzębna. Ale utrzymywanie się wyniku bezbramkowego było dla niej korzystne, bo wiadomym było, iż z upływem czasu to przeciwnikom zacznie się spieszyć. Retro długo nie mogło złapać właściwego rytmu i dopiero w 20 minucie jedną z ich akcji moglibyśmy ocenić jaką tę, która mogła tutaj otworzyć wynik. Konrad Kanon oddał płaski strzał na bramkę Karola Jankowskiego, ale piłka poleciała ostatecznie obok słupka bramki ekipy z Woli. I w ten sposób dotrwaliśmy do końca pierwszej połowy. Raczej bezbarwnej, gdzie nikt nie chciał podjąć przesadnego ryzyka, mając świadomość, jak ważny może być tutaj pierwszy gol. Tym samym musieliśmy liczyć, iż doczekamy się go w finałowej odsłonie.

      A ta o mało co nie zaczęła się kuriozalnym golem dla Woli. Piłką został bowiem nabity Michał Wróblewski i naprawdę niewiele zabrakło, żeby futbolówka wtoczyła się do bramki. To był chyba ostatni sygnał ostrzegawczy dla Squadu, że trzeba się tutaj wziąć szybko do roboty. Za słowami poszły czyny – w 32 minucie ładnym strzałem „pod ladę” popisał się Sebastian Płócienniczak i wyglądało na to, iż wszystko zmierza w kierunku zwycięstwa ligowych hegemonów. Dla postronnych kibiców najważniejsze było jednak, iż to spotkanie wreszcie się otworzyło. W 38 minucie dogodnej okazji dla niemającej już nic do stracenia Woli nie wykorzystuje Tomek Kryszkiewicz – w ostatniej chwili piłkę spod jego nóg wyłuskuje Irek Zygartowicz. W 41 minucie szansę na 2:0 ma Retro - strzela Konrad Kanon, lecz Karol Jankowski nie daje się zaskoczyć i broni strzał przeciwnika. W odpowiedzi sunie atak przegrywających – okazją dysponuje Łukasz Polak, ale Maciek Szczapa jest na posterunku. Czasu jest coraz mniej i zaczynamy powątpiewać, czy Woli uda się tutaj cokolwiek ugrać. Ale wtedy przychodzi 44 minuta – świetne dośrodkowanie w pole karne Norberta Marcinkiewicza a tam Łukasz Polak robi swoje i pakuje piłkę do bramki, mimo asysty kilku przeciwników – 1:1! Woli zależy teraz już tylko na dowiezieniu tego wyniku i gdy na stoperze wybija 50 minuta, wydaje się że ta misja zakończy się powodzeniem. Być może gracze w żółto-czarnych koszulkach też za szybko w to uwierzyli, bo w ostatniej akcji spotkania ich trud powinien pójść na marne. Retro doszło bowiem do sytuacji 3 na 2 i Damian Nowaczuk miał piłkę meczową na stopie. Ku radości graczy Woli, spłatała ona jednak figla napastnikowi Retro i mecz zakończył się remisem. Ekipa Szymona Strychalskiego ma czego żałować, chociaż odnieśliśmy wrażenie, że ten zespół nie zagrał tak, jak nas do tego przyzwyczaił. Może to zasługa Woli, może słabszego dnia, ale też nie ma co się tym wynikiem zadręczać. Trzeba po prostu poszukać sobie nowego celu. Słowa uznania należą się natomiast graczom Woli. To nie był ich wielki mecz, ale pokazał, że ta ekipa dobrze się czuje, gdy „może” a nie „musi”. I ciekawe jak w związku z tym wypadnie w pozostałych spotkaniach sezonu, gdzie zostały jej mecze głównie z tej drugiej kategorii.


      filpol1516 1andromeda puchar1Rfilpol1718 1